,
Obserwuj
Gospodarka

Komu zawdzięczamy obniżkę stóp procentowych i tańsze paliwa? Odpowiedź może zaskoczyć

Anna Augustyn, Wojciech Kowalik
5 min. czytania
11.05.2025 16:25
Portfele polskich kierowców znów odczują ulgę. A zaraz po nich tę samą ulgę odczują budżety domowe. Bo, choć może trudno w to uwierzyć, będzie taniej. Za tymi obniżkami stoi pewna organizacja i pewien człowiek, o którym pewnie trudno pomyśleć, że coś takiego można mu zawdzięczać.
|
|
fot. Adrian Slazok/REPORTER / ADRIAN SLAZOK/REPORTER
  • Majówka przywitała nas paliwami najtańszymi od czterech lat. Do tego dokłada się słaby dolar, a to doskonała mieszanka dla kieszeni nie tylko kierowców, ale nas wszystkich;
  • Cena paliwa jest przecież zaszyta w cenie każdego towaru i każdej usługi, które kupujemy;
  • Równanie jest proste: tańsze paliwo to niższa inflacja. A niższa inflacja to sygnał dla banków centralnych żeby ciąć stopy procentowe;
  • Niższe stopy to niższe raty kredytów i więcej w kieszeni na inne wydatki.

 

To była najtańsza majówka na stacjach benzynowych od lat. Benzyna kosztowała średnio 5 złotych i 80 groszy za litr. To mniej o ponad 80 groszy niż trzy lata temu. Eksperci zauważają, ceny paliw są najniższe od początku rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Ropa naftowa pozostaje tania, a złotówka wciąż jest mocna w stosunku do dolara, co sprzyja korzystnym cenom na stacjach. W dolarze rozlicza się wszystkie transakcje surowcowe, im mniej złotówek trzeba zapłacić za dolara, tym mniej kosztuje ropa w przeliczeniu na złote. Od jej ceny zależy cena gotowego paliwa. Bo resztę stanowią opłaty i podatki. Oraz marża sprzedającego, w tym stacji benzynowej. Wiemy już, że na stacjach było wyjątkowo tanio. A co będzie teraz? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, przeniesiemy się do saudyjskiej stolicy, na kazachskie stepy i na amerykańską giełdę. Bo od tego co dzieje się w miejscach oddalonych od siebie o tysiące kilometrów zależy ile wyniesie z najbliższym czasie rata polskiego kredytu hipotecznego.

 

Podwójna wywrotka

 

Na początek OPEC+ i drugi już w ciągu ostatnich miesięcy strzał w kolano. OPEC+ to organizacja największych państw wydobywających ropę naftową plus pozostałe państwa producenci w tym Rosja, Kazachstan, Oman czy Malezja. Organizacja pilnuje rynku. Jej głównym celem jest utrzymywanie takiego poziomy wydobycia, by na ropie zarabiać jak najwięcej. Musi być drogo, ale nie za drogo, by koszt paliwa nie zabił światowej gospodarki. Bo ekonomiczny zastój to mniejsze zapotrzebowanie na energię. W ostatnich latach organizacja systematycznie ograniczała produkcję ropy, by kosztowała jak najwięcej. Działała zgodnie z zawołaniem 'w kupie siła'. Problem w tym, że ta siła ostatnio nieco osłabła. Dwa wielkie państwa produkujące ropę przestały trzymać się limitów. Jedno z nich to Kazachstan, gdzie nowe złoża ochoczo eksploatują wielkie energetyczne koncerny. A drugie to Irak, który gra na własnym boisku. I dlatego OPEC+ dwukrotnie podstawił sobie nogę. W nadziei, że ta podwójna wywrotka jakoś się zamortyzuje.

OPEC+ w ostatnim czasie dwukrotnie podniósł sufit wydobycia. Skutek? Natychmiastowy spadek cen na rynkach. Cena najpopularniejszego gatunku ropy spadła w okolice 60 dolarów za baryłkę, czyli najniżej od 4 lat. To mniej niż wymagają budżety największych producentów - Arabii Saudyjskiej, która żyje wyłącznie z wydobycia, oraz Rosji - która dochodem z ropy zasila kasę przeznaczoną na prowadzenie wojny z Ukrainą. Skąd ten szalony pomysł, by sobie zaszkodzić? To zemsta na Kazachstanie i Iraku. Za to, że robiły po swojemu. Teraz będą za karę zarabiać mniej. Kazachstan tłumaczy się przy tym, że nie ma realnego wpływu na poziom wydobycia, bo firmy, które kopią ropę to międzynarodowe koncerny, które robią co chcą. Irak taktycznie milczy.

Zarządzone przez Saudyjczyków wrzucenie na rynek dodatkowego surowca obniżyło ceny. Z czego cieszą się globalni gracze, firmy zaopatrujące świat w gotowe paliwa, bo interes lepiej im się kręci i zarabiać będą więcej. Ale też wszyscy odbiorcy, całe gospodarki, biznesy wszystkich branż i kierowcy na stacjach. To skutek niemal natychmiastowy. A długofalowy? Możliwy spadek inflacji, cięcie stóp procentowych i w przyszłości tańszy kredyt. Ale zanim o niższych ratach, najpierw o głównym lokatorze Białego Domu, który z tego ruchu w biznesie paliwowym cieszy się chyba najbardziej. I którego jest też - animatorem.

 

Chcą przypodobać się Trumpowi

 

Cena benzyny dla Amerykanów to kwestia zasadnicza. W rozległym kraju, największym rynku paliwowym na świecie, samochód jest dla większości jedynym praktycznym środkiem lokomocji. Amerykański świat został więc urządzony tak, by wszystko dało się w nim załatwić na czterech kółkach. I dlatego koszt wprawienia ich w ruch znajduje się w centrum każdej kampanii politycznej. Także tej ostatniej. Nowo wybrany prezydent obiecywał wyborcom tanią benzynę. Cel osiągnął. I tu na chwilę wrócimy do OPEC+ i Arabii Saudyjskiej, która zorganizowała światu globalny spadek cen benzyny Bo Arabia chce, by Ameryka lubiła ją bardziej. Zwłaszcza w sytuacji, gdy zbliża się wizyta prezydenta Donalda Trumpa na Bliskim Wschodzie. I gdy trudno przewidzieć co się stanie, gdy Amerykanom uda się dojść do porozumienia z Iranem. Dzisiaj uznawany jest za państwo wrogie, a kopana tam ropa jest objęta międzynarodowymi sankcjami. Co będzie, gdy oficjalnie wróci do surowcowej gry? Będzie więcej ropy. Oraz więcej chętnych do zarabiania. A kupujących tyle samo. Lub mniej, bo świat elektryfikuje transport. I teraz czas na powrót do Białego Domu.

Bo jest też inny powód dla którego ropa jest tak tania, jak dawno nie była. Jej amerykański rodzaj, czyli WTI - z ceną około 57 dolarów za baryłkę - jest notowany na podobnym poziomie, jak 20 lat temu. I to w wartościach nominalnych. Po uwzględnieniu inflacji, kosztuje tyle ile ponad 40 lat temu. To jednocześnie o jedną trzecią mniej niż w styczniu, gdy urząd obejmował prezydent Trump. Świat sądzi bowiem, że czeka go nie tylko cenowa równia pochyła, na którą ropę pchnęli Saudyjczycy ale też recesja w Ameryce i Chinach spowodowana wojną handlową. Wywołaną zresztą przez prezydenta USA. Wojna trafiła prosto w serce - amerykańską giełdę, podcina nogi amerykańskiemu biznesowi i hamuje wszelkie myśli o rozwoju. To hamowanie dodaje skrzydeł... bankom centralnym.

Dlaczego polscy kredytobiorcy powinni być wdzięczni i Saudyjczykom i Trumpowi

 

By to wyjaśnić, musimy wrócić na stację benzynową w Polsce. I do majowej niespodzianki. Bo w kwietniu inflacja spadła mocniej niż spodziewali się ekonomiści. Raz, że korzystniej wypada porównanie do ubiegłego roku. Ale dwa - paliwa potaniały o blisko 10 procent. A cena benzyny to składowa cen niemal wszystkich towarów, bo wszystko bliżej lub dalej trzeba przewieźć. Kolejny miesiąc hamowania cen to jasny sygnał dla Rady Polityki Pieniężnej - czas ciąć stopy. I choć ważniejszy dla niej jest inny rodzaj inflacji, czyli taki, który nie opiera się o najbardziej zmienne ceny energii - to okoliczności są bardziej sprzyjające. Cięcie stóp to tańszy kredyt - ten o zmiennym oprocentowaniu zależnym do warunków rynkowych. I niższe raty kredytów. I więcej w kieszeni na inne wydatki.

Miało być optymistycznie, więc będzie optymistycznie do samego końca. Bo w tym miejscu wrócimy na chwilę do Rosji i jej gospodarki wojennej zasilanej wpływami ze sprzedaży surowców kopalnych. W tym przede wszystkim gazu i ropy naftowej. Tania ropa to dla Rosji mniejszy zarobek, mniejszy zarobek to mniej możliwości, w tym finansowania operacji wojskowej w Ukrainie. I dlatego Ameryka uważa, że okoliczności sprzyjają Zachodowi, który stara się Moskwę skłonić do podpisania rozejmu. I to byłby wyjątkowo optymistyczny epilog tej opowieści. Ale, niestety, jeszcze nie teraz.