Jeden wpis i kurs rośnie o 200 proc.! Spółki memowe znów na ustach inwestorów
Jeden wpis w serwisie społecznościowym wystrzelił w kosmos akcje spółki na nowojorskiej giełdzie. Tak zwane spółki memowe to firmy, których akcje zyskują popularność w internecie, na platformach społecznościowych. Tam indywidualni inwestorzy robią szum wokół wybranych małych spółek i w ten sposób napędzają kupowanie akcji, i tak wpływają na ich notowania. Hossa spółek memowych przetoczyła się przez amerykańską giełdę trzy lata temu. Nielicznym dała zarobić - nielicznym, bo reszta liczy straty do teraz. I właśnie przypomniał o sobie król tamtych wydarzeń, a historia przetacza się przez wszystkie poważne media biznesowe.
Giełdowy wystrzał po jednym wpisie w serwisie X
Tym królem jest spółka amerykańska GameStop. To sieć stacjonarnych sklepów dla graczy, w których sprzedaje się nowe i używane płyty CD z grami komputerowymi i inne akcesoria dla wielbicieli gier komputerowych. Spółka działa na ginącym stacjonarnym rynku, bo większość branży dawno przeniosła się do internetu. Nieco ponad trzy lata temu za akcję firmy trzeba było płacić 20 dolarów. Ale to właśnie ją upodobali sobie użytkownicy popularnych platform społecznościowych. Po rajdzie internetowych wpisów na zasadzie "nieważne jak mówią, ważne, że mówią", akcje zaczęły piąć się w górę: w dwa tygodnie ich wycena wzrosła dziesięciokrotnie! Bez żadnych wyraźnych powodów.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Zwykle, jeśli jakaś spółka tak mocno pnie się w górę, stoją za tym jakieś konkretne powody: na przykład bardzo dobre wyniki albo lukratywny kontrakt, jaki firma podpisuje, albo sytuacja: tak było w pandemii z hossą spółek produkujących rękawice, testy na COVID, później szczepionki; tak też było kiedy Rosja napadła na Ukrainę: na warszawskiej giełdzie wystrzeliły notowania spółek powiązanych z branżą obronności, a nawet - na fali naszych zakupów - producentów makaronów, albo żywności w konserwach. W każdym razie - powody były. W przypadku spółek memowych takich powodów brak - jedynym jest szum, jaki wokół nich wywołują użytkownicy popularnych platform społecznościowych. I tak wracamy do wspomnianego na początku wpisu.
Wieże z kontenerów paraliżują europejskie porty. Efekt tego zobaczymy w portfelach
Wielki powrót Ryczącego Kotka
Po wystrzale notowań GameStop ponad trzy lata temu, nie został żaden ślad. Notowania tak jak szybko wystrzeliły do 200 dolarów, jeszcze szybciej spadły, zostawiając zapakowanych w akcje giełdowych graczy z potężnymi stratami. Ale nie tylko ich - bo potężne straty liczyły też wielkie światowe fundusze inwestujące na giełdach. Aż do teraz. Bo oto kilka dni temu pojawił się teoretycznie nic nieznaczący wpis człowieka, który - jak się uważa - stoi za memiczną gorączką spekulacyjną sprzed trzech lat. Keith Gill, youtuber znany jako Roaring Kitty (czyli Ryczący Kotek) wrócił do mediów społecznościowych i opublikował - jakżeby inaczej - mema przedstawiającego człowieka grającego w grę komputerową. I się zaczęło.
Internet odczytał ten wpis jako powrót do gry autora memicznej hossy. I rzucił się na jej króla - czyli wspomnianą już spółkę GameStop. W pięć dni jej notowania wzrosły o 150 procent! Przy ogromnych wahaniach: jednego dnia kilkadziesiąt procent wzrostu, drugiego - podobna skala spadków. Bez w zasadzie żadnego powodu.
Zaraz później w górę ruszył kurs drugiego bohatera memicznego zrywu sprzed trzech lat. Czyli amerykańskiego operator kin, AMC. Trzy lata temu jej akcje potrafiły w kilka dni iść w górę o prawie 200 procent. Szczyt sięgnął 60 dolarów za akcję, kiedy pękła bańka - były to 4 dolary. Teraz w kilka dni - 90 procent w górę, ale tak jak szybko notowania poszły w górę z 3 do 11 dolarów, tak szybko spadły do pięciu. Wystrzał, choć już znacznie mniejszy, widać było też na akcjach BlackBerry, popularnego niegdyś producenta telefonów komórkowych z klawiaturą. A inny z bohaterów memicznej spekulacji sprzed trzech lat - jedna z sieci z wyposażeniem wnętrz - w ubiegłym roku ogłosiła bankructwo.
Nie uwierzycie, co można znaleźć w zagubionych bagażach! Oni ujawnili to pierwszy raz
Analitycy tłumaczą, że indywidualni inwestorzy, w slangu giełdowym nazywani "planktonem", pragną mieć wpływ na notowania akcji spółek nie mniejszy niż wielki kapitał, który steruje wycenami. A sieci społecznościowe okazały się świetnym miejscem do naganiania na zakupy zwykle niewielkich spółek. Nieważna była branża, nieważna kondycja finansowa. To dało efekty - niektóre ze spółek memowych w ciągu kilku dni dawały stopy zwrotu idące w setki procent. Byli tacy, którzy pakowali swoje pieniądze w akcje po przeczytaniu krótkiego wpisu w Internecie. To nie było inwestowanie - to była agresywna gra, w której zarobiła garstka sprawnych graczy. Reszcie pociąg z zyskami odjechał, a oni zostali na peronie ze stratami.