,
Obserwuj
Gospodarka

Od gazowego problemu Kataru do zapaści w produkcji żywności. Światu grozi kolejny kryzys

Anna Augustyn, Wojciech Kowalik
4 min. czytania
09.03.2026 12:31

Zaczniemy od force majeure. To wyrażenie oznacza siłę wyższą, w języku potocznym wskazuje na przyczynę, na którą nie ma mocnych. W biznesie zwalnia z odpowiedzialności - działa jak magiczne zaklęcie. I tego magicznego zaklęcia użył największy na świecie producent skroplonego gazu. Qatar Energy ogłosił stan siły wyższej i całkowicie zatrzymał swoje instalacje, czym wywołał najpoważniejsze od wojny w Ukrainie trzęsienie ziemi na rynku surowców. Najpoważniejsze dla Europy, która dopiero wychodzi z najmroźniejszej od lat zimy. Co wspólnego ma polski kaloryfer z trzecią wojną w Zatoce Perskiej?

Zbiornik magazynowy w terminalu gazu ziemnego w Świnoujściu
Zbiornik magazynowy w terminalu gazu ziemnego w Świnoujściu
fot. Albin Marciniak/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakiego magicznego zaklęcia użył Katar, które zmroziło cały świat?
  • Jak sytuacja na Bliskim Wschodzie trzęsie światowym rynkiem gazu?
  • Co to oznacza dla naszych kaloryferów oraz dla pewnej polskiej specjalności?

Katar, który sięgnął po tę biznesową broń atomową, jest drugim co do wielkości eksporterem skroplonego gazu na świecie, przez długi czas zajmował pierwsze miejsce, dopiero w ubiegłym roku dzięki rewolucji łupkowej swoją produkcję skokowo zwiększyły Stany Zjednoczone. Ma też największe pole gazowe, współdzielone zresztą z wrogim Iranem, oraz największą na świecie instalację do skraplania gazu przed załadowaniem jej na statki.

Katar zamiast Rosji

Katarskie wydobycie obsługuje ogromne kontrakty długoterminowe. Dostawy z tego kraju zastąpiły w Europie surowiec z Rosji, z którego Moskwa zrobiła narzędzie walki z Zachodem. Brak transportów z Kataru to dla stałych odbiorców paniczne poszukiwanie alternatyw na rynku dostaw natychmiastowych, gdzie ceny potrafią rosnąć w ciągu dnia nawet o kilkadziesiąt procent. To z kolei oznacza fatalne obrót spraw dla firm kupujących gaz, obsługujących odbiorców detalicznych, czyli szeregowych obywateli. I dla całych branż, jak producenci prądu czy przemysł chemiczny, które bez gazu mogą od razu zamykać biznes na kłódkę. To cenowa ruletka, w której nie wiadomo czy wypadnie czarne czy czerwone oraz jak długo będzie się kręcić. By zrozumieć jak ta gra jest ryzykowna, trzeba wiedzieć co tą ruletką kręci. I kto za tą ruletką stoi.

Po pierwsze: Amerykanie. Izraelsko-amerykańska operacja militarna przeciwko Iranowi doprowadziła do blokady cieśniny Ormuz. To wąskie gardło na jednej z najważniejszych na świecie tras morskich, którą codziennie płynęła w świat co najmniej jedna piąta eksportowanego gazu. Trasa prowadzi z Zatoki Perskiej do Zatoki Omańskiej, w najwęższym miejscu ma jakieś 30 kilometrów szerokości. Ormuz bez trudu można zablokować, zaminować, ostrzelać z brzegu lub spod wody. I tak też się stało, zaledwie kilkadziesiąt godzin po wybuchu trzeciej wojny w Zatoce. Wystarczyło ostrzeżenie irańskiej Gwardii Narodowej o ostrzale, by niemal nikt nie ważył się przekraczać cieśniny. Dodatkowym czynnikiem paraliżu były podwyżki stawek ubezpieczenia. Jedno z drugim sparaliżowało ruch tankowców w Zatoce Perskiej. Na koniec pojawiła się siła wyższa.

Po drugie: Katarczycy. Jedni z kluczowych na świecie graczy energetycznych zamknęli produkcję gazu skroplonego, bo nie mają go jako wysyłać, nie ma też gdzie go magazynować. Przy pełnej mocy zbiorniki rezerwowe zapełniają się w półtorej doby. Dodatkowo na katarskie instalacje gazowe spadły irańskie drony. Szkody podobno nie są wielkie, ale ryzyko jest duże i dlatego skraplanie gazu zatrzymano na dwa tygodnie. Gdy zapadnie decyzja o jego wznowieniu, uruchamianie instalacji potrwa kolejne dwa tygodnie. W sumie to co najmniej miesiąc przerwy. Dla odbiorców - wieki, dla rynku - brak jednej piątej globalnego eksportu. Cierpieć będą Chiny, Japonia, Indie, Korea Południowa i Europa, dla której Katar jest jednym z głównych dostawców.

Światu grozi kolejny kryzys

Na najważniejszym rynku europejskim, giełdzie TTF, w porównaniu z ceną sprzed wybuchu wojny gaz zdrożał o 70 procent i jest najdroższy od trzech lat. Daleko mu wprawdzie do poziomu z czasów kryzysu energetycznego, gdy kosztował sześć razy tyle ile kosztuje teraz, ale i tak jest już drogo. Tym bardziej, że długa i mroźna zima wyczerpała zapasy. Kto w Europie jest w najgorszej sytuacji? Tu zaskoczenia nie będzie, to Niemcy. Stan magazynów gazowych jest tak zły jak w najgorszym dla Niemiec 2022 roku. Polska znajduje się na drugim końcu skali. Ze zbiornikami wciąż zapełnionymi w połowie należy do europejskich prymusów. Co nie znaczy, że uda jej się ujść śmierci spod gazowej kosy. I teraz będzie o polskiej specjalności, czyli nawozach sztucznych.

Największy w kraju dostawca nawozów azotowych - Grupa Azoty - wstrzymał właśnie przyjmowanie nowych zamówień na swoją ofertę. Gaz podrożał tak mocno, że opłacalność produkcji stanęła pod znakiem zapytania. Wytwarzanie nawozów to jeden z najbardziej gazochłonnych procesów przemysłowych, koszty gazu to nawet 80 procent całościowych kosztów. Drożejący surowiec oznacza automatyczne skokowe podwyżki dla klientów, którzy nie mają praktycznie żadnego wyboru. Na import ze wschodu Unia Europejska nałożyła zaporowe cła, nawozy europejskie będą równie drogie jak te produkowane w Polsce, a tych z Bliskiego Wschodu nie sposób stamtąd wydostać. Aż jedna trzecia światowego eksportu mocznika, który jest najpopularniejszym nawozem azotowym, wyjeżdża w świat przez... cieśninę Ormuz, która jest zablokowana. Tą trasą transportuje się też 45 procent siarki do produkcji nawozów fosforanowych i amoniak dla międzynarodowych zakładów azotowych. Bez ich produkcji może się nie udać aż połowa wszystkich upraw żywnościowych na świecie. I będzie to kryzys gorszy od tego wywołanego napaścią Rosji na Ukrainę.

źródło: TOK FM