"Biliśmy to dziecko przez trzy dni". "Nikt nie myślał o tym, żeby wezwać pogotowie" [FRAGMENT KSIĄŻKI]
Poniższy fragment pochodzi z książki pt. "Cela numer 24. Rozmowy z dożywotnimi" autorstwa Zbyszka Nowaka, wydanej 7 maja nakładem wydawnictwa Muza.
Z mediów:
"Sąd Apelacyjny we Wrocławiu utrzymał wyroki dla zabójcy 3,5-letniego Bartka z Kamiennej Góry i matki chłopca. Mariusz Vaćkar został skazany na dożywocie, Iwona Kwiatkowska - na 15 lat więzienia. Wyrok jest prawomocny. [?]
Dwa lata temu chłopczyk został bestialsko pobity. Umierał dwa dni. Do szpitala martwego chłopca przywiozła matka. Zdaniem lekarzy 3,5-letni Bartek nie żył już od kilku godzin.
Bartek - jak wykazała sekcja zwłok - przez kilka miesięcy był bity pasem z klamrą, gumową pałką, był kopany i rzucany na podłogę. Ostatecznie dziecko zmarło z powodu odniesionych obrażeń, m.in. obrzęku i krwiaka mózgu oraz krwotoku wewnętrznego w okolicach lędźwiowych". (...)
"Dożywocie. Do końca życia"
"Mam do Ciebie tylko jedno pytanie. Wiesz, co on zrobił?", pyta mnie Mariusz.
"Nazywam go idiotą. Zbigniew Ziobro. Ja mam 17 lat już za sobą, w tamtym roku dowiedziałem się, że mam jeszcze 5 lat odsiadki. Jak to się dzieje, bo w żadnym cywilizowanym kraju prawo nie działa wstecz. Jak to jest możliwe?
Teraz stoję i nie wiem, co dalej. Nogi mi się ugięły, kiedy to usłyszałem. Jak to jest możliwe? To jest rażący błąd" (...).
Z kim utrzymuję kontakt? Z mamą, ciotką, wujkiem, ze Świadkami Jehowy - chodzę na spotkania od 2010 roku. Znam ich jeszcze z wolności. Dużo mi pomogli też. Telefony - szczególnie do mamy.
Konkubina - wyszła. Dostała prawomocnie 15 lat, co się nie zgadzam z tym. Nie wiem, gdzie ona jest. Mieszkała w Wałbrzychu. Poznała chyba kogoś w więzieniu w Krzywańcu i mieszka gdzieś w Polsce. Miała pięcioro, sześcioro dzieci, wliczając jego. Nie mogę sobie przypomnieć. Byliśmy razem z osiem miesięcy przed jego śmiercią. (...)
29 lat w momencie "zdarzenia". Twoja wersja.
Wiem, co się stało. Przyznałem się w sądzie do pobicia ze skutkiem śmiertelnym. Ale nie byłem odpowiedzialny tylko ja za to. Świadkowie mówili w sądzie, że ona biła to dziecko wszędzie, gdziekolwiek. Jej rodzina to mówiła, jej siostra, konkubent, co go później poznałem. Ona stosowała przemoc wobec niego zawsze, czy to było w domu, czy na mieście. Sąd nie dał wiary. Ja przyznałem się i mogłem się przyznać do wszystkiego, ale nie do zabójstwa.
Ona wyszła na tym na czysto. Wszystko, co świadkowie zeznawali, co mnie boli, to było na nią. A sąd to odwrócił na mnie, bo ja jestem odpowiedzialny za to. Przyznałem się do pobicia, ale nie do zabójstwa. Nie unikam kary, ale Iwona ma w tym 50 procent.
Przyznajesz się do pobicia, którego efektem jest jego śmierć, tak?
No tak, w ten sposób, pobicie ze skutkiem śmiertelnym. Miałem na początku kwalifikację artykuł 156 lub 157 Kodeksu karnego, nie pamiętam, przez kilka miesięcy, kiedy byłem na badaniach psychiatrycznych. Zmieniono mi wtedy na artykuł 148 Kodeksu karnego. (...)
Pobicie ze skutkiem śmiertelnym. Ty jego pobiłeś. Mówisz, że 50 procent winy to Iwony. Na czym polega te 50 procent?
To samo - że przemoc stosowała. On jest bity jeden, drugi, trzeci dzień. Ona też go biła. Biliśmy to dziecko przez trzy dni. Wskutek jej bicia i mojego bicia to dziecko finalnie zmarło. Tak jest.
Czyli nie jest tak, że Ty biłeś dziecko, a ona się temu jedynie przyglądała, nie reagowała, nie zastopowała Cię?
Ona brała udział, ale nikt mi nie dał wiary. Z góry facet w sądzie jest skazany, mimo że świadkowie zeznawali na nią, co się później dowiedziałem. Ja nie potrafię tego wytłumaczyć, dlaczego to wszystko na mnie spadło, a ona dostała piętnastaka. Matka jej własna na nią w sądzie zeznawała, jako oskarżyciel posiłkowy. Nie zgadzała się z wyrokiem i chciała dla niej więcej.
2007 rok, połowa roku - poznaliśmy się. Ona się wprowadziła od razu do mnie. Po wakacjach, wrzesień, zabierzcie dziecko.
On przyjeżdża i - jak jest zapisane - w okresie od listopada 2007 do śmierci w 2008 roku masz znęcanie się nad tym dzieckiem. Czy Wy razem od tego listopada biliście Bartka?
Od listopada nie. To było chyba od nowego roku, to bicie. To wszystko zaczęło się po nowym roku. Dlaczego się zaczęło? No nie wiem. Nerwy. Człowiek pracy nie miał. To wszystko. Ona mnie denerwowała, ja ją też denerwowałem. Coś nam się zaczęło nie kleić. Ona się kilka razy wyprowadzała z nim. Wyjechała, ale za każdym razem wracała. Może też trochę mi jej brakowało. Jest w tym trochę mojej winy. Człowiek docenia, jak nie ma drugiej osoby.
Nie mogłeś jej po prostu wygonić z tego domu? Twoje mieszkanie.
Głupi byłem, że tego nie zrobiłem. Powiem Ci tak, że ja ją w domu przetrzymywałem - jest to w zeznaniach. A jej mama mówiła, że ona wracała z uśmiechem, że brała od niej pieniądze i przyjeżdżała z powrotem do mnie. Nie wiem, dlaczego ona tak zeznała.
Seks był ważny w tym związku? Relacje?
Brakowało mi jej, jak wyjeżdżała. Seks był ważny, też. W sumie razem podejmowaliśmy decyzje. Miała na mnie duży wpływ. Chciałem się z kolegą spotkać, iść na piwo. Ona mówiła: "Chcę z tobą dziś czas spędzić", i zostawałem. Nie wiedziałem o niczym, o jej żadnych dzieciach. Nie miała telefonu komórkowego. Jednego dzieciaka w Czarnym Borze chyba miała. Ja wiedziałem tylko o tym jednym dziecku.
Po co Wy go biliście od tego stycznia?
No właśnie nie wiem. Przez głupotę. Denerwował nas. Być może nam przeszkadzał w tej naszej relacji.
Nie było takiej osoby, która byłaby Was w stanie powstrzymać przed tym biciem?
No nie. Matka, jak z nią rozmawiałem, nie mówiliśmy o tym. Wszystko zostawało w naszym kręgu, między nami zostawało. On nie chodził do żadnego przedszkola, siedział w domu. Na spacery chodził.
Nie było Ci go szkoda?
Czasami było, powiem szczerze.
Nie myślałem. Może przez Iwonę. Doprowadzała mnie czasem do nerwów. Nie było tak, że biliśmy go bez powodu. Leżymy na łóżku, na przykład, i tak go uderzymy. Bicie to efekt naszych relacji z Iwoną. Ona nie reagowała, miała to gdzieś.
Kiedy badali Cię psychologicznie i psychiatrycznie, to jak odniesiono się do Twojej agresji?
Nie pamiętam, żeby oni coś o tej agresji gadali. Dwa dni badań, rozmów raczej. Ja się zastanawiam: w każdym cywilizowanym kraju taką osobę się obserwuje, przepytuje. Ale nie w 10 minut, no ludzie! A byłem dwa miesiące w tym miejscu. Ich ciągle nie było, bo byli jako biegli w sądzie.
W celi cztery osoby. Poszedłem potem na dwuosobową celę. Dali mi debila. Zażartowałem, że się będę wieszał. Ten otwiera klapę i krzyczy, że on się będzie wieszał - o mnie. Przylecieli i na pasach wylądowałem. Siedziałem potem pod kamerą.
Zaginięcie 11-latki. 'Pseudopotrzeba' rodziców. 'Ogromny problem'
Tutaj, w tym zakładzie, jesteś chroniony?
Być może na początku byłem - o tej sprawie było głośno.
Siedziałem wcześniej na oddziale A. Dwuosobowe cele. Miałem siłownię. Cały oddział ma cele dwuosobowe. Ponad rok pracowałem w ambulatorium. Dostałem urlop, przyszedł covid i praca się skończyła. Teraz siedzę na normalnej celi. Tylko ja z dożywociem na celi. Na sprzątanie, jak chodzę, to też z innymi dożywotkami. Tu nas jest trzech na oddziale.
Miałem przykrości w więzieniu. Dwukrotnie mnie zwyzywali, jak mnie poznali, że siedzę za dziecko. Fizycznych historii nie - nie zostałem uderzony, nic. (...)
'Kręcenie wora', mobbing i alkoholizm w teatrze. 'Wiedzieli wszyscy' [FRAGMENT KSIĄŻKI]
To jest ciężki temat. Wróćmy. Trzy dni bicia dziecka. O co tu chodzi?
Nie wiem. Można powiedzieć, denerwował nas i był bity. Źle zrobił, nie chciał jeść, to dostał - albo ode mnie, albo od niej. Dostał pasem.
- No ale pasem nie zabijesz.
No nie. Mi powiedzieli, że kabla używałem, ale w domu tego nie znaleźli. Iwona go biła kijem od miotły. Wszędzie, jak poleci. Widziałeś siniaki? Widziałeś u niego? Cały w siniakach.
- On już ostatniego dnia nie dawał się dotknąć? Tak go wszystko bolało?
No tak. Nie myślałem racjonalnie, że tak powiem.
Co my robiliśmy przez te trzy dni? Chodziłem na drugą stronę Kamiennej do mamy, poszedłem po zakupy. Normalnie żyłem, ogarniałem wszystko. Ona nie dostawała na niego alimentów, ja płaciłem. Tam czasami stówę czy dwie od matki swojej przywiozła.
- A chcieliście go zabić?
Nie, oczywiście, że nie. Iwona chciała z tym dzieckiem wyjechać. Zmarł u nas w domu? Jeszcze oddychał lekko. Jakoś ze 40 minut później, po drodze do szpitala. Jak go niosła, to zmarł. Jak wychodziła, to byłem w domu. Ona dzień wcześniej powiedziała, że będzie z nim jechać, ale nie pojechała. Ostatniego dnia nie był bity. Około 9, 10 rano pojechała z nim do szpitala.
- Jaki był jego stan? Jak oceniasz?
No ciężki. Nikt nie myślał o tym, żeby wezwać pogotowie. Każdy z nas był zajęty. Jeszcze się z nią kłóciłem. Każdy był zajęty. Bo ona chciała wyjechać dzień wcześniej. Załatwiała swoje sprawy. Ja już miałem tego wszystkiego dość.
Nie wiem. Coś we mnie? Nie potrafię tego wytłumaczyć. Nigdy taki nie byłem. Nie wiem.
Morderstwo na UW i dezinformacja Putina. 'Konta często są powiązane z Konfederacją'
- Co było wpisane w aktach jako bezpośrednia przyczyna zgonu?
Nie umiem Ci tego wszystkiego przytoczyć. To jest w akcie oskarżenia.
- Matce nie było szkoda? Matka w końcu. Ty jesteś obcym facetem.
Jak Ci mówię: nie, jej nie było szkoda. To wrażenia na niej nie robiło, absolutnie. Siedziała i miała to gdzieś. Tak to traktowała.
- Wiesz, kto był ojcem tego dziecka?
Tak, później już się dowiedziałem. Ten gość, co węglem handlował w Wałbrzychu, alkoholik. Zapomniałem, jak się nazywał.
Na pogrzebie nie byłem. Już byłem na śledczym, ona też. Razem byliśmy zatrzymani i dostaliśmy sankcje.
Ta prokurator zamiast zacząć zeznania, przesłuchanie, to od razu mi powiedziała, że skończę z dożywociem. Tak mi powiedziała centralnie: "Dowalę ci dożywocie".
- Miałeś, Mariusz, kontakt z jakimiś innymi dziećmi wcześniej?
Tak, oczywiście. Zajmowałem się kuzynką, jak była mała. Wszystko było w porządku. Chodziłem z nią, bawiłem ją, żadnej agresji. Nikogo nie uderzyłem. Mam jeszcze trzech bobasów, co powyrastali przez te lata - mojej kuzynki dzieciaki. To przychodziłem tam do nich, to loda im kupiłem. Nigdy u mnie coś takiego wcześniej się nie stało. Nie byłem jakimś psychopatą.
Co się stało w tym przypadku? Nie wiem. Nie umiem Ci tego wytłumaczyć. Może przez ten brak pracy, perspektyw. Iwona mnie wkurzała. Jedno z tych musi być albo wszystko naraz. (...)