Gołębie nadlatują. Niższe raty kredytów na horyzoncie. Kto na tym straci?
- Obniżka stóp to dobra informacja dla kredytobiorców zmęczonych wysokimi ratami;
- Wreszcie nadchodzi dla nich ulga, najpierw o kilkadziesiąt do 140 złotych, ale z kolejnymi aktualizacjami oprocentowania będzie to więcej, bo wyraźnie obniża się wyznaczający wysokość rat wskaźnik WIBOR;
- Ulga dla kredytobiorców to gorsza wiadomość dla oszczędzających na lokatach: banki będą do nich dopisywać coraz mniej odsetek.
W tym odcinku będą dobre informacje dla kredytobiorców i gorsze dla oszczędzających. Ci pierwsi wkrótce poczują ulgę, a są nawet tacy, którzy tę ulgę poczuli już. Po latach płacenia astronomicznie wysokich rat nadchodzą obniżki rat kredytów ze zmiennym oprocentowaniem. Od razu studzimy jednak nadmierny entuzjazm - nie będą to obniżki potężne, choć odczuwalne. Ci drudzy, czyli oszczędzający, muszą pogodzić się z tym, że dostaną w banku na lokacie mniej. Wszystko przez nadchodzące wielkimi krokami obniżki stóp procentowych.
Pierwsza obniżka stóp procentowych jest już prawdopodobnie kwestią tygodni, a nie miesięcy. W kwietniu w tej sprawie pivot - jak to lubią określać ekonomiści - wykonał prezes Narodowego Banku Polskiego. Jeszcze niedawno odsuwał perspektywę obniżek na dalszą przyszłość, a ostatnio zaskakująco zmienił zdanie i nie wykluczył ich już w maju. Podobnie zresztą mówi spora część członków Rady Polityki Pieniężnej, a ekonomiści stawiają pytanie nie czy, a o ile Rada obniży stopy procentowe. Co na to pozwoli?
Cel na horyzoncie
Inflacja. Ceny wprawdzie wciąż rosną w tempie blisko 5 procent w skali roku, ale to wzrost mniejszy niż spodziewali się ekonomiści. Co więcej, piątki z przodu na inflacyjnym liczniku nie zobaczyliśmy i prawdopodobnie nie zobaczymy - po trzymiesięcznym płaskowyżu inflacja już w trwającym kwietniu zacznie się obniżać, a jej spadek przyspieszy w wakacje.
Kinga bardziej niż migrantów boi się polskich żołnierzy. 'Chore miejsce' na pograniczu
Oczywiście wciąż jest wyraźnie powyżej poziomu uważanego za optymalny dla gospodarki i naszych portfeli. To 2,5 procent plus minus jeden punkt procentowy - to tak zwany cel inflacyjny, do którego musimy dążyć, żeby wszystko w gospodarce właściwie się kręciło. Ale wygląda na to, że do tego celu zmierzamy, a latem już się o niego otrzemy. I to pozwoli Radzie Polityki Pieniężnej ściąć stopy procentowe - najprawdopodobniej w maju i może nawet o 50 punktów bazowych, co poluzuje politykę pieniężną i da ulgę kredytobiorcom.
Ulga coraz większa
Niektórym daje już, jeszcze przed obniżkami stóp. Jak to możliwe? Otóż oprocentowanie kredytów o zmiennej stopie, przekładające się na wysokość rat, wyznacza wskaźnik WIBOR, trzy- lub sześciomiesięczny. Jest on tak skonstruowany, że niejako przewiduje przyszłość, a więc jeśli rynek wycenia obniżki stóp, to WIBOR spada już w oczekiwaniu na te obniżki. A ostatnio sporo spadł. Dlatego, jeśli ktoś ma aktualizację oprocentowania teraz, to uwzględnia ona już niższy WIBOR i przekłada się na obniżkę raty. Pozostali kredytobiorcy zobaczą ten wpływ w kolejnych tygodniach i miesiącach, kiedy będzie im przypadała aktualizacja. Jak duża to obniżka?
To zależy od tego, na jaką kwotę był brany kredyt, kiedy i na jak długo. Analitycy rankomat.pl do swoich wyliczeń przyjmują standardowy kredyt na 400 tysięcy złotych na 30 lat, udzielony w ubiegłym roku. W tym modelowym przypadku przy WIBORZe sześciomiesięcznym rata powinna spaść o mniej więcej 140 złotych. Przy trzymiesięcznym - o ponad 50 złotych teraz - i dalej - przy kolejnej aktualizacji. Jeśli kwota kredytu jest wyższa, ulga też będzie większa. Jeśli kredyt jest starszy - ulga będzie mniejsza. Ale większość kredytobiorców powinna zyskać co najmniej kilkadziesiąt, może około stu złotych. Na razie.
Bo ekonomiści są zgodni, że majowe cięcie stóp będzie dopiero początkiem obniżek. I do końca roku mogą one spaść o nawet punkt procentowy, a to oznacza, że raty spadną jeszcze mocniej. Przy modelowym kredycie, o którym wspominaliśmy przed chwilą, może to być obniżka nawet rzędu 300-400 złotych miesięcznie. I tu znów: wszystko zależy od tego jak duży to kredyt, kiedy brany i na jaki okres. Ale pewne jest jedno: ulga będzie i to zauważalna.
Nie wszyscy się ucieszą
Po jednej stronie stóp procentowych są kredytobiorcy, ale po drugiej - oszczędzający na lokatach. I w ich przypadku dobrych wiadomości nie ma. Bo niższe stopy to niższe procenty, jakie banki oferują na lokatach i mniejsze odsetki, jakie z nich wypłacają. Oprocentowanie powoli, ale systematycznie spada już od dłuższego czasu, a teraz przyspieszy, bo w takich przypadkach banki działają szybko. I choć w porywach wrzucą jeszcze w promocji 6-7-8 procent, to głównie będą to lokaty na krótko, obwarowane dodatkowymi warunkami, jak choćby założenie konta, dla nowych klientów albo na nowe środki. Tym, którzy nie mają ochoty co kilka miesięcy przenosić pieniędzy z banku do banku, zostają standardowe oferty.
Teraz to na ogół około 4 procent w skali roku, zwykle na krótsze okresy: trzy-, albo sześciomiesięczne. Na więcej nie ma co liczyć, a eksperci obstawiają, że za rok przeciętne oprocentowanie może spaść w okolice 2-3 procent. To oznacza, że na lokatach znów będziemy realnie tracić - bo odsetki, jakie z nich dostaniemy, nie pokryją utraty wartości pieniądza wynikającej z inflacji. Może więc czas, żeby poszukać lepiej oprocentowanej lokaty na dłuższy okres?
Problem z pieniędzmi
Dlaczego banki nie dopisują więcej odsetek do naszych pieniędzy? Odpowiedź jest prosta: bo ich po prostu nie chcą. Tak, banki mają za dużo pieniędzy: w rok wpłaciliśmy do nich prawie 120 miliardów złotych i leży w nich teraz 1,3 biliona złotych naszych oszczędności. Jednocześnie, przy kredytowym zastoju, tymi pieniędzmi nie mają jak obracać i na nich zarabiać. Banki więc już siedzą na pieniądzach i nie zamierzają się bić o nasze oszczędności.