,
Obserwuj
Gospodarka

Cieszmy się z niskich cen, bo tak szybko odchodzą. Wyjaśniamy, co "odchudzi" nasze portfele

Anna Augustyn, Wojciech Kowalik
5 min. czytania
20.04.2024 14:52
Mamy powody do radości. Tanieje sporo artykułów spożywczych, niższe są ceny paliw. Ale na inflacyjne fajerwerki jest zdecydowanie za wcześnie. Ceny wkrótce znów mocno przyspieszą. Oto dlaczego.
|
|
fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.pl

Ten odcinek będzie słodko-gorzki. Słodko, bo jest stosunkowo dobrze. W zasadzie najlepiej od lat, ale niestety tylko na chwilę. I to jest właśnie ta gorzka część tej opowieści. Bo choć ceny wyhamowały do poziomu bliskiemu monetarnemu ideałowi, to na horyzoncie widać przyspieszenie. Z co najmniej dwóch powodów.

Inflacja wyhamowała. Pomogła wojna cenowa dyskontów 

Zaczynamy od cen żywności. I zastrzegamy, że to co teraz usłyszycie to opowieść o tym co było, mniej więcej miesiąc temu. Oficjalne dane potwierdzają, że inflacja w marcu wyniosła 2 procent. To najmniej od pięciu lat i osiem razy mniej niż rok temu, gdy wynosiła 16 procent. Marcowe niskie tempo wzrostu cen oznacza, że udało się dotrzeć do celu. Konkretnie do celu inflacyjnego. Ten cel - wyznaczony przez bank centralny - to modelowe tempo wzrostu cen, uznawane za zdrowe dla gospodarki. Galopada cen wyraźnie zwolniła. Powody są dwa.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Po pierwsze: przestała drożeć żywność. Niektóre artykuły spożywcze są wręcz tańsze niż rok temu. W czołówce tego rankingu znalazły się: cukier, oleje roślinne, masło, mięso drobiowe, ryż, mąka czy mleko. Po drugie: potaniały też opał i paliwo. W tej ostatniej kategorii złote czasy jednak się skończyły, bo spadek cen w porównaniu z tymi sprzed roku nie jest już tak imponujący jak wcześniej. I sytuacja na Bliskim Wschodzie, gdzie wydobywa się najwięcej ropy na świecie, mocno się skomplikowała. A teraz o wojnie dyskontowej.

Bo to wojna, w której żadna ze stron jeńców nie brała. Do walki stanęły dwie największe sieci dyskontowe, orężem w walce były rabaty i promocje. Oraz obniżki cen. Niektóre w dzisiejszych realiach szalone, jak kilogram ryżu czy kilogram cukru za złotówkę. Dyskonty nie tylko cięły ceny promocyjnie, ale też obniżały niektóre "rejsowe". Dzięki temu masło kosztowało - czasami - mniej niż 4 złote, a czekolada mniej niż 2 złote. Ekonomiści uważają, że starcie dyskontowych gigantów miało wpływ na wielkość inflacji. Koniec tej wojny oraz przywrócenie VAT-u na żywność - a ten wrócił z początkiem miesiąca - też będzie mieć. Do końca roku nie będzie już tak różowo jak teraz, a najmniej różowo będzie w drugiej połowie roku, gdy zaczniemy płacić rachunki za prąd bez rządowych dopłat. W grudniu inflacja może osiągnąć 5 procent, w całym roku ma to być średnio około 4 procent. Czyli 4-5 razy mniej niż było to w szczycie wiosną rok temu. I teraz będzie o lepkości. Co się przykleiło, komu i gdzie? Odpowiedź brzmi: inflacja bazowa, gospodarkom, wszędzie na zachodzie. A teraz po kolei.

Inflacja bazowa daje się we znaki nie tylko Polsce 

Inflacja bazowa to wzrost cen tego wszystkiego, co nie jest żywnością oraz energią. Ta miara ma trafniej opisywać prawdziwe tempo wzrostu cen i ma być mocniej związana z poważnymi zjawiskami w gospodarce. Bo nie uwzględnia tego, co błyskawicznie zmienia się pod wpływem sytuacji zewnętrznej. Jak na przykład rachunki za paliwo, bo jego cena zmienia się niemal z dnia na dzień na przykład z powodu konfliktów, czasowych zaburzeń w transporcie czy uwolnienia zapasów z magazynów. Inflacja bazowa notuje za to ceny usług. Te zmieniają się wolniej, ale za to przeważnie na trwałe. Strzyżenie, które raz podrożało, szybko nie potanieje. Bo jego cena nie jest zależna od tego, co dzieje się na Bliskim Wschodzie, ale między innymi od tego, ile kosztuje ludzka praca. I od tego, ile na przykład na strzyżenie u fryzjera skłonni są wydać konsumenci. Czy w ogóle ich na nie stać, czy raczej kupią nowe nożyczki i postawią na nieodkryte talenty członków rodziny. To z kolei jest wprost proporcjonalne do wysokości zarobków. Im szybciej rosną płace, tym większe możliwości konsumentów, tym więcej pieniędzy do wydania. I tym trwalej rosną ceny.

Ta uparta inflacja, która przykleja się do gospodarek na dłużej, jest solą w oku banków centralnych. Jej wielkość ma wpływ na ich decyzje w sprawie stóp procentowych, a potem na wysokość rat kredytów, w tym tych najwyższych, czyli hipotecznych. I na koniec na zawartość portfela i możliwości każdego konsumenta. Jeszcze gorzej, gdy w parze z wysoką inflacją bazową idzie ożywienie gospodarcze. Dokładnie tak jak teraz, na przykład za Oceanem, ale i w Polsce, gdzie wynagrodzenia rosną w rekordowo szybko, dużo szybciej niż inflacja.

W gospodarce wszystko jest połączone ze wszystkim i dlatego najnowsze dane o tym, jak szybko rosną ceny doprowadziły do spadków na giełdzie i zepsuły nastroje w biznesie. Bo okazało się, że kolejny miesiąc z rzędu za Oceanem drożeją usługi. Ich ceny są ściśle powiązane z zasobnością amerykańskich portfeli, więc wzrost ceny oznacza, że konsumenci mają się nieźle, a ich pensje rosną. To z kolei sprawia, że maleją szanse na obniżkę stóp procentowych. Na którą amerykańska gospodarka liczy od miesięcy, bo oznacza ona tańsze kredyty i niższe raty za domy. A te za Oceanem, jak w większości państw zachodnich są rekordowo wysokie, co drenuje budżety niemal wszystkich gospodarstw domowych. I zmienia całą gospodarkę, w tym rynek nieruchomości. Za Oceanem z powodu drogich hipotek buduje się coraz mniejsze domy, bo Amerykanów, podobnie jak Europejczyków i Polaków w sprawie własnego dachu nad głową stać na coraz mniej.

Na koniec dwa zdania o tym co będzie. I jedno zdanie o tym co już jest, czyli o końcu wojny dyskontowej. Obie największe sieci zadeklarowały, że po wygaśnięciu tarczy Antyinflacyjnej i przywróceniu podatku VAT na żywność, utrzymają stare ceny podstawowych produktów. Ale nic za darmo. Podstawowe produkty nie podrożały, ale nowej fali promocji - brak. A to zdaniem ekonomistów ostatecznie wpłynie na wysokość rachunków spożywczych w każdym domu. Podobnie z rachunkami za energię, bo od lipca przestaną obowiązywać rządowe dopłaty wprowadzone po wybuchu wojny w Ukrainie. Na pocieszenie przypomnienie: w lutym zaliczyliśmy płacowy rekord. Realne płace wzrosły najmocniej we współczesnej historii Polski. Wszystko wskazuje na to, że za te ciężko zarobione pieniądze Polacy masowo wyjadą wypoczywać za granicą. Pierwsza taka okazja już nieco ponad tydzień - w Majówkę.