Europa sama strzela sobie w kolano. Koń trojański na chińskich kołach już tu jest
Europa do tej pory zaciekle broniła swojego rynku przed tanią, chińską motoryzacją. Robiła to pod hasłem obrony rodzimego przemysłu, który ledwo zipie. Aż przyszedł kryzys paliwowy i Europejczycy, nie chcąc płakać przy dystrybutorach, masowo przesiadają się do samochodów elektrycznych albo hybryd (już co trzeci rejestrowany samochód, to elektryk), a poszczególne rządy hojnie je dofinansowują. Sęk w tym, że te programy premiują auta z półek cenowych, na których stoją tylko auta chińskie (w tym roku Europejczycy kupią milion takich samochodów!).
- O ile więcej elektryków i hybryd wyjechało w trwającym kryzysie paliwowym na europejskie drogi;
- Jak Europa przy okazji szeroko otwiera drzwi elektrykom z Chin;
- I wtacza do siebie chińskiego konia trojańskiego;
- I czy robi to na całkowitą zgubę własnego przemysłu motoryzacyjnego?
Ten odcinek zaczniemy od małej lekcji historii, a dokładniej - od konia trojańskiego. Kto tak właściwie wprowadził go do Troi? Otóż sami Trojanie. Znaleźli go w opuszczonym obozie Greków i uznali za dar od przegranych - po 10 latach bezskutecznego oblężenia miasta. Żeby go wciągnąć do Troi rozebrali nawet fragment muru. Nieszczęście na siebie sprowadzili własnymi rękami. Jak ta historia się dla Trojan skończyła - to wiadomo, ale teraz mamy ją w nowej wersji. Jak więc może skończyć się w swoim najnowszym motoryzacyjnym wydaniu? Kim w tej historii są Grecy, a kim Trojanie? Ile kół ma koń? I dlaczego powinno cię obchodzić, kto go właśnie wtoczył do Europy?
Oni cieszą się z drogich paliw w Europie
Zanim jednak przejdziemy do konia zatrzymamy się na chwilę na statystycznej europejskiej stacji benzynowej. Na której rozlega się głośny płacz i zgrzytanie zębów. W całej Europie ceny paliw biją historyczne rekordy. W Polsce cena litra oleju napędowego może wkrótce przebić magiczną barierę 10 złotych. Na Zachodzie ten poziom to norma, taniej jest tylko na południu kontynentu, na przykład w Bułgarii. Średnio - według danych Komisji Europejskiej - w ostatnim tygodniu września diesel kosztował 2 euro i 23 centy, czyli mniej więcej 9 złotych i 75 groszy.
Nic więc dziwnego, że Europejczycy rozglądają się za motoryzacyjną alternatywą, najlepiej jak najtańszą. Czyli za elektrykiem lub hybrydą. I dlatego w tej dziedzinie Europa idzie po rekord. W tym po rekord taki, z którego nie ma się co cieszyć, czyli miliona sprzedanych chińskich samochodów. W sierpniu Europejczycy zarejestrowali o 63 procent więcej nowych elektryków, niż w tym samym czasie rok wcześniej. Na każde sto rejestracji, prawie co trzecia należała do auta na prąd. Dla porównania - rok wcześniej tylko jedna piąta. Jeszcze lepiej od elektryków sprzedają się hybrydy, bo są jednocześnie oszczędnie i wciąż tradycyjne. W sierpniu wśród nowych aut była ich ponad jedna trzecia. Wszystko to znaczy, że klienci coraz szybciej odjeżdżają producentom samochodów z tradycyjnym napędem, a odjazd napędza droga benzyna.
Strzał w kolano
Ale nie tylko, bo drugim źródłem są… publiczne pieniądze, które rządy w całej Europie dopłacają do elektryków, strzelając sobie w kolano. Niemcy dopłacają do zakupu elektryka nawet 6 tysięcy euro. Po chińskie auta z dopłatą stoją kolejki oszczędnych Niemców. Rząd nie wprowadził żądnych ograniczeń. Włochy dopłacały do połowy roku jeszcze więcej, bo aż 11 tysięcy. Model T03 chińskiej marki Leapmotor kosztował włoskiego kupującego niecałe 5 tysięcy euro. Wystarczyło skumulować rabat od producenta i maksymalny EcoBonus. Nic dziwnego, że we Włoszech reklamowano chińskie auto jako tańsze od roweru!
Inną strategię obrała Francja: dopłaca do aut spełniających określone normy ekologiczne, co w praktyce wykluczyło niemal wszystkie chińskie marki. Polska dopłacała do każdego nowego elektryka bez żadnej różnicy. Program zakończyła na początku roku, bo rekordowo szybko skończyły się pieniądze. Zresztą wszędzie w Europie dopłaty są przebojem. W Irlandii 10 milionów euro rozdano w... 75 minut i zamknięto program. Niemal wszędzie (oprócz Francji, Wielkiej Brytanii i Rumunii) królują marki chińskie. Bo niemal wszystkie programy premiują auta… tanie. Są nawet takie, w których im auto tańsze, tym wyższa dopłata.
>>> Nic więc dziwnego, że analitycy zajmujący się motoryzacją podsumowują krótko: Chiny powinny składać Europie oficjalne podziękowania za wsparcie sprzedaży. Czytaj: Trojanie sami sobie urządzają tragiczny los. A to nie jedyny sposób. W tym wątku trojański koń występuje w roli wybawcy. Bo europejskie koncerny motoryzacyjne planują… otworzyć Chińczykom bramy do swoich zakładów. Posłuchaj całego odcinka i dowiedz się więcej! <<<
Źródło: TOK FM