Czarny piątek na polskich drogach. "System szkolenia kierowców nazywam paramafijnym"
Czarny piątek był ponurym zaskoczeniem w rekordowo bezpiecznym roku na drogach. Według Łukasza Zboralskiego to wina m.in. systemu egzaminowania na prawo jazdy. - Musimy przygotować ludzi do tego, by prowadzili pojazdy, a nie tylko sprawdzać, czy potrafią kręcić kierownicą - stwierdził ekspert.
- Piątek 15 sierpnia był najczarniejszym dniem na polskich drogach od wielu lat. W wypadkach zginęło 21 osób;
- Łukasz Zboralski skomentował w tokfm.pl, że jednym z głównych powodów braku bezpieczeństwa na polskich drogach jest zły, "paramafijny" system szkolenia i egzaminowania kierowców;
- "Egzamin na prawo jazdy w Polsce jest jednym z najtrudniejszych w Europie, a jednocześnie szkolenie zupełnie nie przygotowuje do bezpiecznej jazdy" - stwierdził Zboralski w rozmowie z tokfm.pl;
- Łukasz Zboralski wskazał na m.in. niewykorzystane kamery na przejazdach kolejowych, dzięki którym można by zautomatyzować karanie mandatem za wykroczenia w tych miejscach.
W sierpniowy długi weekend na polskich drogach zginęło 41 osób, a 431 zostało rannych. Doszło do 360 wypadków drogowych. Najtragiczniejszym dniem był piątek - w 88 wypadkach zginęło 21 osób, a 106 zostało rannych.
Najczarniejszy dzień na polskich drogach. Wśród ofiar seniorzy i motocykliści
- Piątek był najczarniejszym dniem na polskich drogach od wielu, wielu lat. Jest to zaskakujące, gdyż od 2022 roku mieliśmy obniżoną liczbę ofiar na drogach - mniej niż 1900 zgonów rocznie. A ten rok tak naprawdę jest rekordowo bezpieczny - stwierdził Łukasz Zboralski, dziennikarz specjalizujący się w bezpieczeństwie ruchu drogowego i infrastrukturze drogowej, redaktor naczelny portalu BRD24.pl. I podał, że w 2025 liczba ofiar śmiertelnych jest niemal o jedną piątą niższa niż w roku ubiegłym.
Jak zaznaczył ekspert, w wypadkach w czasie długiego weekendu zginęli w dużej mierze seniorzy i motocykliści. Jednak - co podkreślił - w tym roku statystycznie 60 proc. wypadków motocyklistów jest nie z ich winy. - Choć do cudzych błędów mogą dołożyć swoją prędkość - stwierdził redaktor naczelny BRD24.pl.
Dlaczego na polskich drogach dochodzi do tak wielu wypadków?
Według Zboralskiego brak bezpieczeństwa na drogach bierze się z powodu złej edukacji. - System szkolenia i egzaminowania kierowców nazywam systemem paramafijnym - skomentował.
I podkreślił, że egzamin na prawo jazdy w Polsce jest jednym z najtrudniejszych w Europie, bardzo mało osób zdaje go za pierwszym razem. - A jednocześnie szkolenie zupełnie nie przygotowuje do bezpiecznej jazdy - ocenił ekspert. - Musimy lepiej przygotować ludzi i ich mentalność do tego, żeby prowadzili pojazdy, a nie tylko sprawdzać, czy potrafią kręcić kierownicą - dodał nasz rozmówca.
Podwyższenie mandatów nic nie da?
Według eksperta obecna wysokość kar za wykroczenia na drogach jest adekwatna. - Urealnienie kar świetnie poskutkowało. Liczba zgonów w wypadkach rocznie spadła o jedną trzecią. To ok. 1 tys. ludzi mniej zabitych na drogach - wskazał Zboralski. - Podwyższanie kar w nieskończoność nic nie daje, co pokazują nam globalne dane - dodał.
Zaznaczył też, że nie jest fanem pomysłu powiązania kar z wysokością zarobków. - W przypadku polskiego biznesu zapewne moglibyśmy napotkać bardzo wiele osób, które mają samochody za setki tysięcy złotych, ale oficjalnie w swoich spółkach prawie nic nie zarabiają. Mogłoby się okazać, że ci bardzo bogaci procentowo płacą niższe mandaty niż ludzie na etatach - ocenił dziennikarz.
Problemem jest prawo, nie technologia
W jego opinii najbardziej egalitarnym sposobem dyscyplinowania kierowców są punkty karne. - Nawet bogaci kierowcy będą się pilnować, by nie stracić uprawnień. Jednak tu nadzór musi być szeroki. W Polsce są kierowcy, którzy latami jeżdżą i nigdy nie mieli kontroli policyjnej na drodze - podkreślił ekspert.
Jak stwierdził, nadzór w Polsce jest oparty na policjantach, a ich brakuje. Jego zdaniem "nadzór będzie kulał, jeśli go nie zautomatyzujemy i nie rozszerzymy". Dziennikarz wspomniał przy okazji o fotoradarach, odcinkowych pomiarach prędkości oraz kamerach np. na przejazdach kolejowych. To potencjał, który - zdaniem naszego rozmówcy - jest niewykorzystywany. - Takich kamer na przejazdach są tysiące. Nie możemy z nich skorzystać tylko dlatego, że nie ma prawa, które pozwalałoby na automatyzację karania ludzi zarejestrowanych przez automaty - powiedział.
- Z samych fotoradarów 50 proc. zarejestrowanych wykroczeń unika potem mandatu. Dlatego, że wystarczy wskazać fikcyjną osobę, która prowadziła mój pojazd i służba nie jest w stanie nic z tym zrobić, nawet w sądzie - podkreślił redaktor naczelny BRD24.pl - Już trzeci rząd próbuje to zmienić, by odpowiedzialność właściciela pojazdu była większa, a ściągalność mandatów łatwiejsza. Wystarczy stworzyć algorytm komputerowy, który np. z kamer na przejazdach kolejowych będzie wyłapywał niebezpieczną sytuację i przygotował gotowy mandat do wysłania - podsunął Zboralski. W jego opinii to natychmiast obniżyłoby liczbę wypadków.
Bałagan w oznakowaniu. Polacy się gubią przez znakozę
Zboralski wskazał również, że w Polsce możemy wprowadzić konkretne systemowe rozwiązania, by poprawić bezpieczeństwo na drogach. - Mamy bałagan w oznakowaniu. Ostatni raport Najwyższej Izby Kontroli pokazał, że gdy kontrolerzy przejechali 200 km dróg w Polsce, znaleźli 1200 nieprawidłowości oznakowania - stwierdził ekspert, wskazując, że nie ma formalnego wymogu, by zarządca dróg miał jakiekolwiek wykształcenie związane z ruchem drogowym.
Redaktor naczelny BRD24.pl zaproponował konkretne rozwiązania. - Mamy całą rzeszę wykształconych w Polsce audytorów bezpieczeństwa ruchu drogowego, którzy mogliby zatwierdzać projekty organizacji ruchu - powiedział Zboralski.
Według eksperta kolejnym powodem braku bezpieczeństwa na drogach są sami samorządowcy, którzy często nie widzą potrzeb. - Zadowalają się malowaniem napisów na chodnikach "Odłóż telefon i żyj", a jednocześnie mają wyznaczone miejsce do parkowania tuż przy przejściu dla pieszych i tego już nie widzą - ocenił Zboralski.
- Nie wystarczy powiedzieć ludziom: "Tutaj uważaj, kierowco i rowerzysto, wszystko zależy od ciebie" - dodał. Dziennikarz podał przykład Szwecji, gdzie po wypadkach śmiertelnych przeprowadza się audyt miejsca zdarzenia i, jeśli to potrzebne, przeprojektowuje się drogę, by w przyszłości ludzie byli lepiej chronieni.
- Od lat błędnym jest zamykanie się w myśleniu, że Polacy mają inną mentalność, że to husaria, że my tak po prostu już mamy na drogach. To nie jest prawda - stwierdził Zboralski, wskazując, że zwiększenie grzywien dla kierowców "natychmiast ich uspokoiło". - Mentalność kształtujemy, wychowując ludzi w domach i szkołach. A nie mamy nawet dobrych kursów na kartę rowerową - podsumował ekspert.