Koniec pracy w upale? Rząd zapowiada zmiany. Ekspert studzi nastroje
Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zleciło prace przygotowawcze, których celem jest uregulowanie pracy w wysokich temperaturach. We wtorek ministerka Agnieszka Dziemianowicz-Bąk informowała, że wśród proponowanych rozwiązań są m.in. obowiązek instalowania klimatyzacji, zapewnienia pomieszczenia chłodzącego, skrócenie czasu pracy i przerwy na schłodzenie się.
Resort zwrócił się do Centralnego Instytutu Ochrony Pracy, Państwowej Inspekcji Pracy i do Instytutu Medycyny Pracy, by wspólnie wypracować rozwiązania. Obecnie prawo reguluje warunki pracy w upałach, nakładając na pracodawców obowiązek zapewnienia podwładnym dostępu do napojów i oferując możliwość skrócenia czasu pracy, gdy temperatura w jej miejscu przekracza 28 stopni Celsjusza.
Dziemianowicz-Bąk podkreślała jednak, że przepisy dotyczące pracy w upałach są rozproszone. Jak zapowiedziała, ma się to zmienić. Ministerstwo rozpoczęło też pracę nad zmianami ustaw i rozporządzeń, by w następnym sezonie letnim można było jeszcze lepiej odpowiadać na potrzeby pracowników.
Burza mózgów w ministerstwie
- Jesteśmy bardzo za! Zanim jeszcze rząd wziął się za sprawę, sami naciskaliśmy w tym temacie, między innymi w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych. Zresztą od wielu miesięcy domagamy się, żeby wprowadzić rozwiązania, które chroniłyby pracowników przed szkodliwymi skutkami upałów - przekonuje w rozmowie z Tokfm.pl Piotr Szumlewicz, przewodniczący Związkowej Alternatywy.
- Postulujemy też, żeby wprowadzono wyższe stawki za pracę w upałach, żeby ją traktować jako pracę w szczególnych warunkach. Sam krok ze strony ministerstwa, żeby się tym zająć, oceniamy bardzo pozytywnie - podkreśla związkowiec.
Szumlewicz ma wobec planów ministerstwa pewne zastrzeżenia. - Na razie brakuje konkretów, w ministerstwie trwa chyba burza mózgów, a bardzo ważne jest, żeby przepisy były spójne. Brak jednoznacznych zapisów ustawowych mógłby doprowadzić do sytuacji, że pomimo nieźle wyglądających przepisów, w praktyce niewiele by się zmieniło - ostrzega.
- Z całą pewnością dobrym pomysłem byłoby wprowadzenie górnych limitów temperatur w pracy w biurze. Jeśli chodzi o pracę na otwartej przestrzeni, na przykład przy remontach dróg, pomogłoby wprowadzenie limitu czasu pracy czy dłuższych przerw - mówi Szumlewicz.
Polka spędziła wakacje z Rosjanami. Nie mogła uwierzyć, co jej powiedzieli
Wyższe stawki w upały?
Jest jeszcze jedno 'ale', które związkowiec dostrzega w rządowych propozycjach. - Nie ma tam wyższych stawek - na przykład o 50 procent - za pracę w upałach po przekroczeniu pewnej temperatury. Jeśli chodzi o wysokość temperatur, obecnie nie ma ustawowych limitów, mowa jest tylko o tym, co rekomendują eksperci bhp. W zależności od rodzaju pracy to jest 26, 28 i 30 stopni - przypomina przewodniczący Związkowej Alternatywy.
- To oczywiście temat do dyskusji, eksperci powinni zabrać głos. Niemniej na pewno powinny być wprowadzone bardzo konkretne przepisy, jakie są limity i co się dzieje po ich przekroczeniu: co pracodawca ma zapewnić, o ile skrócić czas pracy i o ile będą wyższe stawki - tłumaczy nasz rozmówca.
Kto najbardziej mógłby skorzystać na zmianach proponowanych przez resort?
- To między innymi duża część budżetówki. To setki tysięcy miejsc pracy w biurach, w tym w sektorze publicznym. My w tej sprawie apelujemy do ministerstwa, że jeżeli się coś proponuje, warto zacząć od siebie. Tak się buduje wiarygodność - mówi Szumlewicz.
- Ale naszym zdaniem to nie powinny być tylko zmiany, które obejmą biura, muszą być też przyjęte rozwiązania w zawodach, w których nie można obniżyć temperatury, takich jak pracowników remontów dróg, ratowników, listonoszy czy policjantów. Tam muszą być wprowadzone limity czasu pracy i wyższe stawki, bo to praca w szczególnych warunkach, która bardziej męczy i naraża zdrowie na szwank - dodaje.
'Tak jesteśmy skonstruowani biologicznie'
Maciej Witucki, szef Konfederacji Lewiatan, przestrzegał w 'EKG - Ekonomia, Kapitał, Gospodarka' przed mnożeniem przepisów i wprowadzaniem zbyt szybkich zmian, ogłaszanych 'na gorąco', na fali upałów. Czy pracodawcy mogą przeciwstawić się zmianom, argumentując to na przykład zmniejszeniem wydajności przedsiębiorstwa?
- Pracownik zdrowszy, mniej zestresowany, bardziej wydajny, lepiej pracuje, a więc jest to też korzyść dla firmy. To samo dotyczy skrócenia czasu pracy - przekonuje Szumlewicz.
- W Związkowej Alternatywie mój asystent pracuje kilka godzin mniej niż 40 godzin tygodniowo, to dobre tak dla niego, jak i związku, bo jest bardziej wypoczęty i skoncentrowany - zaznacza nasz rozmówca. - Nienarażanie pracownika na przegrzanie, związane z tym choroby, łącznie z udarem, też jest korzystne dla firmy. Dlatego pracodawcy również powinni poprzeć proponowane rozwiązania. Oczywiście można dyskutować nad vacatio legis, czy to mają być trzy miesiące, czy dłużej, żeby mieli czas się dostosować, ale kierunek zmian wydaje się oczywisty - ocenia.
Idzie potężna fala upałów. Oni już mają dość. 'Zamiast chodzić, grzeję. Dramat!'
- Jest patologią, że w Polsce nie ma de facto przepisów dotyczących górnych limitów temperatur. Człowiek jest istotą, która w upałach się męczy bardziej. Tak jesteśmy skonstruowani biologicznie i ustawodawca powinien to uwzględnić - podkreśla Szumlewicz.
Posłuchaj:
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>