,
Obserwuj
Kultura

"Podręcznikowy mobbing" i "rekord Guinnessa" w odwoływaniu. Będzie pozew przeciwko marszałkowi Małopolski

Marta Zdanowska, oprac. AS tokfm.pl
3 min. czytania
07.07.2023 20:12
Od ponad 500 dni trwają próby odwołania dyrektora krakowskiego Teatru im. Słowackiego. Scena pod kierownictwem Krzysztofa Głuchowskiego zdobywa nagrody i wyprzedaje spektakle, ale dla marszałka województwa nie są to argumenty na obronę dyrektora. - Pan marszałek kiedyś powiedział wprost, że jestem niegrzeczny. To jest jedyny argument - mówił Głuchowski w TOK FM.
|
|
fot. Jakub Włodek / Agencja Wyborcza.pl

"Teatr powinien mieć zdefiniowane oblicze artystyczne i pełne widownie. Powinien być instytucją otwartą, poszukującą i podejmującą ryzyko artystyczne. Ta prosta, mogłoby się zdawać, recepta na sukces w praktyce jest niezwykle trudna do realizacji. Niewielu się to udaje - i jednym z nich jest dyrektor Krzysztof Głuchowski. Niezrozumiałe jest dla nas, dlaczego Zarząd Województwa Małopolskiego postanowił świadomie przerwać wysoki lot Teatru im. Słowackiego w Krakowie" - napisali do marszałka Witolda Kozłowskiego Unia Polskich Teatrów i Stowarzyszenie Dyrektorów Teatrów.

List to reakcja na rozpisany przez marszałka konkurs na następcę Krzysztofa Głuchowskiego, który rozpisano na rok przed końcem kadencji dyrektora. Problemy dyrektora Teatru im. Słowackiego w Krakowie zaczęły się po premierze "Dziadów" w reżyserii Mai Kleczewskiej. Przedstawienie część polityków prawicy - na czele z ministrem Piotrem Glińskim, kuratorką oświaty Barbarą Nowak i ministrem Przemysławem Czarnkiem - uznała za obrazoburcze.

Jak podkreślił Głuchowski w rozmowie z Martą Perchuć-Burzyńską, we wtorek 4 lipca minął 504. dzień prób jego odwoływania. Dlatego nazwał siebie: "najdłużej odwoływanym dyrektorem w historii". - Absolutny rekord Guinnessa już na pewno pan marszałek pobił. Myślę więc, że to jest po prostu zwykła zemsta, vendetta za to, że tak trudno mnie odwołać, za to, że sprawiałem kłopoty. Pan marszałek kiedyś powiedział wprost, że jestem niegrzeczny. To jest jedyny jego argument - mówił gość "Kultury osobistej" w TOK FM.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Zdaniem dyrektora Teatru im. Słowackiego w Krakowie rozpisanie konkursu na jego następcę to więc dalszy ciąg politycznego odwetu marszałka Witolda Kozłowskiego. - Możemy podejrzewać, że robi to z zemsty za to, że okazał się cenzorem, i próbuje za wszelką cenę zniszczyć teatr, który wystawił "Dziady". Czyli po prostu Mickiewicz się panu marszałkowi nie podoba - stwierdził.

Teatr pod kierownictwem Głuchowskiego zdobywa kolejne nagrody i wyprzedaje spektakle. Tymczasem marszałek województwa małopolskiego mówi o konieczności "usprawnienia" jego funkcjonowania. - Mnie się to kojarzy z najgorszymi latami w historii, czyli z Gomułką, bo to jest bardzo podobny język. Pan marszałek dąży do zniszczenia teatru i w ten sposób przyczynia się do ataku na kulturę polską - ocenił dyrektor.

"Pan marszałek stosuje podręcznikowy mobbing"

Gość TOK FM zapowiedział, że skieruje sprawę przeciwko marszałkowi województwa małopolskiego do sądu. - Pan marszałek stosuje podręcznikowy mobbing. Od ponad pięciuset dni jestem poddany prześladowaniom i mobbingowi. Każdego dnia przez 500 dni jestem zwalniany, ta procedura zgodnie z przepisami nie może trwać dłużej niż miesiąc, a w szczególnych przypadkach dwa miesiące. Pan marszałek robi to celowo, ponieważ nie ma odwagi mnie zwolnić, więc stosuje metody grillowania, nękania i mobbingowania. Mobbing w Polsce jest karalny - podkreślił Głuchowski.

Nowego dyrektora lub dyrektorkę Teatru Słowackiego mamy poznać 31 października. Jak przekonywał Głuchowski, po tym, co się wydarzyło, raczej nikt nie zdecyduje się stanąć do tego konkursu "z otwartą przyłbicą". Czy jeśli jednak uda się w konkursie wybrać nowego szefa, to krakowski teatr zejdzie do podziemia? Jak stało się to z Teatrem Polskim we Wrocławiu po tym, jak w placówce pojawił się dyrektor, którego nie akceptował zespół.

- Ale czy wszyscy w demokratycznym kraju mamy być w podziemiu? - pytał retorycznie Głuchowski. - Przecież to zaczyna przypominać Monty Pythona, już nawet nie Mrożka. Nie dość, że wszyscy zrzucamy się na służbę zdrowia, działamy w akcji Jurka Owsiaka, ciągle robimy jakieś zrzutki, to jeszcze na dodatek mamy sami prowadzić wielkie instytucje kultury? I to w podziemiu - stwierdził dyrektor krakowskiego Teatru im. Słowackiego.

- Co takiego jest w kulturze, że z taką nienawiścią ludzie Zjednoczonej Prawicy ją atakują? Oni myślą, że my się nimi zajmujemy, a my się nimi naprawdę nie zajmujemy. Nie zajmujemy się nieistotnymi sprawami, a kondycją narodu. Od tego są instytucje kultury - podkreślił rozmówca Marty Perchuć-Burzyńskiej.

'Ochroniarze w szafie marszałka z PiS'. Opozycja chce kontroli. 'To jest kabaret'