"Nam nie grozi inwazja Rosji". Ekspert nazywa rzeczy po imieniu. "To już nie wojna hybrydowa"
Rosja chce wykorzystać moment, zanim Europa uzyska zdolność bycia silnym aktorem, by przesądzić rozgrywkę na swoją korzyść. To trudny, niebezpieczny moment - mówił w TOK FM Piotr Buras, dyrektor warszawskiego biura Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych.
Inwazja Rosji na Ukrainę miała trwać 3 dni, a trwa już 4 lata. - Rosji nie idzie najlepiej. Może Kreml ma właśnie ostatnią szansę, żeby wygrać tę wojnę - komentował w "Dłuższej rozmowie" Piotr Buras z Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych. Jak wyjaśnił rozmówca Macieja Głogowskiego, Europa jest na dobrej drodze do tego, żeby być silniejsza - a jeśli nadal będzie dozbrajać Ukrainę, Rosja nie będzie mogła dłużej prowadzić konfliktu.
I właśnie dlatego Kreml próbuje zastraszyć zachodnie społeczeństwa. - Nam nie grozi rosyjska inwazja, ale wojna jest już prowadzona innymi, bardziej ograniczonymi środkami - mówił gość TOK FM. Działania wojenne - co wymienił Piotr Buras - to np. drony wpadające w naszą przestrzeń powietrzną, zabłąkane rakiety czy akty sabotażu. - Rosja za pomocą tej strategii nie chce nas podbić, ale próbuje osiągnąć cel polityczny - wyjaśnił dyrektor warszawskiego biura Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych.
Rosja chce zastraszyć Europejczyków
Co tak naprawdę chce osiągnąć Władimir Putin? - Trudno inaczej odczytać działania Rosji, niż jako próbę podzielenia Europejczyków i zasiania ogromnego niepokoju, który przełoży się na to, że kraje europejskie będą podzielone wewnętrznie. Można podsycać te podziały za sprawą zastraszania i doprowadzić do sytuacji, w której Europa przestanie wspierać Ukrainę, bo społeczeństwa powiedzą "dość" - mówił gość TOK FM. Buras zgodził się z redaktorem Głogowskim, że Rosja - dla swoich politycznych celów - stara się sparaliżować Zachód, a narzędziem ku temu jest "mącenie w głowach i wspieranie takich tendencji, które podmywają konsensus".
Według eksperta, obecne działania Kremla nie są wojną hybrydową. - Trzeba to nazywać po imieniu: to akty sabotażu, terror - zaznaczył gość Macieja Głogowskiego. - Rosja za pomocą tego, co robi w tej chwili, chce udaremnić scenariusz, że my będziemy za kilka lat gotowi na większe zagrożenia. To jest wyścig z czasem - tłumaczył dyrektor warszawskiego biura ERSZ.
- Wojna w postaci terroryzmu i sabotażu jest przenoszona na nasze terytorium. To w przyszłości mogłoby przybrać jeszcze większe rozmiary. W dużej mierze zależy to od tego, czy wesprzemy Ukraińców w odpowiednim wymiarze - podkreślił gość "Dłuższej rozmowy".
Czego chce Putin?
Kreml - jak mówił Buras - chce też wykorzystać zmianę kursu polityki Stanów Zjednoczonych. - Władimir Putin chciałby, żeby Stany Zjednoczone w ogóle wycofały się z Europy, a już na pewno z naszej części kontynentu. Chciałby, żeby nie było tu obecności wojskowej NATO - wymieniał ekspert. Dzięki temu - dodał gość TOK FM - kraje Europy Środkowo-Wschodniej będą bardziej labilne i wystawione na presję i rosyjski szantaż.
- Byłby to powrót do państw satelickich i dominacji Rosji poprzez odwrócenie tego, co się wydarzyło przez ostatnie 30 lat. Chodzi o to, żeby wymusić na Zachodzie pakt, który na nowo regulowałby relacje w naszej części świata - wyjaśnił Piotr Buras.
Źródło: TOK FM