Koniec amerykańskiego eldorado dla Shein i Temu. Gdzie teraz popłyną towary z Chin?
- To będzie odcinek o dziurze. Dziura została świeżo zatkana, więc płynący nią strumień będzie zmieniać kierunek;
- Strumień jest chiński, dziura była amerykańska. Ale skutki jej zatkania będą powszechne;
- Bo chodzi o międzynarodowy handel i globalne przemeblowanie, w którym biorą udział - nie z własnej woli - największe światowe biznesy.
Historię rozpoczniemy od awantury. Awantury epickiej, której echa obiegły cały świat. W rolach głównych wystąpili w niej: prezydent Stanów Zjednoczonych oraz (czasami) najbogatszy człowiek świata - założyciel Amazona, Jeff Bezos. A poszło o cła. Konkretnie o wskazywanie na platformie handlowej, jaką część ceny stanowi opłata, którą importer musi odprowadzić do federalnego budżetu. Po wszczęciu przez Ameryką wojny handlowej z całym światem cła na chiński import wzrosły do ponad 140 procent.
Dla sprowadzających towary z Azji to prawdziwa katastrofa - tak skokowej podwyżki nie mogą wziąć na siebie. Jedynym wyjściem jest podniesienie cen i perspektywa masowego odwrotu klientów. A potem pioruny ciskane w sprzedawców. Jakimś wyjściem byłoby rozbicie ceny na składniki i wskazanie winnego - to nie chciwość sprzedających ale polityka państwa, czyli astronomiczne cła. I tu pies jest pogrzebany. Bo w tym przypadku państwo równa się Donald Trump. Który po pierwszych stu dniach urzędowania ma jedne z najgorszych w historii prezydenckich notowań społecznych.
Halo? Mówi Donald...
Amazon już teraz wskazuje w ofertach jaką część ceny stanowią podatki stanowe. Wydzielenie opłat celnych było więc dla zarządzających logiczną konsekwencją takiej polityki. Miało obejmować jedną z mniejszych platform należących do koncernu - Amazon Haul stworzono kilkanaście miesięcy temu, powstał jako konkurencja dla największych chińskich sprzedawców e-commerce, czyli Temu i Shein. Bo Chińczycy w ciągu ostatnich dwóch lat szturmem wzięli amerykański handel. Agresywną reklamą i strategią marketingową podobną do stosowanej w komercyjnym hazardzie podbili serca i portfele amerykańskich gospodyń. Odnieśli niespotykany w historii sukces, przebijając tanizną wszystko co znali Amerykanie.
Odpowiedzią na te handlowe podboje miał być Haul Amazona, odpowiedzią opartą o... chińską taniznę. Tyle, że sprzedawaną przez amerykańską firmę jako pośrednika pomiędzy producentem w Chinach a klientem w Ameryce. Wprowadzenie kosmicznych ceł na towary sprowadzane z Chin dla tej części biznesu Bezosa może się okazać gwoździem do trumny, bo w podobnym tempie do wzrostu ceł - podniesie ceny. I nie będzie można wskazać winnego.
Dlatego teraz o tym, jak sprawa Amazona symbolicznie kończy przyjaźń amerykańskich miliarderów z prezydentem, który obiecał im podniesienie Ameryki z kolan. W domyśle - jeszcze większe biznesy i jeszcze więcej miliardów.
Od publikacji informacji do posypania głowy popiołem przez jedną z największych firm na świecie minęło zaledwie kilka godzin. W tym czasie media obiegła elektryzująca wiadomość - prezydent Stanów Zjednoczonych zadzwonił do właściciela Amazona. Jest niemal pewne, że rozmowa nie dotyczyła pogody. Zaraz potem Amazon oświadczył, że publikowanie przy każdej ofercie wysokości cła jakie klient musi zapłacić prezydentowi Trumpowi było tylko luźnym pomysłem. I nie było ostatecznej decyzji o wprowadzeniu go w życie. Kurtyna.
Paczki do oclenia
Na koniec kilka zdań o 'de-minimis'. To reguła pozwalająca zrobić zakupy za granicą i sprowadzić je pocztą bez cła i podatku. Pod warunkiem, że ich wartość nie przekracza określonej kwoty. Dla Amerykanów wynosiła ona 800 dolarów. Tą dziurą w przepisach do USA płynęły miliardy paczek z Chin, głównie z Temu, Shein i AliExpress. Ultratania odzież niezwykle niskiej jakości i supertanie gadżety gospodarstwa domowego trafiały w ręce odbiorców bez zbędnej zwłoki i bez żadnych opłat. Dla chińskiej gospodarki - żyła złota. Największy na świecie rynek konsumencki chłonął wszystko - od drobiazgów za dolara po elektryczne rowery do samodzielnego złożenia. Które do kupujących trafiały w kilku paczkach, by przelecieć niezauważenie pod celnym radarem. Aż nastąpił tej zabawy nagły kres.
Dziura została zamurowana. Od teraz wszystkie paczki z Chin podlegają cłom. Platformy podniosły ceny. W kategorii zdrowie i uroda średnio o połowę, w kategorii zabawki o jedną trzecią. Kategoria rekordzistka to - ścierki kuchenne - wzrost o blisko 400 procent. Najmniej drożeje fast-fashion - o jakieś 10 procent. Temu chwilowo próbuje 'obejść' cła Trumpa. Platforma zapewnia, ze produkt jest wysyłany do klientów z lokalnego, amerykańskiego magazynu. Tyle, że zapasy mogą się szybko skończyć, więc wybieg może się udać na krótką metę.
Krajobraz po zmianach? Chińskie platformy znalazły się w defensywie. Są już niewiele tańsze od amerykańskich Amazona czy Walmartu, a na przesyłkę trzeba będzie czekać wielokrotnie dłużej.
Jest też inna ofiara antychińskiej operacji w handlu internetowym. To amerykański biznes reklamowy. Temu było jednym z największych reklamodawców online. W ostatnich tygodniach gwałtownie wstrzymało wydatki. Jednocześnie gwałtownie spadła popularność aplikacji tej platformy w Apple Store. Z pierwszej dziesiątki na koniec setki.
Co będzie dalej?
Dalej będzie Europa. Chińskie biznesy szukają na całym świecie nowych odbiorców tego wszystkiego czego nie sprzedadzą Amerykanom. Stąd podniesiony ostatnio głośny alarm. Bo w Europie nie ma tylu śmietników, by pomieścić wszystko co Europejczycy zechcą jeszcze taniej kupić i jeszcze szybciej wyrzucić. Ale to już zupełnie inna historia.