,
Obserwuj
Gospodarka

Super Bowl. Czyli chiński sklep, masowe testowanie toalet i shrinkflacja

Anna Augustyn, Wojciech Kowalik
5 min. czytania
15.02.2024 11:21
Finał Super Bowl i telewizyjna transmisja tego wydarzenia to święto nie tylko sportu, ale też biznesu i konsumpcji. W trakcie meczu emitowane są najdroższe spoty reklamowe - 30 sekund kosztuje 7 mln dolarów. To, kogo stać na taki wydatek, pokazuje kondycję poszczególnych branż. W tym roku gorącą dyskusję wzbudził emitowany na najbardziej amerykańskiej imprezie spot chińskiego sklepu internetowego, który dwoi się i troi, żeby zdobyć pieniądze klientów z USA. Jednocześnie dyskusję o finale Super Bowl zdominowało... masowe testowanie toalet na stadionie.
|
|
fot. Źródło: Patrick T. Fallon / AFP

Super Bowl, czyli finałowy mecz sezonu futbolu amerykańskiego to największa impreza sportowa świata. Przynajmniej pod względem telewizyjnej widowni. Dla reszty świata amerykańska fascynacja sportem, w którym dwie drużyny mocują się na boisku, jest co najmniej zagadkowa. Ale w gospodarce to ilustracja najważniejszych zjawisk. W tym kontekście najciekawszy w tegorocznej imprezie był udział Chińczyków.

Dla firm z całego świata Super Bowl to jedyna okazja w roku, gdy stumilionowa widownia jest gwarantowana. I dlatego emisja 30-sekundowej reklamy już drugi rok z rzędu kosztowała zawrotne 7 mln dolarów. Dlatego blok reklamowy w czasie meczu uznawany jest za najbardziej prestiżową 'miejscówkę' telewizyjną. Liczba miejsc jest ograniczona, czas nie jest z gumy więc zawartość bloku to jednocześnie ilustracja kondycji konkretnych branż.

Cóż więc mieliśmy w tym roku? Były czipsy i naczosy, napoje gazowane, ciastka i M&M'sy. Uber Eats, Dunkin' Donuts, BMW, Volkswagen oraz Kia promująca swoje auta elektryczne czy Toyota z pick-up'em. Arnold Schwartzenegger, Jennifer Aniston, Ben Affleck i Jennifer Lopez, oraz Beyonce i telekomunikacyjny Verizon. A także T-Mobile i Jason Mamoa, DoorDash, rozrywkowy Paramount, Booking, Budweiser i Microsoft z reklamą sztucznej inteligencji oraz zapowiedzi kinowe. A to i tak nie wszystko.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Super Bowl. Chińska firma walczy o klientów

Teraz będzie o reklamie firmy, która pojawiła się w bloku reklamowym przy meczu Super Bowl po raz drugi w historii. I zanim została nadana, już wzbudziła gorące spory.

Za aplikacją Temu stoi firma PDD z Chin. To właśnie reklama tej aplikacji wywołała za oceanem otwartą debatę o chińskich podbojach amerykańskiego rynku detalicznego. Temu planuje w USA dalszą ekspansję i nie zamierza brać jeńców. Handluje towarem z gatunku tysiąca i jeden drobiazgów, bo na swojej platformie łączy azjatyckich producentów z konsumentami. Oferuje produkty za grosze, działa na zasadzie podobnej do Shein, chińskiej platformy sprzedażowej, która wielkością przebija największe zachodnie sieciówki odzieżowe i która przymierza się do sprzedaży swoich akcji na nowojorskiej giełdzie.

Zagrożenie chińską ekspansją gospodarek na Zachodzie, ich rządy uważają za śmiertelne, więc w wielu branżach toczą z Pekinem prawdziwe handlowe boje. Europa spiera się z Chinami o nieuczciwe rządowe dopłaty do chińskich aut na baterie - sprzedawanych na Zachodzie nawet o połowę taniej niż podobne auta europejskie. Ameryka toczy bitwę o technologię półprzewodników, szpiegostwo gospodarcze, ale też na przykład o wyroby stalowe. Bo zalew taniej chińskiej produkcji niszczył amerykański przemysł. I dlatego reklama Chińczyków w ramach superamerykańskiego Super Bowl została uznana za wydarzenie o charakterze prowokacji. Zwłaszcza że Temu przy okazji rozdało Amerykanom 10 mln dolarów na zakupy u siebie.

'Rób zakupy jak miliarder' - głosi hasło z reklamy, a animowana dziewczyna robi zakupy za grosze, a w zasadzie za centy, i wszystko jest pięknie jak w bajce.

Porażające fakty o Temu i Shein. Ekspansja chińskich gigantów e-handlu

Chińczycy wydają w USA pieniądze jak wściekli, żeby wypromować swoje platformy handlowe i zająć miejsce na rynku i w głowach Amerykanów. W ubiegłym roku zapłacili za reklamy na Facebooku trzy razy więcej niż rok wcześniej. I się opłaciło. Temu była w ubiegłym roku w USA najczęściej pobieraną aplikacją. Miała ponad 50 milionów użytkowników, czyli 300 procent więcej niż w 2022 roku.

Jak naciągnąć klientów?

Tyle o Chińczykach na Super Bowl. Teraz będzie o amerykańskim prezydencie i pompowaniu powietrzem paczek czipsów. Bo nie zgadniecie... To też ma związek z Super Bowl. Tak samo, jak ekonomika spłuczek w stadionowych toaletach. Ale najpierw o czipsach, o toaletach za chwilę.

Bo o koniec zdzierstwa do amerykańskich koncernów przy okazji Super Bowl zaapelował prezydent Stanów Zjednoczonych. Chodzi o znane wam zjawisko shrinkflacji, od shrink, czyli kurczyć, zmniejszać. W czasach kryzysu kosztów życia oszustwo producentów polegające na zmniejszaniu zawartości opakowań, ich pojemności, a czasem zamiana składników na tańsze - stało się powszechną praktyką. Schudły opakowania ciastek, rolki papieru toaletowego. W paczkach czipsów więcej jest powietrza niż czipsów, zamiast 12 ciastek w paczce zostało 10, parówki stały się krótsze (choć na sztuki wciąż jest ich tyle samo), obcięto wielkość opakowania płatków śniadaniowych, napojów, dressingów, schudły rolki ręczników papierowych i opakowania chusteczek higienicznych. Te ostatnie odchudzono na dwa sposoby. Jest ich w paczce o jedną mniej, no i każda jest cieńsza.

Prezydent USA ogłosił więc, że Amerykanie mają dość występowania w roli frajerów. I wezwał biznes do przyzwoitości. A że Super Bowl to święto amerykańskiej konsumpcji, nic dziwnego, że apel padł przy takiej właśnie okazji. Inna sprawa, że prawdopodobnie niczego nie zmieni.

Super Bowl a sprawa toalet. Jak zawsze chodzi o... pieniądze

I na koniec o sprawności toaletowych spłuczek, bo i w tej dziedzinie o konsumpcję chodzi. Ale sprawa nie jest tak oczywista, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Bo impreza masowa rangi Super Bowl to gigantyczne przedsięwzięcie biznesowe i logistyczne. Ale też sprawdzian dla inżynierów. W tym sanitarnych.

I dlatego blisko 300 łazienek na Allegiant Stadium zostało poddanych testom obciążeniowym. Testy polegały na jednoczesnym spuszczeniu wody w 1500 toalet i pisuarów. Nie uwierzycie, ale takie testy mają głębokie uzasadnienie biznesowe. Z danych empirycznych wynika bowiem, że widownia chadza za potrzebą masowo, dokładnie w tym samym momencie, czyli około połowy całego widowiska. A długie kolejki w miejscach odosobnienia to kosztowna sprawa. Średnia cena biletu na Super Bowl to ponad 9 tys. dolarów. A to znaczy, że 15 minut stania to dla widza teoretyczna strata około 600 dolarów. I praktyczna strata w kasie dla barów z przekąskami, czyli dla całego stadionu. Kto stoi w kolejce do toalety, po hot-doga już nie zdąży. Z punktu widzenia ekonomiki imprezy kluczowe jest zatem pilnowanie długości kolejek. I tu, i tu.

Wielki chiński statek płynie do Europy. Czy wiezie wyrok śmierci na naszą motoryzację i Izerię?

Na marginesie: zastanawiamy się nad mechaniką spłuczkowych testów obciążeniowych. Czy użyto do nich półtora tysięcznej armii testerów, którzy na komendę uruchomili każdy swoją spłuczkę. Czy też może proces zautomatyzowano. Ale to już zupełnie inna historia.