,
Obserwuj
Gospodarka

Pomysły Nawrockiego i Mentzena tylko do kosza? "Sztaby fantazjują mocno"

4 min. czytania
06.03.2025 10:17
- Nie da się zrobić zerowego PIT-u dla rodzin, które mają dwójkę lub więcej dzieci, a dodatkowo obniżyć VAT do 22 proc - tak obietnice gospodarcze Karola Nawrockiego ocenił w TOK FM Piotr Lewandowski. Dostało się także Sławomirowi Mentzenowi.
|
|
fot. Wojciech Olkusnik / Wojciech Olkusnik/East News
  • Kolejni kandydaci na prezydenta przedstawiają obietnice gospodarcze. Ostatnio zrobił to popierany przez PiS Karol Nawrocki;
  • Zdaniem Piotra Lewandowskiego, gdyby pomysły Karola Nawrockiego weszły w życie, to 'odwołując się do kategorii ruchu politycznego, jakim jest PiS, byłaby to hatakumba budżetu';
  • A co sądzi o postulatach Sławomira Mentzena? W tym np. różnicowaniu płacy minimalnej. - To jeden z głupszych pomysłów, który niestety w polskiej dyskusji pokutuje od wielu lat - zastrzegł ekspert Instytutu Badań Strukturalnych.

Obniżkę VAT z 23 proc. do 22 proc., PIT 0 proc. dla rodzin z dwojgiem i więcej dzieci, "sprawiedliwą waloryzację emerytur" - to m.in. zakłada "kontrakt z Polakami" popieranego przez PiS kandydata na prezydenta Karola Nawrockiego.

Jak ocenił w TOK FM Piotr Lewandowski, to plany "dość oderwane od naszej rzeczywistości budżetowej". - Nie da się zrobić zerowego PIT-u dla rodzin, które mają dwójkę lub więcej dzieci, a dodatkowo obniżyć VAT do 22 proc. To akurat jest dodatkowo o tyle głupie, że jakby ktoś już naprawdę chciał wysadzać budżet i obniżać VAT, to po co się bić o 1 punkt procentowy. Jak już to o 15 punktów procentowych - mówił ekspert Instytutu Badań Strukturalnych.

Zwrócił przy tym uwagę, że obniżenie PIT może powodować, że przy tej samej płacy brutto Polacy dostają więcej na rękę. Ale, jak od razu zastrzegł, to się "nie domknie". - Odwołując się do kategorii ruchu politycznego, jakim jest PiS, to byłby "hatakumba" (to nawiązanie do słynnej wpadki Patryka Jakiego - red.) budżetu - podkreślił w rozmowie z Agatą Szczęśniak.

"Udaje, że rządzi Polską tak, jakby to były Stany Zjednoczone"

W ocenie gościa TOK FM kreatywność w składaniu obietnic przed kandydatów na prezydenta wynika przede wszystkim z faktu, że żaden z nich nie będzie z tego rozliczany. - Niestety, co pięć lat jest tak, że każdy kandydat udaje, że rządzi Polską tak, jakby to były Stany Zjednoczone, czyli że to prezydent podejmuje wszystkie decyzje o polityce gospodarczej. A przecież tak nie jest - zastrzegł.

Podkreślił też "sztaby kandydatów też wiedzą, że nie trzeba będzie propozycji wprowadzać w życie, więc fantazjują mocno". Przy czym, jak zastrzegł, intensywność tego procesu narasta z kampanii na kampanię. - Prawdopodobnie powinniśmy się do tego powoli przyzwyczajać - ocenił.

Inna rzecz, jak wskazał, że jeśli przeanalizować wszystkie pomysły, to trudno oprzeć się także wrażeniu, że nie do końca wiadomo, czym poszczególni kandydaci różnią się od siebie. - Wszyscy chcieliby, by Polska rosła w siłę, a ludziom żyło się dostatniej - ironizował gość audycji "Jest temat".

"To jeden z głupszych pomysłów"

Tymczasem Sławomir Mentzen jako jedyny postuluje np. regionalne zróżnicowanie płacy minimalnej. Jak tłumaczył, taki sam poziom minimalnej krajowej w całej Polsce przyczyni się do zwiększenia bezrobocia w niektórych województwach. - To jeden z głupszych pomysłów w temacie płacy minimalnej, który niestety w polskiej dyskusji pokutuje od wielu lat. Dlaczego jest głupi? Jak popatrzymy, jakie kraje na świecie mają zregionalizowaną płacę minimalną, to są to Stany Zjednoczone, Chiny, Indie. Same olbrzymie kraje. Przy czym np. w Chinach płace minimalna jest różna między prowincjami, a poszczególne prowincje mają większą populację niż cała Polska. W kraju, który ma 1,5 mld ludzi, jestem na tak, ale w małym, jakim sami jesteśmy, to nie za bardzo ma sens - przekonywał Piotr Lewandowski.

Ekspert tłumaczył też, że zróżnicowanie płac w małym stopniu pokrywa się np. z granicami administracyjnymi. - Jakby pomyśleć o różnicach wynagrodzeń pomiędzy regionami i powiatami, to mniej więcej jedna czwarta tego to różnice pomiędzy województwami, a trzy czwarte to to, co dzieje się w województwach. Mazowieckie jest tego najlepszym przykładem - podkreślił.

Inna rzecz, jak mówił, że gdyby to różnicować tak, jakby chciał Mentzen, to koszty biurokracji wzrosłyby "horrendalnie". Tym bardziej, wskazał, że płaca minimalna miałaby odzwierciedlać też to, gdzie pracownik mieszka. - Wówczas ten zarejestrowany dajmy na to w Sanoku, a delegowany do pracy w Warszawie na budowie, miałby zarabiać mniej niż pracownik zameldowany w Warszawie. To jawnie niesprawiedliwe. Dalej: gdyby to miało być wypłacane na podstawie tego, gdzie firma jest zarejestrowana, to wszystkie firmy przeniosłoby się do Sanoka, żeby móc płacić mniej. Nieważne, gdzie praca jest wykonywana. I to też jest absurd - wyliczył.

Inny przykład? Gdyby miało być to z kolei różnicowane w zależności od tego, gdzie wykonujemy dany fragment pracy, mówił też, to np. zatrudniony na płacę minimalną kierowca powinien zliczać czas, który spędził w każdym województwie. By wyliczyć średnią płacę minimalną, która mu się należy.

- W Polsce, która jest relatywnie małym krajem, absurd, który byłby związany z wprowadzaniem tego rozwiązania, byłby zabójczy w stosunku do minimalnych korzyści. Te związane byłyby z tym, że być może płaca minimalna mogłaby być niższa w tzw. interiorze, podczas gdy w Warszawie nieco wyższa - podsumował w TOK FM.