Tak dobrze nie było już dawno. Inwestorzy mają powód do radości
Dziś będzie o tym jak to możliwe, że na rynkach - jak okiem sięgnąć - widać wzrosty. Oczywiście, przerywane korekcyjnymi spadkami, ale generalnie nastroje na rynkach wciąż są bycze - mówiąc w slangu inwestorów - czyli po prostu entuzjastyczne. Czy spojrzymy na złotego, czy na giełdy, czy na kryptowaluty, czy na surowce takie jak na przykład srebro, wszędzie widać wzrosty. Wiosna w pełni w przyrodzie - i wiosna na rynkach. To jest Codzienny Podcast Gospodarczy, zaczynamy.
A zaczniemy od naszego, polskiego złotego. Przełom kwietnia i maja przyniósł wprawdzie jego osłabienie, ale nie ma już po nim śladu. Wszystko wskazuje na to, że to była tylko korekta - normalna zresztą, bo nic nie może rosnąć wiecznie - w trendzie, który wyraźnie trwa już osiem - dziewięć miesięcy. W którego efekcie euro jest najtańsze od czterech lat, dolar i frank - od dwóch. Dlaczego?
Złoty ma dobrą passę
Rynki trochę na bok odsunęły obawy o sytuację na Bliskim Wschodzie - a to właśnie one odpowiadały za kwietniowy odwrót od bardziej ryzykownych inwestycji, a złoty wciąż jest za taką uważany. Okazało się, że polska gospodarka wychodzi z ubiegłorocznego dołka, płyną do nas unijne pieniądze oraz - i to wydaje się najważniejsze - nasza Rada Polityki Pieniężnej twardo trzyma stopy procentowe na wysokich poziomach. To, co ciąży kredytobiorcom, pomaga złotemu, bo w sytuacji, w której Europejski Bank Centralny być może już w czerwcu obniży stopy procentowe, obniżki zaczął szwajcarski bank centralny, wcześniej czy później, ale przymierzy się do nich amerykański Fed. Stopy procentowe spadają w Czechach i na Węgrzech - w Polsce jednak o obniżkach stóp może nie być mowy aż do przyszłego roku. A to oznacza, że wielkiemu światowemu kapitałowi opłaca się w złotego inwestować. Dlatego perspektywy dla niego są całkiem niezłe. Ale razem ze złotym rośnie też warszawska giełda.
Posłuchaj:
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Hossa na warszawskim parkiecie trwa w najlepsze, a szeroki indeks rynku, a więc WIG, w maju pobijał rekordy wszech czasów, natomiast indeks dwudziestu największych spółek WIG20 zaliczył rekord obecnej hossy. Im jednak dłużej ona trwa, tym więcej pytań pada o możliwy jej koniec. Przeciętnie taka fala wzrostowa trwa na warszawskiej giełdzie nieco ponad dwa lata - a już mamy za sobą półtora roku. Oczywiście nikt nie pokusi się o jednoznaczną odpowiedź na pytanie, czy początku bessy można wyczekiwać już pod koniec tego roku. Analitycy przytaczają tylko liczby: najkrótszy 'rynek byka' w historii Giełdy Papierów Wartościowych trwał rok a najdłuższy - cztery i pół roku. W każdym razie znane wśród giełdowych wyjadaczy powiedzenie 'sell in may and go away' - czyli sprzedaj w maju i odejdź z rynku do jesieni - w tym roku się nie sprawdziło.
Pensje w Polsce wciąż rosną. Martwi się nie tylko ekonomiści
Kryptowaluty trzymają się mocno
Teraz przenieśmy się na zupełnie inny rynek, zupełnie inny, ale również wzrostowy. Czyli - kryptowaluty. Bo tam siłę pokazał młodszy brat bitcoina, czyli ethereum - druga najpopularniejsza kryptowaluta świata. Skąd to prężenie muskułów?
Ano stąd, że Amerykańska Komisja Papierów Wartościowych i Giełd dała zielone światło kilku funduszom ETF na ethereum. Brzmi magicznie? Już wyjaśniamy. ETFy, to fundusze, które pozwalają zainwestować w coś bez potrzeby fizycznego kupowania tego czegoś. Odwzorowują po prostu zachowanie tego aktywa. Podobne fundusze zatwierdzone na początku roku na bitcoina wystrzeliły jego notowania - bo okazało się, że można inwestować w kryptowalutę na regulowanym rynku, bez konieczności skomplikowanego kupowania go na różnego rodzaju giełdach, które nierzadko były bohaterkami afer finansowych - że przypomnimy tu tylko głośną sprawę amerykańskiej FTX. Teraz na rynek będą mogły trafić ETFy na ethereum, choć pewnie zajmie to jeszcze kilka tygodni lub miesięcy. Ale pierwszy efekt już jest: w maju ethereum zyskało 20 procent i teraz oscyluje wokół czterech tysięcy dolarów. Taki poziom ostatnio był notowany ponad dwa lata temu.
Zaczęło się od chińskich elektryków. Stawką w wojnie gigantów jest także nasza przyszłość
Teraz przyjrzyjmy się kolejnemu ciekawemu rynkowi, który też rośnie jak na drożdżach. To srebro, które właśnie przebiło bardzo ważny poziom 30 dolarów za uncję! Dlaczego taki ważny?
Bo srebro próbowało tego dokonać przez cztery lata! Surowiec ma za sobą wzloty i upadki: od początku wieku zaliczył dwie spektakularne hossy, jedna nawet na krawędzi spekulacji, które w latach dwutysięcznych wystrzeliły notowania w kosmos, po czym balon pękł z hukiem. Srebro staczało się w otchłań - z 50 dolarów za uncję do 15 dolarów za uncję. Strat nie odrobiło do dziś, ale je odrabia. Po pierwsze jako tańszy odpowiednik złota - jeśli inwestor nie ma pieniędzy, żeby kupić drogie złoto, może inwestować w tańsze srebro. Ale po drugie i ważniejsze - inwestycje, to tylko połowa światowego popytu na ten kruszec. Druga połowa jest znacznie ważniejsza i to ten powód przede wszystkim stoi za ostatnimi wzrostami. Bo srebro, to surowiec przemysłowy, obecny w telefonie, kuchence mikrofalowej, w klawiaturze komputerowej, w przewodach, włącznikach, w stykach, w panelach fotowoltaicznych, w lustrach, łożyskach - na tej liście jest około 10 tysięcy zastosowań, wśród nich także w waszych samochodach - w każdym z nich jest nawet 50 gramów srebra. Przemysł ma za sobą trudny czas recesji, ale budzi się z letargu i wraz z ożywieniem produkcji, rośnie zapotrzebowanie na srebro.
Wspomnieliśmy o złocie - które w maju pobiło rekord wszech czasów! Co prawda po tym rekordzie dość mocno się osunęło, ale trend na złocie wyraźnie pokazuje popyt na ten surowiec. Napędzany przez banki centralne, które zakładają złotą zbroję i surowiec kupują na potęgę - a jednym z liderów jest tu Narodowy Bank Polski, przez oczekiwane obniżki stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych i wciąż niepewną sytuację na świecie.
Ceny złota wystrzeliły. Padł historyczny rekord. Wiemy, co za tym stoi
Wzrosty widać więc jak inwestycyjny świat długi i szeroki. Ale - nic nie trwa wiecznie, więc czujność przy inwestycjach też powinna rosnąć. Bo - jak mówił amerykański guru inwestowania John Paulson,
"wielu inwestorów popełnia błąd, kupując szczyty i sprzedając dołki".