Czarne złoto już nie błyszczy. Rok temu klejnot, dziś kłopot. A co będzie zimą?
Mniej więcej rok temu cena węgla biła wszelkie możliwe rekordy. Na rynku ARA (to skrót od 'węglowych portów Antwerpia-Rotterdam-Amsterdam') wynosiła wtedy nawet ponad 400 dolarów za tonę. Jeszcze jesienią nie była niższa niż 300 dolarów, czyli około 1300 złotych. Dzisiaj węgiel w handlu międzynarodowym kosztuje około 100 dolarów, czyli około 450 złotych, a kilka tygodni temu było to nawet jeszcze mniej.
To też dużo taniej niż wynosi koszt wydobycia tony węgla w naszym kraju. Polskie złoża są położone głęboko, z tego powodu są drogie w eksploatacji, a kopalnie - statystycznie - mało nowoczesne. Gdyby więc ktoś chciał decydować wyłącznie na podstawie ceny - czy bardziej opłaca mu się sprowadzić węgiel z zagranicy, czy u polskiego producenta - sprawa byłaby oczywista. Ale nie jest.
Kupowanie polskiego węgla i produkowanie z niego polskiego prądu to dla polskich gospodarstw domowych kwestia strategiczna. A zatem to kto, od kogo i za ile kupi, nie jest dyktowane wyłącznie warunkami wolnego światowego rynku. Sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana. Szczególnie na progu tego sezonu palenia w piecach.
W porównaniu z ubiegłym rokiem branża węglowa stanęła na głowie. W porównaniu z latami poprzednimi - wykonała salto mortale i nie wiadomo na razie, czy wyjdzie z niego bez szwanku. W Polsce mamy bowiem… za dużo węgla.
Zwrot za zwrotem
W tym momencie warto przypomnieć rok 2020. To właśnie wtedy Polska pobiła rekord składowania węgla na zwałach. Mieliśmy go takie ilości, że na placach przy elektrowniach i kopalniach leżało ponad 19 milionów ton - tyle, ile potrzeba do produkcji prądu dla całego kraju przez prawie pół roku. Tymczasem producenci prądu nie kupowali surowca w polskich kopalniach, bo był droższy niż na świecie. Węgiel już wcześniej skupowała rządowa agencja, która zorganizowała sobie w centrum Polski Centralny Magazyn Węgla, zwany Centralną Górą Węgla. W ten sposób państwo 'naprawiało' problem. Kopalnie nie miały już bowiem gdzie składać surowca. Brakowało im miejsca. Skup interwencyjny ratował branżę.
Zaraz potem Rosja wypowiedziała Europie wojnę energetyczną. Zamknęła kurek z gazem, z którego Niemcy produkowali prąd. Całemu kontynentowi zajrzało w oczy widmo gospodarczej katastrofy. I wtedy z odsieczą przybył polski węgiel. Przerobiliśmy węglowy nawis na gotówkę. W 2021 roku Polska zaczęła eksportować więcej energii niż sprowadzała. Miała dużo tańszy prąd niż sąsiedzi, więc bardzo dobrze zarabiała na jego sprzedaży. Poprawiła sobie wynik całej gospodarki i zlikwidowała węglową górkę. Ale tu nastąpił kolejny zwrot akcji.
Wybuchła wojna. Polski rząd wprowadził embargo na import węgla z Rosji, która była jego głównym dostawcą na polski rynek. Rosyjskim węglem ogrzewano polskie domy, bo krajowy się do tego nie nadaje. W ramach pospolitego ruszenia sprowadziliśmy więc węgiel z całego świata. Część została spalona w domowych piecach, ale reszta - w postaci miału - została. Jednocześnie według raportu think-tanku Ember Polska i Niemcy najmocniej w całej Europie zredukowały produkcję prądu z węgla. Razem odpowiadają za aż 60 procent cięcia.
W ten oto sposób mamy dzisiaj nadmiar węgla z ubiegłorocznego importu, wciąż fedrujące kopalnie, niskie ceny surowca na światowych rynkach i coraz więcej prądu z odnawialnych źródeł energii (czyli coraz mniejsze potrzeby produkcji z węgla). W lutym tego roku produkcja prądu z węgla po raz pierwszy w historia spadła w miksie energetycznym poniżej dwóch trzecich całości produkcji energii. Wydobycie węgla w kwietniu było więc niższe aż o jedną czwartą, sprzedaż o jedną trzecią, a zapasy i tak wzrosły o połowę. Wygląda więc na to, że mamy powrót do przeszłości. Czekamy więc na powtórne obsadzenie w głównej roli Centralnego Magazynu Węgla.
Tym razem korzystnego zbiegu okoliczności trudno się spodziewać, bo nie tylko Polska została z węglem jak Himilsbach z angielskim. Europa wyprodukowała w tym sezonie zimowym w elektrowniach węglowych o jedną dziesiątą mniej prądu niż rok wcześniej. Wzrosły dostawy energii odnawialnej, a połączona produkcja energii wiatrowej, słonecznej i wodnej po raz pierwszy przewyższyła wytwarzanie z paliw kopalnych, zapewniając 40 procent wszystkich dostaw prądu w Europie. Europejczycy już jesienią przystąpili do systematycznego oszczędzania, na przykład na elektrycznym ogrzewaniu. Nie marzli, bo zima okazała się stosunkowo łagodna. Zużycie prądu obcięła w zimie większość krajów europejskich, nie udało się to Malcie, Irlandii, Danii i... Polsce. My zużyliśmy więcej i to pomimo spadku produkcji z węgla. Bo produkowaliśmy więcej prądu ze słońca i z wiatru, a 'czarne złoto' - wydobywane w stałym tempie w polskich kopalniach - jechało 'na magazyn'. I zwały rosły.
I na koniec słowo o Chinach, bo nie ma chyba sfery życia gospodarczego na świecie, która nie zależałaby od tego, w jakiej kondycji jest tamtejsza gospodarka. A to właśnie Chiny są największym na świecie importerem węgla, który także tanieje w rekordowym tempie. Cena jest już najniższa od dwóch lat, czyli od szczytu pandemii, gdy zapotrzebowanie na prąd spadło, bo gospodarka stała. I ta cena nadal spada.
Na nabrzeżach chińskich portów piętrzą się historycznie wysokie zwały węgla. Chińskie kopalnie zwiększyły własne wydobycie, a przemysł nie idzie pełną parą. Cenom nie pomogły nawet prognozy rekordowych upałów, bo zaraz po nich mają przyjść ulewy. To oznacza z kolei więcej prądu z elektrowni wodnych, mniejsze zapotrzebowanie na węgiel i niewielką nadzieję na to, że uda się sprzedać Chińczykom to, co leży w europejskich portach.
Bo węgiel na nabrzeżach w Europie leży 'pod chmurką' od pół roku. Jest gorszej jakości, więc kolejka po niego nie stoi. Tak jak nie stoi po węgiel w Polsce - ani ten krajowy, ani ten importowany. Bo w tym samym czasie, gdy górnicy fedrują pod ziemią, na powierzchni trwa coraz bardziej masowa produkcja prądu ze słońca i wiatru. Rewolucja energetyczna odbywa się więc niezależnie od wszystkiego.
Ciekawe? W 'Codziennym Podcaście Gospodarczym' słuchaj także: Gaz, paliwa, węgiel - energia tanieje. Ale nie cieszmy się zawczasu, że da to ulgę naszym portfelom!