Ceny żywności spadają, ale w sklepach wciąż drogo. Wszystko przez "greedflację"
W skład Światowego indeksu cen żywności wchodzą najważniejsze towary rolne - zboża, oleje spożywcze, nabiał, mięso czy cukier. W ostatnich miesiącach wartość indeksu systematycznie spada. W sumie roczny spadek wyniósł już ponad 20 procent - o tyle na światowych rynkach (w ciągu roku) potaniały najważniejsze surowce rolne.
Powody są różne. Relatywnie spadły koszty energii, normalizuje się też sytuacja na rynkach rolnych w związku z rosyjską napaścią na Ukrainę.
Patrząc na poszczególne przykładowe produkty - kukurydza potaniała aż o 10 procent. Ryż wprawdzie podrożał, ale niewystarczająco, by podnieść cały indeks. Tańsze są oleje palmowy, rzepakowy i słonecznikowy - produkowany na świecie głównie z ziaren ukraińskich słoneczników. Potaniał też nabiał - jako kategoria, ale głownie dlatego, że dużo tańsze są sery. A zatem - skoro taniej jest na świecie, czy i kiedy będzie taniej także na sklepowych półkach?
Niestety, tutaj nie ma dobrych wiadomości i to z wielu powodów. Po pierwsze - mamy do czynienia z tzw. greedflacją. To zjawisko polegające na windowaniu cen przez producentów dla większych zysków. Pochodzi od angielskiego słowa "greed", czyli chciwość. Mechanizm jest prosty: producenci podnoszą ceny, bo... mogą. W czasach galopującej inflacji konsumenci spodziewają się, że ceny będą rosły, więc się nie sprzeciwiają ani nie buntują, gdy faktycznie rosną. Nadal robią zakupy, zwłaszcza gdy - jak w przypadku żywności - nie mogą z nich zrezygnować. Główną metodą obrony zawartości portfeli jest rezygnacja z drogich marek i sięgnięcie po te najbardziej popularne i tańsze. Na czasie jest też polowanie na wszelkie rabaty i akcje promocyjne. Rezygnacja z części zakupów jest natomiast na końcu listy mechanizmów obronnych. Bo jeść trzeba.
"Greedflacja". O co chodzi?
Wiele globalnych koncernów w ostatnich miesiącach mocno podniosło ceny - od Nestle, Coca-Coli i Heinza zaczynając, na Unileverze oraz Colgate kończąc. "Greedflacja" robi więc światową karierę. Po raz pierwszy opisana w Stanach Zjednoczonych już w ubiegłym roku, trafiła w końcu na czołówki mediów w Europie i to od razu z przytupem, bo za sprawą szefowej Europejskiego Banku Centralnego. Christine Lagarde stwierdziła ostatnio, że są firmy, które zwiększają swoje zyski, korzystając z 'niedopasowania podaży i popytu'.
Skoro o marżach mowa, warto przypomnieć szczególny przypadek francuski. Naród znany z bardzo poważnego podejścia do jedzenia ogranicza zakupy spożywcze. Na wiosnę wydatki statystycznego gospodarstwa domowego na żywność były we Francji o 10 procent niższe niż rok wcześniej. I był to największy spadek w historii. Ośmiu na dziesięciu Francuzów zmieniło swoje zwyczaje zakupowe, szuka tańszych zamienników dla markowej żywności, szuka okazji i porównuje ceny, przeliczając je na sztuki lub kilogramy.
Tak gwałtowne zaciskanie pasa przez konsumentów pobudziło do działania francuski rząd, który wycisnął z kilkudziesięciu największych producentów żywności deklarację obniżenia cen do lipca. Lista konkretnych artykułów ma być znana na dniach. Rząd będzie sprawdzać, czy dostawcy żywności dotrzymają słowa, bo: 'kontrola jest najwyższą formą zaufania'. Jeśli obniżek cen nie będzie, rząd ogłosi czarną listę, a potem może wprowadzić podatek od nadzwyczajnych zysków.
Tyle o Francji. Teraz słowo o dramatycznym położeniu włoskich rodzin, których kuchnia stoi makaronem.
Włoskie organizacje konsumenckie nawołują do tygodniowego bojkotu pasty. Włosi mają pretensje do rządu, że nie wypowiedział wojny windującym ceny producentom żywności. Makaron podrożał bowiem dwa razy bardziej niż wynosi włoska inflacja. Stąd apele o porzucenie tego zakupu i zmuszenie wytwórców do obniżenia horrendalnie wysokich cen, nieuzasadnionych wzrostem kosztów produkcji. Sprawą zajmował się już miesiąc temu rządowy komitet do spraw inflacji, na specjalnie zwołanym posiedzeniu kryzysowym. Mimo dużego poruszenia ceny jednak nie spadły, wzrosła za to irytacja Włochów. Makaron jest podstawą włoskiej diety.
O sytuacji we Włoszech i problemach z makaronem - polecamy inny odcinek "Codziennego Podcastu Gospodarczego":
Na koniec jednak dobra informacja na temat masła. Jego cena ostatnio znacząco spadła, co zdziwiło zresztą ekonomistów w Niemczech. Masło potaniało, mimo tego że w tym samym czasie ceny innych artykułów spożywczych rosły w dwucyfrowym tempie. W niemieckich sklepach jego cena jest już niższa o jedną trzecią niż w grudniu. To rekordowy spadek w skali całej strefy euro.
I teraz ważna prognoza. Podobno za ceną masła pójdą wkrótce ceny innych "mlecznych" artykułów spożywczych.