,
Obserwuj
Gospodarka

Czy długa zima ściągnie na Europę kryzys? Ceny gazu rosną na całym świecie

Anna Augustyn, Wojciech Kowalik
4 min. czytania
31.01.2026 20:12

Jak jest zima, to musi być zimno. I drogo. Zwłaszcza że zima zaskoczyła nie tylko drogowców i wciąż nie powiedziała ostatniego słowa. Fizycy atmosfery (to oni są teraz ważniejsi w prognozowaniu zdarzeń pogodowych niż synoptycy) zapowiadają na luty kolejną falę arktycznych mrozów. Chłód ma trzymać iście syberyjski, z temperaturą jak za kołem podbiegunowym. I tak podobno - aż do marca. Skutek? Gaz drożeje w tempie niewidzianym od dekad. Bo handlującym się wydawało, że tak jak w ostatnich kilkunastu latach całą zimę znów będzie można przechodzić w trampkach.

Arktyczna zima uderza raz w Europę, raz w Amerykę
Arktyczna zima uderza raz w Europę, raz w Amerykę
fot. Charles Krupa/Associated Press/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Kiedy w końcu powinno zrobić się cieplej?
  • Dlaczego wzrosły ceny gazu w USA?
  • Jak przekłada się to na Europę?

Zaczynamy od prognozy pogody na luty. Od niej zależy, czy pojedziemy w tym roku na wakacje, a jeśli - to na jak długo i jak daleko. Dlaczego? Bo mróz drenuje kieszenie jak Europa długa i szeroka. I to nie tylko tych, którzy ogrzewają domy gazem. Bo ceny energii przekładają się w końcu na ceny na sklepowych półkach. A winny jest jeden z głównych bohaterów tego odcinka, czyli wir polarny. To wielka masa powietrza, która w standardowych warunkach krąży wokół bieguna, ale gdy okoliczności są niestandardowe, przenosi się w dół, wpadając do Europy i Ameryki Północnej. A tam z powodu południowego układu powierzchni dociera nawet do słonecznej podzwrotnikowej Florydy oraz Zatoki Meksykańskiej i gorącego Teksasu. I tak właśnie jest w tym sezonie.

Stały układ gwarantujący na naszej szerokości geograficznej znośne zimy został rozbity przez ciepłe powietrze znad ogrzewającego się mocno oceanu. Wir jest regularnie przerywany, a arktyczna zima uderza raz w Europę, raz w Amerykę. Na Zachodnim wybrzeżu przyniosła rekordowy śnieg i sparaliżowała życie. W Karolinie Południowej napadało najwięcej śniegu od 20 lat, przez Nowy Jork przeszła największa od pięciu lat burza śnieżna, miejscami temperatura odczuwalna spadła poniżej minus 30 stopni Celsjusza. Ponad milion domów w kilkunastu stanach nie miało prądu, odwołano kilkanaście tysięcy lotów, przestały jeździć pociągi i zamarł transport towarów.

Według portalu AccuWeather ten atak arktycznej zimy może być dla USA najkosztowniejszym zjawiskiem pogodowym od czasu pożarów w okolicach Los Angeles na początku ubiegłego roku. Wstępnie straty gospodarcze szacuje się na ponad 100 miliardów dolarów. Z powodu fali mrozów na amerykańskiej giełdzie towarowej podrożał gaz. Bo zimno oznacza, że trzeba grzać. Do grzania potrzebny jest gaz albo prąd, produkowany z gazu, a w tym sezonie potrzeba go jeszcze więcej. Bo prąd w Ameryce - prócz tradycyjnej gospodarki - zużywają na potęgę gigantyczne centra danych zbudowane dla sztucznej inteligencji.

Czemu gaz jest drogi?

W Ameryce gaz jest już droższy niż był w czasach kryzysu energetycznego po wypowiedzeniu przez Rosję światu - wojny surowcowej - i to aż o jedną piątą. O 20 procent podrożał w ciągu jednego tylko dnia i był to najszybszy wzrost od lat. W ciągu zaledwie pięciu dni, zanim jeszcze wschodnią i środkową Amerykę skuł mróz i sparaliżował śnieg - cena tego paliwa wzrosła o ponad 100 procent i był to największy tygodniowy wzrost od 35 lat. A to prawdopodobnie nie koniec, bo rynek ma w pamięci wydarzenia sprzed pięciu lat, gdy atak zimy na południu USA zatrzymał wydobycie, pozbawił prądu niemal cały Teksas i spowodował śmierć ponad 200 osób.

Stany Zjednoczone są największym na świecie producentem gazu, przed Rosją, Chinami i krajami Bliskiego Wschodu. Są też największym dostawcą gazu skroplonego, tu na drugim miejscu jest Katar. Oba państwa są głównymi eksporterami LNG do Europy. Zastąpiły wykluczoną z handlu Rosję, która swój gaz pompowała na Zachód rurociągami. Jeszcze przed wybuchem wojny zablokowała dostawy surowca, szantażując w ten sposób europejskich odbiorców, w tym największego, czyli Niemcy. I doprowadziła do załamania najpotężniejszej na kontynencie gospodarki oraz do galopującej inflacji w całej Europie. A potem do przestawienia się na dostawy surowców energetycznych z innych stron, w tym ze Stanów Zjednoczonych. Dzisiaj Unia Europejska jest największym odbiorcą amerykańskiego gazu i w tym roku ma go sprowadzić rekordową ilość. Bo i zużywa go rekordowo dużo, w najszybszym od lat tempie. Chwilami - najwięcej w historii.

Sprawdź, czy wiesz, co ważnego wydarzyło się w ostatnich dniach. Tylko najbardziej zorientowani udzielą więcej niż 8 dobrych odpowiedzi…

Quiz: Najważniejsze wydarzenia mijającego tygodnia. Sprawdź, co wiesz!

1/10 Kto zginął w sobotę 24 stycznia 2026 w Minneapolis podczas protestu przeciw działaniom ICE?

Co z cenami w Europie?

Gaz drożejący za Atlantykiem to zły znak dla europejskiego rynku towarowego, który także przeżywa zimę dziesięciolecia. W ciągu miesiąca surowiec podrożał na giełdzie TTF o mniej więcej 40 procent. Cena jest najwyższa od czerwca, gdy rosła mocno napędzana obawami o tempo napełniania magazynów na zimę. Nauczeni doświadczeniem Europejczycy muszą je zatankować gazem pod korek do jesieni. Ceny rosną w szczycie tego tankowania. Teraz, gdy gazu się w Europie masowo nie kontraktuje, wzrosły ponad tamten rekordowy poziom. Problem bowiem w tym, że w okowach arktycznych mrozów europejskie gospodarki włączyły ssanie i z gazowych magazynów ciągną gaz jak wściekłe.

W Polsce wszystkie - z wyjątkiem dwóch - dni od początku roku były pod względem zapotrzebowania na gaz ziemny rekordowe. Rekord absolutny padł 9 stycznia, kiedy polska gospodarka zużyła najwięcej gazu w swojej historii. Na tle innych wciąż ma jednak komfortowy zapas - zbiorniki ciągle są w dwóch trzecich wypełnione paliwem. Gorzej w Niemczech. Tam zbiorniki są wypełnione w mniej więcej jednej trzeciej i jest to o tej porze roku najmniej w historii. W całej Unii Europejskiej w magazynach została mniej niż połowa gazu. To mniej więcej tyle, ile w kryzysowym 2022 roku. A do końca sezonu grzewczego wciąż dwa miesiące. I prognozy mało optymistyczne: z dwudziestostopniowym mrozem już na początku lutego, a potem w drugiej połowie oraz zimnym marcem.

Tu rodzi się pytanie, czy system to wszystko wytrzyma. Analitycy twierdzą, że wiele zależy od pogody. Ale są też tak zwane czynniki geopolityczne. Rosyjskie bombardowania ukraińskich ciepłowni i elektrowni, awanturnicze występy przedstawicieli amerykańskiej administracji i możliwa wojna z Iranem. Pojawiło się więc straszne słowo na „k”, czyli kryzys.

źródło: TOK FM

Redakcja poleca