Plecak ewakuacyjny za 3 tysiące złotych? To tylko "nabijanie kasy". "Padam ze śmiechu"
- Widziałem gotowce za ok. 3 tys. zł, ale absolutnie nie mają sensu. To jedno wielkie nieporozumienie - tak plecaki ewakuacyjne za kilka tysięcy złotych ocenia w rozmowie z tokfm.pl Paweł Szlendak, autor szkoleń survivalowych "Partyzanci Lubelszczyzny".
- Rośnie zainteresowanie plecakami ewakuacyjnymi;
- Ich ceny potrafią dochodzić do 5 tys. zł;
- W co warto zainwestować? Jakie jest absolutne minimum? I co oprócz plecaka jest równie ważne?
Szef MSZ Ukrainy Andrij Sybiha oświadczył, że atak rosyjskiego drona przy granicy z Polską oznacza, że wojna zbliża się do granic państw NATO, a działania Moskwy pokazują, że jej agresja godzi w bezpieczeństwo daleko poza jego krajem. Także w poniedziałek szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas ostrzegła, że według informacji wywiadowczych Rosja planuje kolejne akty sabotażu w Europie. Z kolei kilka dni temu premier Donald Tusk poinformował, że "w ocenie wywiadów w planie rosyjskim są także hybrydowe uderzenia dronami i rakietami na państwa wspierające Ukrainę, w tym Polskę". - O tych możliwościach wspominano od dłuższego czasu. Dzisiaj te informacje są już bardzo spójne i niestety przekonujące - podkreślił.
Dla firm sprzedających plecaki ucieczkowe oznacza to kolejną falę zainteresowania. Ich właściciele potwierdzają: "Chętni dzwonią, piszą i pytają. Jaki kupić? Czy taki za 200 zł to wystarczy? A może wybrać ten za 500 zł? Czy jednak lepszy będzie ten za 1,5 tys. zł?". W ofercie są nawet plecaki za ok. 5 tys. zł.
- Widziałem gotowce za ok. 3 tys. zł, ale absolutnie nie mają sensu. To jedno wielkie nieporozumienie - ocenia w rozmowie z tokfm.pl Paweł Szlendak, autor szkoleń survivalowych "Partyzanci Lubelszczyzny".
Jak od razu dodaje, jest tam za dużo rzeczy. - To rozbijanie wszystkiego na atomy, by zrobić show. Nic innego jak nabijanie kasy. Tym bardziej, że nierzadko rzeczy się dublują - podkreśla.
Wskazuje też konkretne przykłady. To choćby nóż i siekiera. - To albo nóż z głownią stałą, który daje też możliwość rąbania drewna, albo siekiera. Dalej: metalowa menażka i metalowy kubek. Albo jedno, albo drugie, przecież to wszystko waży - tłumaczy. Zastrzega przy tym, że dla rodziny bardziej sprawdzi się menażka, a kiedy ktoś jest sam - kubek.
- Padam ze śmiechu, kiedy słyszę, że na wyposażeniu powinien być też sprzęt do usuwania kleszczy. I te pytania: "Dlaczego nie ma? Dlaczego o tym tym nikt nie pomyślał?" Naprawdę?! To kleszcz ma być teraz najważniejszy?! Tak to można by było tam 300 rzeczy wsadzić i jeszcze by było mało - podnosi.
Przeładowane gotowce z internetu
Co jeszcze budzi jego wątpliwości? To m.in.: saperka ("Po co? Ludzie okopywać się będą?"), zapałki sztormowe ("Lepiej zapalniczkę wziąć i krzesiwo, jak już ktoś już chce mieć dwa źródła ognia"), kompas ("Dobry w lesie, ale trzeba umieć go użyć"), maszynka do golenia, patyczki do uszu, buteleczki na chemię tak, jak w samolotach ("Jak ktoś sobie mydło weźmie, wystarczy") czy np. maszynka do golenia ("Wolałbym zarosnąć, żeby wyglądać jak dziad, niż obiekt, który widać, że jest elegancki. A to znaczy: może ma pieniądze, a może to ktoś wart zainteresowania").
Inne przykłady? To też, zdaniem naszego rozmówcy, łom w plecaku. - W Stanach wymyśli, że jak będzie pustostan, to się jeden z drugim włamie do domu i tam spędzą noc. W Polsce jest to powtarzane jak mantra. A gdzie tu pustostan? Jest ich jak na lekarstwo! Bzdura totalna. Ciężki, niepotrzebny przedmiot, który praktycznie nic nam nie da - przekonuje.
Szlendak przypomina, że sama idea plecaka ewakuacyjnego została przeniesiona jeden do jednego ze Stanów Zjednoczonych z czasów zimnej wojny. - Prepersi wymyślili, że gdyby doszło do wybuchu wojny atomowej, to uciekną do bezpiecznych i dobrze zaopatrzonych baz pod miastem. Liczyli, że będą w stanie dojść do nich w trzy dni, z odpowiednio spakowanym plecakiem. Czytaj: plecak był tylko na przejście z punktu A do punktu B. A w Polsce? Wszyscy myślą, że w sytuacji zagrożenia wezmą plecak i uciekną do lasu. Tyle tylko, że kanapki się skończą, a rano ludzie wrócą do domu przeziębieni, bo załatwi ich pogoda. Co do zasady nie mają żadnego doświadczenia, jak się śpi w lesie - wskazuje.
Ekspert podkreśla przy tym, że jedyne dwie podobne rzeczy, które warto mieć w plecaku ewakuacyjnym, to czołówka i latarka do ręki. - Rzeczywiście się przydadzą, pierwsza przede wszystkim do tego, by mieć dwie wolne ręce, a druga, najlepiej z mocnym strumieniem światła, do poruszania się i szukania czegoś w terenie - podkreśla.
Plecak ewakuacyjny. To niezbędne minimum
- A jakie jest absolutne minimum, które warto spakować do plecaka? - dopytujemy.
- To cztery rzeczy, w tym przede wszystkim filtr do wody, bo wtedy nie muszę już targać na sobie kilku kilogramów wody. Mogę przy każdej rzece, łącznie z Wisłą, bo też nieraz piłem, nabrać wodę do butelki, zakręcić gwint i gotowe - odpowiada Paweł Szlendak.
Radzi kupować filtry sprawdzonych marek (od 150 zł w zależności od modelu). Tym bardziej, że na rynku dużo jest podróbek. - Nie wiadomo, co to jest. A jakby nie było, to jednak duże ryzyko, bo można dostać biegunki. Nie ryzykowałbym, bo odwodnienie przy prawdziwym zatruciu sprawia, że człowiek leży i nie jest w stanie ruszać ani rękami, ani nogami - podkreśla.
Niezbędne minimum to też: nóż z głownią stałą, krzesiwo i dodatkowe ciepłe ubranie.- Z odpowiednimi umiejętnościami w dwa, trzy dni jesteśmy w stanie się przemieścić do bezpiecznego miejsca. Jedzenie to nie jest pierwsza potrzeba. Człowiek najszybciej się odwadnia i najszybciej łapie go hipotermia - tłumaczy.
A na co warto jeszcze postawić? W ocenie eksperta warto mieć też przy sobie: power bank, wysokoenergetyczne produkty w tym np. batony, czekolady, chałwę lub żywność liofilizowaną z długim terminem ważności. Do tego: śpiwór, karimata, tarp (dobrej jakości i o małej kubaturze, żeby nie zajmowały całego plecaka) i mała kuchenka gazowa z kartuszem. To nadal rzeczy lekkie.
Paweł Szlendak dopowiada też, by wziąć gotówkę, jeśli to możliwe przynajmniej jedną pensję. Koniecznie w niskich nominałach. - Lepiej jednak dać dychę za butelkę wody, a nie stówkę, bo "inaczej nie mam". Inna rzecz, że jak ktoś zobaczy duże nominały to może brać nas szantażem. Takie przypadki też były. Wystarczy posłuchać zeznań ze stref przyfrontowych: ludzie nie tylko się terroryzowali, ale też okradali - zastrzega.
O czym najłatwiej zapomnieć? Jak podkreśla Szlendak to dokumenty, w tym akt urodzenia dziecka. - To o tyle istotne, że zgodnie z konwencją genewską w obozach dla uchodźców obowiązkowa jest rejestracja. Jeżeli przychodzi się z dzieckiem, to trzeba potwierdzić jego tożsamość. To, że mówi: "Mamo, mamo" to za mało. Dziecko jest zabierane rodzicom, jeżeli ci nie są w stanie udowodnić, że jest ich. Na wypadek handlu dziećmi na organy czy na prostytucję - tłumaczy ekspert.
"Kobieta ma wręcz wyglądać obrzydliwie"
Tyle, że sam plecak to nie wszystko. Równie istotny, przekonuje Szlendak, jest też odpowiedni dress code. - Trzeba mieć też odpowiedni ubiór, to podstawa. Kobieta nie może być seksowna, nie może ładnie wyglądać. Ma się nie wyróżniać z tłumu. Ma wręcz wyglądać obrzydliwie. Przecież jeżeli mamy sytuację krytyczną, załóżmy konflikt zbrojny na Ukrainie, to co się działo na granicach? Wielu szukało w tłumie młodych dziewczyn, także z dziećmi. Na handel, prostytucję… Tak samo facet. Facet nie może wyglądać jak komandos - podkreśla.
Dlatego też, w jego ocenie, plecaki militarne to nieporozumienie. Przy konflikcie zbrojnym, kiedy pokazujemy jakiekolwiek emblematy militarne, to druga strona myśli: albo ktoś z branży, albo ktoś, kto się zna, tłumaczy.
- Weźmy typową sytuację: tłum przerażonych ludzi, dzieci płaczą: "Mamo jeść, tato pić”. Nagle dostrzegają kogoś, kto ma taki plecak. Ewidentnie jest przygotowany, myślą. Przecież to nic innego jak napis: "Caritas Polska, mam wszystko". Najpierw będzie: "Panie podziel się". A na koniec, kiedy skończy się strefa komfortu, czyli przyjdzie głód, odwodnienie, hipotermia czy braku snu, to zaczną się kradzieże albo rozboje .O tym się nie mówi, to jest niepoprawne. Ludzie myślą, że będzie empatia. Nie, nie będzie! W sytuacjach skrajnych zaczyna się: aby ja, aby moja rodzina. Działa instynkt przetrwania. Bez względu na wszystko - podkreśla autor szkoleń survivalowych.
Na koniec zastrzega, że równie ważne co plecak i strój jest to, by zdobywać niezbędne doświadczenie jeszcze w trakcie względnego spokoju. Bo to może być bezcenne, jeśli faktycznie dojdzie do sytuacji kryzysowej. - W środowisku naturalnym z odpowiednią wiedzą i wyszkoleniem, z nożem przy tyłku i krzesiwem, można sobie spokojnie poradzić. Inna rzecz, że za plecak się chwyta i ucieka tylko, kiedy lecą bomby i tylko, jak się pali. Gdzie i po co mam uciekać ze swojego domu, skoro jestem u siebie? - podsumowuje w tokfm.pl.
Źródło: TOK FM