O Obajtku Polska słyszała już w 1994 roku. "Zawsze taki był. Ambitny i całkowicie bezwzględny" [FRAGMENT KSIĄŻKI]
Rozdział 'Daniel Obajtek i władza w szkole' pochodzi z książki 'Siedem szczęść Daniela Obajtka. Biografia' autorstwa Pawła Figurskiego i Jarosława Sidorowicza, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Agora. Książkę możesz kupić tutaj.
Daniel Obajtek urodził się w piątek 2 stycznia 1976 r. Jest starszym o dwa lata bratem Bartłomieja. Rodzina Obajtków nie należała do zamożnych. Ojciec Daniela, Jan, był malarzem pokojowym. O matce wiadomo więcej. Halina pracowała jako krawcowa w zakładach Vistuli, potem jako szeregowa pracownica w Elektroplaście, firmie krewnego jej męża. Wyjeżdżała również - przynajmniej według relacji Daniela Obajtka - do pracy za granicę.
Roman Lis, właściciel Elektroplastu, na chwilę się zamyśla, gdy pytamy, jak wspomina młodego Daniela. - Jako dziecko był nadpobudliwy, wtrącał się w rozmowy dorosłych. Daniel był samolubem, inaczej niż jego brat, który był koleżeński - wyrzuca w końcu z siebie.
Roman Lis mówi, że Daniel był raczej samotnikiem, co nie ułatwiało mu kontaktu z rówieśnikami. Jego brat, Bartłomiej, przeciwnie. Towarzyski, nie narzekał na brak kolegów.
Kiedy pojawiły się problemy w szkole, rodzice Daniela poprosili Romana Lisa o wsparcie.
"Na prośbę jego matki pojechałem do Nowego Targu i rozmawiałem z dyrektorem szkoły. Wiedziałem więc, że ma tam jakieś kłopoty. On jednak zawsze mówił, że go w tej szkole krzywdzą. Rodzina też tak przedstawiała jego problemy" - wspominał w wywiadzie dla 'Wyborczej'.
Szkolne problemy Daniela, o których opowiada Roman Lis, dotyczą już czasów jego nauki w technikum. Dowiedział się o nich cały kraj, a Obajtek po raz pierwszy zaistniał w mediach ogólnopolskich.
Był 1994 r., Obajtek miał 18 lat i był uczniem czwartej klasy technikum weterynaryjnego w Nowym Targu. Naukę łączył z przewodniczeniem nowo wybranej Krajowej Radzie Młodzieży Samorządów Uczniowskich. Próżno szukać informacji na temat organizacji. Spytaliśmy obecnie istniejące organizacje uczniowskie, czym była wspomniana KRMSU, ale nikt nie potrafił odpowiedzieć na nasze pytanie. Znajomy Daniela Obajtka ze szkolnych czasów, do którego dotarliśmy, twierdzi, że organizację, której przewodniczył Obajtek, założyła nieżyjąca już senator Maria Łopatkowa. Polityczka była ściśle związana z edukacją. W 1993 r. zainicjowała nawet powstanie Partii Dziecka, przekształconej później w Partię Dzieci i Młodzieży.
- Każdego miesiąca w Warszawie było spotkanie przedstawicieli województw. Tam też pojawiał się Obajtek - twierdzi jego dawny znajomy.
Dyrektor technikum zarzucał Obajtkowi: "destabilizację samorządu, szkalowanie dobrego imienia wychowawcy, szantażowanie rady pedagogicznej, korzystanie z pomieszczeń samorządu do celów prywatnych (a właściwie przenocowanie pijanych absolwentów), uchylanie się od przedstawienia pełnego rozliczenia z działalności gospodarczej samorządu, notoryczne kłamstwa i arogancję w stosunku do nauczycieli, niewypełnianie podstawowych obowiązków ucznia (nieobecności i wyniki w nauce)".
Pierwsze pytanie referendalne jak z 'Rejsu'. 'To ma być sąd nad Obajtkiem, który sprzedał Lotos?'
Artykuł w „Rzeczpospolitej" z 27 grudnia 1994 r. daje obraz nastoletniego Daniela Obajtka. "Wychowawca twierdzi, że kiedy w klasie przeprowadził anonimową ankietę, to Daniel wypadł jako najbardziej nielubiana osoba w klasie i osoba, do której nie ma się zaufania. Daniel mówi, że tylko dwie osoby napisały, że nie mają do niego zaufania" - czytamy w artykule, a dziennikarka Anna Paciorek relacjonowała: "Polonista próbuje mnie przekonać, że Daniel był zawsze wyalienowany, stał z boku, nie miał przyjaciół ani kolegów, był postrzegany jako dziwak".
O co poszło? Polonista Bogusław Pachniowski wyjaśniał w dzienniku: "Tłumaczyłem mu, że szkoła to nie barykada, a na niej ludzie uzbrojeni w maczugi. Jeżeli radykalnie domagasz się wszystkiego od nauczyciela i dyrektora, to zrozum, że stwarzasz sytuację, w której nauczyciele będą w taki sam sposób traktować ucznia. On dla nas stał się typowym działaczem jak w czasach ZMP: »ja jestem społecznik, za mną jest partia (czyli samorząd, kuratorium), ja tu zrobię porządek!«. Dla mnie cała ta sprawa jest przykra i niezwykle boląca. Teraz dla większości rady pedagogicznej, a dla mnie na pewno, kwestia dobra Daniela i dobra szkoły to są dwie różne sprawy. Dla swojego dobra Daniel być może powinien zostać w tej szkole, ale wtedy, gdyby był w tej szkole autorytet, który mógłby nim pokierować. A my nim nie jesteśmy, z różnych przyczyn".
Obajtek nie był dobrym uczniem. Oceny? Na zakończenie trzeciej klasy miał cztery mierne: z matematyki, fizyki, wychowania fizycznego i chorób wewnętrznych; pięć ocen dostatecznych (z j. polskiego, j. niemieckiego, chemii, nauki o lekach i religii) oraz pięć ocen dobrych: z historii, biologii, hodowli zwierząt, chirurgii i zajęć praktycznych. Zachowanie: nieodpowiednie.
- W nauce to on wybitny nie był. On to był szalonym działaczem, a nie uczniem - słyszymy od jego znajomego.
Daniel Obajtek miał jednak swoich obrońców. Nauczyciel Wojciech Kudasik oceniał go jako najbardziej operatywną osobę ze wszystkich dotychczasowych przewodniczących samorządu. Mówił, że przy Obajtku samorząd rozkwitł. Sam Daniel wymieniał swoje dokonania: "Wystaraliśmy się o pieniądze od sponsorów, zakupiliśmy drewno na wybicie korytarzy, zrobiliśmy własny gabinet, kuchenkę, zorganizowaliśmy dni sportu. Samorząd zakupił część sprzętu do szkoły, np. piłki, lampy do dyskoteki. Prowadziliśmy kawiarnię, działalność gospodarczą, kulturalną, organizowaliśmy dyskoteki, wydawaliśmy nasze pismo »Eskulap«. Wszystko to zostało nam odebrane. Kuchnię dano w dzierżawę, nasz gabinet dostała pani od niemieckiego. Samorząd nie może się zbierać, bo dyrektor nie wyraża na to zgody".
Kudasik nie potwierdzał zarzutu, jakoby Daniel Obajtek był notorycznym, aroganckim kłamcą. Rodzice chłopca mówili, że w stosunku do nich nie jest arogancki ani ich nie okłamuje.
Pół roku później "Rzeczpospolita" znów pisze o niesfornym nastolatku: "Dwukrotnie wyrzucany ze szkoły Daniel Obajtek, uczeń IV klasy Technikum Weterynaryjnego w Nowym Targu, zabrał w końcu swoje dokumenty ze szkoły, bez zakończenia nauki". Jak informował dziennik, młody Obajtek nie zaliczył wychowania fizycznego, miał też problemy z matematyką. Powód? "Szukanie" sprawiedliwości w urzędach skutkowało nieobecnościami na lekcjach. Choć to "szukanie" sprawiedliwości się opłacało. Urząd Wojewódzki w Nowym Sączu, do którego Daniel się odwoływał, dwukrotnie przywracał go do szkoły. Urzędnicy wskazywali na naruszenie prawa przy decyzji dyrektora szkoły o skreśleniu Daniela z listy uczniów.
Nauce nie sprzyjała też atmosfera panująca w szkole. „Gdy poloniście prof. Pachniowskiemu powiedziałem na korytarzu »dzień dobry!«, to krzyczał: »Jak możesz mówić do mnie dzień dobry, nie życzę sobie, jesteś śmieciem. Dlaczego do mnie się odzywasz?«" - żalił się Daniel Obajtek w "Rzeczpospolitej". Nauczycielowi odpowiedział: "Z szacunku i obowiązku".
Część rady pedagogicznej i dyrektor szkoły byli zadowoleni z odejścia Daniela Obajtka. Jeden z nauczycieli miał nawet powiedzieć, że "skończył się obrzydliwy serial, gdy na skutek plugawych donosów gówniarza przyjeżdżają do takiej »pipidówki« jak Nowy Targ senatorowie". Chodziło o senatorów Marię Łopatkową i Andrzeja Chronowskiego. Senator Łopatkowa już nie żyje, senator Chronowski dziś nie pamięta szczegółów zamieszania wokół Obajtka.
Cała afera odbiła się na stanie zdrowia Daniela Obajtka. 18-latek miał nie wytrzymać stresu i pewnego dnia - jak podała "Rzeczpospolita" wylądował w szpitalu.
Losami Obajtka w technikum zajął się również "Tygodnik Podhalański", a dziennikarka pisma już na wstępie wskazywała, że Daniel podczas spotkania próbował ukryć nerwowy tik. "Nabawił się go przez kilka ostatnich miesięcy. W grudniu, z powodu dusznicy wywołanej zażyciem środków uspokajających - ze szkoły zabrała go karetka pogotowia" - pisze tygodnik.
"TP" wspomina, że dłuższy kontakt z uczniem Obajtkiem miała psycholog Maria Świst z międzyszkolnej poradni psychologiczno-zawodowej, ale jej opinia jest objęta tajemnicą lekarską. Dziwi ją jednak sposób postępowania w tej sprawie. "Skoro zostałam wezwana przez Radę Pedagogiczną i przywieziona przez wychowawcę klasy, myślałam, że moja wypowiedź będzie wzięta pod uwagę. Ale okazało się, że grono wie lepiej. Wysłaliśmy potem z poradni do szkoły opinię, która zawierała różne zalecenia, lecz nie było wśród nich sugestii wyrzucenia ze szkoły" - opowiedziała tygodnikowi.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty 'taniej na zawsze'. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Tygodnik odnotowuje też wpływ Obajtka na szkolną gazetkę "Eskulap". Ta, według części nauczycieli, stała się "forum dyskredytowania dyrekcji, szkoły i profesorów w oczach uczniów". To interesujący szczegół w kontekście przejęcia przez Orlen grupy wydawniczej Polska Press prawie trzy dekady później. Na temat ucznia Obajtka wypowiadał się też burmistrz Nowego Targu, Czesław Borowicz: "Jest on niewątpliwie wielką indywidualnością i może to jest przyczyną konfliktu. Bardzo pozytywnie odbierałem go jako działacza, natomiast często powtarzam: »nie zapominaj, że jesteś uczniem«".
Kolejna, choć anonimowa, opinia o Obajtku cytowana przez "Tygodnik Podhalański": "Jest inteligentny, ale bardzo podatny na obce wpływy, jeśli chodzi o pieniądze i o władzę. Kiedyś może go to doprowadzić do katastrofy".
Anonimowy przyjaciel Daniela: "On w tej szkole jest spalony. Dziś wygląda to na wojnę między uczniem a nauczycielem. Przez odsunięcie któregoś nauczyciela pozornie można wygrać, ale przecież zastąpią go inni z grona. On za bardzo poświęcił się obowiązkom, które wziął na swoje barki, przez co musiał zaniedbać naukę. Gdyby nauczyciele wiedzieli, że chodzi mu o zdobycie wiedzy, a nie o wygranie wojny - może jeszcze wszystko byłoby dobrze".
Katecheta ks. Kazimierz Szelest: "W zeszłym roku sam zwracałem mu uwagę, że jest bardziej działaczem niż uczniem. Zaważyłem też jego idealistyczne nastawienie do świata".
"Zawsze taki był. Ambitny i całkowicie bezwzględny" - wspominał w rozmowie z "Newsweekiem" Bogusław Pachniowski, emerytowany polonista z technikum weterynaryjnego w Nowym Targu. Nauczyciel zapamiętał byłego ucznia jako odludka. "Dziwny. Zakompleksiony, milczący, bez kolegów […]. Kiedy zaczęliśmy się przyglądać finansom samorządu, oskarżył nas o szykanowanie go i niszczenie, zwyczajnie zaczął nas szkalować. Był nieprawdopodobnie arogancki. Koniec końców rzeczywiście nasłał na nas polityków i urzędników z resortu edukacji" - wylicza pedagog w rozmowie z 2018 r.
W 2021 r., po 27 latach, "Tygodnik Podhalański" przypomniał czytelnikom szkolną historię Daniela Obajtka. Odnotowała to prorządowa "Niezależna": "Jak można przeczytać, już w 1994 r. dzisiejszy prezes PKN Orlen miał smykałkę do zarządzania. I już wtedy wielu osobom się to nie podobało…".
Znajomy Obajtka po latach wspomina: - Nie miał przyjaciół, bliskich kolegów. Raczej wszyscy go znali i on też znał wszystkich. Do wszystkich podchodził, poklepał, pogadał. Mam wrażenie, że to zawsze było związane z jakimś interesem. Daniel, mówiąc po góralsku, jojcył. Lamentował, prosił, męczył. "No weźże mnie wybierz, weźże mnie wybierz". Dla świętego spokoju ludzie robili to, co chciał. Co ciekawe, została mu pewna poza, którą stosuje, by kogoś przekonać. Nachyla się, patrzy trochę z byka i mruży jedno oko. Pamiętam ją z czasów technikum i widzę teraz, gdy występuje w telewizji. Trzeba mu przyznać, że zawsze był obecny, zawsze aktywny.
Miał dar zakręcenia się w jakichś strukturach. Szukał opiekuna, w którego łaski może się wkraść. W szkole to był jeden z nauczycieli, który wówczas walczył o pozycję dyrektora. Co ciekawe, był siwy, krępy i niskiego wzrostu. Może kogoś przypominać. On też podpuszczał Daniela do pewnych działań, które przy okazji miały budować jego pozycję - dodaje.
Inny kolega: - On miał bardzo ważny dar, który pozwolił mu dojść tam, gdzie jest. Wiedział, z kim rozmawiać, komu coś podsunąć, gdzie się zakręcić. Umiał i nadal umie ładnie pogadać. Większość to irytowało.
Maturę Daniel Obajtek zdał już w technikum rolniczym w Myślenicach, a po otrzymaniu świadectwa dojrzałości w 1995 r. podręczniki do nauki na wiele lat odłożył na półkę. Wrócił do nich, gdy rządził już Pcimiem.