,
Obserwuj
Gospodarka

Złoty czas złota. Kiedy skończy się hurraoptymizm?

Wojciech Kowalik
3 min. czytania
26.09.2025 10:41

Tydzień bez rekordu tygodniem straconym - tak w ostatnim czasie wygląda rynek złota. Kruszec, po chwilowym odpoczynku, znów ruszył w górę. W tym roku zdrożał już o 40 procent, a na horyzoncie majaczy poziom 4 tysięcy dolarów za uncję, o którym jeszcze rok temu mało komu się śniło.

Ceny złota wciąż rosną
Ceny złota wciąż rosną
fot. Deposit/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Co przyczyniło się do wzrostu cen złota?
  • Kto w nie inwestuje?
  • W jakiej perspektywie spodziewana jest korekta?

Po wiosennym rajdzie cenowym, w maju, czerwcu i lipcu kruszec przyhamował, ale jak się właśnie okazuje - tylko na chwilę. Bo od sierpnia widać stały, ciągły wzrost i rekord za rekordem. Ten najnowszy rajd to efekt polityki amerykańskiego banku centralnego, który zdecydował się na cięcie stóp procentowych we wrześniu, a ponieważ prezes Fed ma obawy dotyczące stanu największej gospodarki świata, to rynek wycenia możliwość kolejnych obniżek stóp. A to prosta zależność.

Bo kiedy spadają stopy procentowe w największej gospodarce świata, światowemu kapitałowi mniej opłaca się inwestować w dolara i powiązane z nim papiery - bo są niżej oprocentowane. Inwestorzy przynajmniej część pieniędzy chcą ulokować w aktywach uważanych za bezpieczniejsze - taką przystanią jest dolar i taką jest złoto. Za dolara można zarobić mniej, więc złota alternatywa wychodzi na pierwszy plan.

Złoto kupują i duzi, i mali

Drugi, równie ważny powód wzrostów cen złota leży w bankach centralnych, które na wyścigi kupują kruszec do swoich skarbców, uważając go za doskonały sposób do trzymania rezerw walutowych. W czołówce kupujących jest Narodowy Bank Polski, który ma już 515 ton złota - więcej niż Europejski Bank Centralny. Dużymi nabywcami są też Indie, Chiny i Turcja. Te zakupy wpisują się w trend odchodzenia od trzymania rezerw w dolarach amerykańskich, co widać zwłaszcza wśród krajów rozwijających się, a napędziły to próby odcięcia Rosji od jej aktywów po tym jak zaatakowała Ukrainę. Łącznie w ubiegłym roku światowe banki centralne kupiły ponad tysiąc ton złota, a to jedna piąta światowej produkcji kruszcu. A bank na cenę się nie ogląda, co też winduje notowania złota.

Jest też oczywiście czynnik - nazwijmy go - ponadczasowy, aktualny zwłaszcza w świecie pełnym niepokojów. Czyli: jak trwoga, to do złota. Ten czynnik dał o sobie znać wiosną tego roku, kiedy świat ogarnął chaos wojny celnej Donalda Trumpa. Akurat wtedy złoto wystrzeliło i raczej nie można tu mówić o przypadku. Bo świat, kiedy nie wie na czym stoi, ucieka do królewskiego kruszcu. A to wciąż nie koniec powodów, dla których złoto w tym roku zyskało już 40 procent.

W złoto - jak mówi się w slangu inwestycyjnych wyjadaczy - wchodzi też ulica. Zwłaszcza ta na Zachodzie, bo i drobni inwestorzy chcą uszczknąć coś dla siebie z tej hossy. Ale zamiast kupować fizyczne sztabki - ciężkie i trudne do przechowywania, pieniądze pakują w "papierowe złoto", czyli fundusze ETF. To popularne na Zachodzie, a u nas wciąż raczkujące fundusze, które odwzorowują zachowanie danego aktywa, w tym przypadku złota. Jak podaje Światowa Rada Złota, tylko w sierpniu do takich funduszy napłynęło potężne 5,5 miliarda dolarów. To oznacza, że są one drugim po bankach centralnych kołem zamachowym napędzającym popyt na kruszec.

Kiedy pojawiają się optymistyczne prognozy - uciekaj

Nic dziwnego, że w prognozach analityków tego rynku poprzeczka idzie w górę cały czas. Poziom, który jeszcze do niedawna wydawał się odległą przyszłością, czyli 4 tysiące dolarów za uncję, jest w zasięgu ręki i w przewidywaniach pojawia się już za kilka miesięcy. A gdzieś w prognozach majaczy nawet 5 tysięcy dolarów za uncję. Tyle, że są też opinie chłodzące ten hurraoptymizm. Bo - po pierwsze - ze spojrzenia na wykresy i analizy techniczne wynika, że cena złota zbliża się właśnie do poziomu, który na razie można uznać za docelowy. A po drugie - nic nie może rosnąć cały czas, więc na każdym rynku od czasu do czasu musi pojawić się korekta. Historia uczy, że wysyp optymistycznych prognoz zwykle pojawia się w pobliży szczytu hossy albo w okolicach korekty spadkowej. Jest zresztą jeszcze jedno powiedzenie inwestycyjnych speców: kiedy nawet taksówkarz mówi ci jak dobra jest to inwestycja - ty wtedy z niej uciekaj. Choć akurat złoto tym rynkowym prawidłom nie raz się wymykało.