A ty masz szansę na godną starość? Smutny scenariusz, którego jeszcze da się uniknąć
Jeśli nie zmienimy podejścia do ludzi starszych i nie dostosujemy polityki społecznej do nowej rzeczywistości demograficznej, to zamiast dyskutowania o godnej starości, zostaną nam tylko rozważania o godnej śmierci, a i to może okazać się politycznie zbyt trudne.
Autorem felietonu jest prof. Paweł Kubicki. Opinie publikowane na tokfm.pl przedstawiają poglądy piszących i nie muszą odzwierciedlać stanowiska redakcji.
Tekst jest kontynuacją dyskusji rozpoczętej w audycji "Mikrofon TOK FM" prowadzonej przez red. Pawła Sulika i opiera się na kilku podstawowych założeniach.
- Pierwszym i mającym najsilniejsze podstawy jest demografia i fakt, że jako kraj gwałtownie się starzejemy, a proces ten jest nieuchronny.
- Drugie jest bardziej dyskusyjne i zakłada, że - mimo wyzwań i trudności wielu gospodarstw domowych osób starszych - to jest historycznie najlepszy okres polskich emerytów i w przyszłości lepiej nie będzie, co też - rzecz jasna - związane jest z demografią.
- Trzecie dotyczy zasobów finansowych państwa i faktu, że już teraz mamy duży deficyt budżetowy, a sytuacja ta również nie ulegnie poprawie, tzn. wchodzimy w okres "zaciskania pasa", jako stałego elementu polskiej gospodarki.
Wszystkie trzy powyższe założenia składają się na przeświadczenie, że kończy się starość, jaką znamy. Bez istotnej zmiany polityki wobec starzenia się ludności oraz osób starszych, potencjalną formą dostosowania się do rosnącego zapotrzebowania na wsparcie będzie jego redukcja w postaci oferty śmierci - czy to w postaci eutanazji, czy samobójstwa wspomaganego - jako jedynych dostępnych ofert zachowania godności, dla osób niemających odpowiednich prywatnych zasobów finansowych. Alternatywnie brak nawet i tego, czyli ciche przyzwolenie społeczne na "śmierć ze starości" w miejscu zamieszkania i bez adekwatnego wsparcia. To wizja dosyć ponura, ale jeszcze można jej zapobiec, zmieniając politykę i dyskurs o starości. Niżej przedstawiam argumentację, która nie zmieściła się w audycji.
Na wstępie demograficzna anegdotka, która nie jest taka wesoła. Mówiąc o ludności Polski, nie wiemy dokładnie, ile osób mieszka w naszym kraju i gdzie dokładnie - po części wynika to z różnych definicji ludności, a po części faktycznie z niewiedzy. W rozbudowanej wersji można przeczytać o tym w raporcie Fundacji Batorego: " Czy wiemy, ile nas jest?". Dobrze to też widać, gdy zestawimy informację Eurostatu o ludności rezydującej Polski - w wysokości 36,5 mln - z danymi GUS, gdzie liczba mieszkańców jest prawie o milion osób wyższa. Żadna z tych liczb nie oddaje za to dobrze dokładnej liczby migrantów ani przestrzennego zróżnicowania i niedoszacowania liczby osób mieszkających w największych polskich miastach.
W 2040 roku liczba osób "80 plus" przekroczy 3 miliony
Wracając do tego, co wiemy i co nie ulegnie zmianie (bo mówimy o rocznikach już narodzonych i mieszkających w Polsce), to relatywnie szybkie tempo starzenia się ludności. Już dziś średnia wieku przeciętnego polskiego pracownika to 43 lata, nie mówiąc o nauczycielach w wieku 46 lat czy pielęgniarkach zbliżających się przeciętnie do 55. roku życia. Jeśli odwołać się do granicy starości zapisanej w ustawie o osobach starszych, są w Polsce pojedyncze gminy, w których ponad jedna trzecia osób przekracza 60. rok życia, a tylko w pięciu nie osiąga on 20 proc. (powiaty: gdański, kartuski, poznański, wołomiński, wrocławski).
Przesuwając umowną granicę starości z 60 do 60/65 lat - czyli wieku emerytalnego - już w 2030 roku co czwarta osoba będzie starsza, a do 2050 odsetek ten wzrośnie do jednej trzeciej mieszkańców Polski. Szczególnie szybko będzie zaś wzrastać liczba osób w wieku 80 plus, które wymagają najbardziej intensywnego wsparcia. Jeszcze w 2010 r. wynosiła ona 1,33 mln, już za pięć lat przekroczy 2,1 mln, by w 2040 r. przekroczyć 3 mln osób.
Podkreślmy tu, że jest to optymistyczna prognoza z 2023 roku, która odbiega od niedawno opublikowanej symulacji GUS zakładającej, że dzietność utrzyma się na poziomie 1,1. Przewidywana liczba ludności Polski wyniosłaby w takim przypadku w 2060 r. 28,4 mln i jest niższa o 2,5 mln w porównaniu do oficjalnego - i w gruncie rzeczy również niezbyt optymistycznego - scenariusza.
Niższe emerytury i wyższe wydatki
Zostawiając przyszłość i skupiając się na teraźniejszości, warto podkreślić duże zróżnicowanie grupy osób starszych, z których część narażona jest na ubóstwo i wykluczenie. Ryzyko to występuje jednak przy średniej stopie zastąpienia, czyli wysokości emerytury do ostatniego wynagrodzenia na poziomie powyżej 40 proc. Najbliższe lata to systematyczny spadek tego wskaźnika do poziomu poniżej 30 proc. w 2025 r., natomiast większość kobiet przechodzących na emeryturę będzie otrzymywać ją w wysokości zbliżonej do minimalnej - patrz choćby raport Międzynarodowego Funduszu Walutowego wskazujący, że utrzymanie obecnej stopy zastąpienia w 2050 r. wymagałoby zwiększenia wydatków o 6 pkt. PKB.
Co więcej - pracownicy ochrony zdrowia (w tym pielęgniarki) gwałtownie nie odmłodnieją, nie będzie też taniej. Krótko mówiąc, bez interwencji państwa emeryckie gospodarstwa domowe zubożeją, bo będą miały proporcjonalnie niższe emerytury i mogą spodziewać się wyższych wydatków związanych ze zdrowiem i opieką. A jeśli chodzi o wspomnianą interwencję państwa, to będzie z nią przynajmniej jeden kłopot.
O ile politycznie osoby starsze będą stanowiły najliczniejszą grupę wyborców, to już budżet nie będzie pozwalał na większe wydatki - mimo politycznych deklaracji, np. płynących od strony kancelarii prezydenta. Nawet utrzymanie obecnego poziomu wsparcia w ramach opieki długoterminowej wymagałoby zwiększenia wydatków na ten cel o ponad 3 proc. każdego roku, a polski system i tak nie jest w tym obszarze specjalnie szczodry (patrz dane OECD i artykuł na ten temat w WP).
Krótko mówiąc, nie będzie można osób starszych ignorować, ale na 15. emeryturę nie ma co liczyć. Podobnie mało realne wydają się dodatkowe obciążenia nakładane na populację już pracującą, np. w postaci ubezpieczenia pielęgnacyjnego czy znaczących podwyżek składki zdrowotnej. Sukcesem będzie proporcjonalne utrzymanie obecnego poziomu wsparcia, co wiąże się i tak z przeznaczeniem znaczących środków na ten cel.
Co w takim razie pozostaje? Szukając szans i pozytywów: inne spojrzenie na wiek i granice starości kojarzonej potocznie najczęściej z granicą wieku emerytalnego. Przypomnijmy, że obecna granica wieku emerytalnego na poziomie 60/65 lat - jaką mamy w Polsce - była wzorowana na niemieckiej reformie Bismarcka z przełomu XIX/XX w. Gdy po raz pierwszy wprowadzono wiek emerytalny w 1889 r., był on ustalony na 70. rok życia przy średniej wieku nieznacznie przekraczającej 40 lat i większości osób starszych, które do emerytury nie dożywały. Próg obniżono do 65 lat w 1916 r., w trakcie I wojny światowej, by zyskać przychylność klasy robotniczej. Od tamtej pory znacząco wzrosła długość i jakość życia w starości, ale sposób myślenia o osobach starszych za tymi zmianami nie nadążył. Planem minimum jest tu zrównanie wieku kobiet i mężczyzn na poziomie 65 lat. Co i tak wymagałoby 20 lat, jeśli przyjąć powolne coroczne podnoszenie granicy o trzy miesiące.
Ważne byłoby też wspomniane dalsze życie w zdrowiu, do czego przydałaby się lepsza profilaktyka zdrowotna. Jednak największą i relatywnie bezkosztową zmianą jest to, jak my sami postrzegamy osoby starsze i starość oraz jak się do niej przygotowujemy. Niezależnie od ustaw i przepisów nikt nie każe nam dyskryminować na rynku pracy osób 50 plus. Podobnie nikt nie zabrania nam regularnej aktywności fizycznej, budowania masy mięśniowej, by ograniczać osteoporozę, mniej pić alkoholu i palić papierosów, bo wciąż odbiegamy w tym zakresie od średniej krajów OECD. Owszem państwo mogłoby w tym wszystkim pomóc, ale co będzie, jeśli nie pomoże?
Wreszcie - wracając do tytułowej eutanazji, czyli czyjejś pomocy w naszej śmierci lub wspomaganego samobójstwa, czyli pomocy nam byśmy sami odebrali sobie życie. Nie otwierając szeroko dyskusji na ten temat, warto zaznaczyć, że jest to wybór tylko w przypadku posiadania alternatywy. Jeśli nie będziemy w stanie zapobiec starości w bólu i cierpieniu oraz dostarczyć odpowiedniej jakości wsparcia w życiu codziennym, to wybór będzie czysto iluzoryczny. Bez większych reform w polityce społecznej o adekwatny poziom zabezpieczenia będzie niezmiernie ciężko. I nie mówimy tu nawet o trudno wyobrażalnym roku 2050 lub 2060, ale o najbliższych 10-15 latach. Zresztą brak regulacji w zakresie godnego odejścia nie spowoduje, że wyzwania znikną. Część osób odbierze sobie życie w sposób mniej godny, a część nieujęta w statystykach samobójstw "umrze ze starości", a dokładniej z braku odpowiedniego wsparcia w osamotnieniu czy odbijając się od placówek medycznych i opiekuńczych.
Co oznacza, że prawie każdy czytelnik - poza najstarszymi osobami w wieku 80-90 lat - powinien się zastanowić, jakie ma szanse na własną godną starość? Czy może liczyć na swoich bliskich, czy emerytura w wysokości 1/3 jego obecnych zarobków pozwoli mu nie tylko zaspokoić podstawowe potrzeby życiowe, ale też zwiększone koszty życia wynikające z długotrwałej choroby i niepełnosprawności? Czy może nie warto zagłosować w najbliższych wyborach parlamentarnych - w roku 2027 - na partię, która ma jakiś program do zaoferowania w tym obszarze? Co więcej, jest on realny i nie polega na dalszym obniżaniu wieku emerytalnego i ewentualnej 15. emeryturze, ale całościowej zmianie podejścia do starości i przesunięcia jej granicy, by móc skupić więcej środków i sił na najbardziej potrzebujących i najstarszych.
***
dr hab. Paweł Kubicki - prof. SGH jest kierownikiem Katedry Polityki Społecznej w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie, w ramach której współorganizuje konkurs na Kroniki opieki długoterminowej poświęcony codzienności osób świadczących opiekę oraz tych, którzy wsparcie otrzymują: www.sgh.waw.pl/pamietniki