Kapłan z Ugandy wskrzesił więcej osób niż Jezus? "Nikt tego nie bada"
Wspólnoty charyzmatyczne są zazwyczaj budowane wokół jednej charyzmatycznej, poważnej osoby, która ma duży autorytet religijny (...), jest w stanie tłumaczyć ludziom, jak mają żyć. (...) Jest to toksyczna zależność, a Kościół przespał ten fenomen - mówił w "Tajemnicach Kościoła" dziennikarz mediów katolickich Dawid Gospodarek.
- Podczas nabożeństw wspólnot charyzmatycznych mogą występować zjawiska takie jak "upadek w duchu", który gość "Tajemnic Kościoła" Dawid Gospodarek tłumaczy m.in. wpływem emocji, muzyki i sugestii grupy. "Tak działa nasz umysł. Niektórzy są bardziej podatni, inni mniej" - mówił dziennikarz KAI;
- Liderzy wspólnot charyzmatycznych chwalą się zdolnością uzdrawiania, a nawet wskrzeszania zmarłych. Trudno jednak znaleźć dowody na ich prawdziwość. "Nikt tak na serio tego nie bada i Kościół tego nie wymaga" - podkreślił rozmówca Marty Zdanowskiej;
- Silna pozycja charyzmatycznych liderów jest też polem do ogromnych nadużyć. "Było to dla mnie bardzo złe i sprzeczne z nauczaniem Kościoła" - mówił Gospodarek, który w przeszłości zetknął się z ks. dr. Cyranem i wspólnotą "Mamre".
Wspólnota charyzmatyczna to środowisko chrześcijan - najczęściej działające w ramach Kościoła katolickiego - które szczególnie podkreśla osobiste i wspólnotowe doświadczenie działania Ducha Świętego. Jej członkowie wierzą, że dary Ducha Świętego, czyli charyzmaty opisane w Nowym Testamencie, są nadal obecne i mają służyć umacnianiu oraz budowaniu wspólnoty Kościoła.
Czym jest "upadek w duchu"? "Czułem się w tym wolny"
Owo "osobiste, wspólnotowe doświadczenie" objawia się m.in. w tym, że uczestnicy nabożeństw mdleją. Dlaczego tak się dzieje? Zdaniem gościa podcastu "Tajemnice Kościoła" Dawida Gospodarka podchodzi pod to "reakcja umysłu na motywy wprowadzające w trans". - Sprzyja temu muzyka, sugestie prowadzącego i pewna emocja tłumu - gdy widzę, że ludzie dookoła padają, to być może jest oczekiwanie, że ja też powinienem. Tak działa nasz umysł. Niektórzy są bardziej podatni, inni mniej. Co nie zmienia faktu, że ludzie w tym czasie doświadczają jakiejś emocji religijnej, czegoś, co opisują jako doświadczenie Ducha Świętego, doświadczenie ciepła od Boga, uzdrowienia - tłumaczył dziennikarz Katolickiej Agencji Informacyjnej, współpracownik "Tygodnika Powszechnego", "Więzi", "Przewodnika Katolickiego" i Magazynu Kontakt, autor książki "Ogień i woda, czy w Kościele można się dogadać?".
Jednocześnie Dawid Gospodarek przyznał, że zdarzyło mu się doświadczyć czegoś podobnego. - Zdarzyło mi się "upaść w duchu". Nie zemdleć, bo to medyczne sformułowanie. Dla mnie to było przeżycie czysto religijne. Pamiętam, że to działo się w dużym poczuciu spokoju. Nie czułem, że dzieje się ze mną coś, nad czym nie mam kontroli. Czułem się w tym wolny - opisywał rozmówca Marty Zdanowskiej.
Istotną rolę w czasie nabożeństw wspólnot charyzmatycznych odgrywają tzw. łapacze. - Gdy na przykład lider czy prowadzący modlitwy podchodzi do osoby, nakłada ręce i modli się nad nią, za tą osobą stoi grupa, która ewentualnie - jeśli zdarzy się właśnie taki upadek - grzecznie łapie tę osobę i delikatnie układa na podłodze, żeby nic się jej nie stało - wyjaśnił Dawid Gospodarek.
Kapłan z Ugandy wskrzesił 27 osób? "Nie widziałem żadnych dowodów"
Każda wspólnota charyzmatyczna ma swojego lidera. Kimś takim jest np. John Baptist Bashobora - ugandyjski kapłan katolicki i charyzmatyk. Odprawiane przez niego nabożeństwa zapełniają stadiony, w tym Stadion Narodowy w Warszawie. Niezwykłość tej postaci polega na ciągnącej się za nim legendzie człowieka, który potrafi nie tylko uzdrawiać, ale i wskrzeszać zmarłych. Nieżyjący już arcybiskup Józef Życiński żartował w rozmowie z "Tygodnikiem Powszechnym", że Jezus ze swoimi trzema wskrzeszeniami wypada kiepsko w porównaniu z ojcem Bashoborą, który miał przywrócić do życia 27 osób.
Gospodarek, choć kazania Bashboory uważa za "budujące", "ciekawe" i niesprzeczne z ewangelią, do rzekomych uzdrowień i wskrzeszeń kapłana podchodzi z większym sceptycyzmem. - Nie widziałem żadnych dowodów ani analiz medycznych. Nie słyszałem o ludziach, którzy mieli okazję porozmawiać z tymi wskrzeszonymi, więc ciężko mi wykrzesać z siebie wiarę w prawdziwość tych fenomenów - ocenił dziennikarz KAI.
Jak zauważył gość Marty Zdanowskiej, Kościół nie sprawdza prawdziwości uzdrowień i wskrzeszeń tak, jak robi to np. z cudami będącymi udziałem kandydatów na świętych. - Może to błąd strukturalno-kościelny (...). Cud bada specjalna komisja medyczno-teologiczna i tu są potrzebne konkretne dane medyczne, żeby stwierdzić, że lekarz nie widzi innego rozwiązania niż cud. (...) A tutaj nie ma takich komisji, nikt tak na serio tego nie bada i Kościół tego nie wymaga (...) Ale na szczęście oddolnie już to się dzieje. Są liderzy, prowadzący takie spotkania czy duchowni, którzy wiedzą, że warto o to zadbać. Jest Marcin Zieliński, który jest akurat świeckim liderem, ma wspólnotę właśnie charyzmatyczną (...), on prosi osoby, które mówią, że doznały uzdrowienia, żeby przesłały mu dokumentację medyczną - mówił Gospodarek.
Ks. dr Cyran i Paweł M. Nadużycia we wspólnotach charyzmatycznych
"Przekonywał, że leki na depresję trzeba zastąpić modlitwą o uwolnienie lub egzorcyzmem, bo ta choroba to wynik działania demona. To miało na celu przejęcie pełnej władzy nad człowiekiem. Bo dopóki ktoś chodził do psychologa czy terapeuty, to nie dało się go w pełni kontrolować. Ksiądz potrzebował ogromnej władzy nad ludźmi, a psychologia mu ją zabierała. Dlatego ogłosił jej śmierć" - relacjonowała w rozmowie z tokfm.pl Natalia, była członkini wspólnoty charyzmatycznej "Mamre" w Częstochowie, na której czele stał ks. dr Włodzimierz Cyran.
Jak przyznał Dawid Gospodarek, miał okazję poznać ks. Cyrana. - To, co było dla mnie niepokojące, to praktyka publicznych egzorcyzmów, na przykład właśnie w katedrze. Było to dla mnie bardzo złe i sprzeczne z nauczaniem Kościoła. (...) Nie rozumiem, dlaczego Kościół tak późno zareagował - mówił gość tokfm.pl, dodając, że wspólnota ma teraz innego lidera.
Pod kierownictwem ks. dr. Cyrana "Mamre" zaczęło nosić znamiona sekty. Podobnie było z dominikaninem Pawłem M., liderem Wspólnoty św. Dominika we Wrocławiu. Z zaprezentowanego 15 września 2021 r. raportu komisji złożonej z niezależnych ekspertów, na której czele stanął Tomasz Terlikowski, wynika, że M. dopuścił się tam licznych nadużyć, a prowadzona przez niego wspólnota była oparta na mechanizmie psychomanipulacji. Miało w niej dochodzić do przemocy fizycznej i do nadużyć seksualnych. Były już dominikanin został nieprawomocnie skazany i już zdążył wyjść na wolność. Teraz próbuje prowadzić działalność jako mówca motywacyjny.
Dlaczego w wspólnotach charyzmatycznych, które są przecież częścią instytucjonalnego Kościoła, dochodzi do tego rodzaju patologii? Zdaniem Dawida Gospodarka wynika to relacji z lider-wspólnota. - Wspólnoty charyzmatyczne są zazwyczaj budowane wokół jednej charyzmatycznej, poważnej osoby, która ma duży autorytet religijny. Jest to ksiądz, choć może to być też świecki lider. Ten lider - oprócz tego, że ma władzę nad wspólnotą - jest znany z tego, że ma charyzmaty, proroctwa, jest w stanie tłumaczyć ludziom, jak mają żyć i tak dalej. (...) Jest to toksyczna zależność, a Kościół przespał ten fenomen. Kościół ma taką fantazję, że jeśli lider mówi, że jest wierzącym katolikiem, prowadzi formację i sam się formuje, a wspólnota ma jeszcze kościelnych asystentów, to jest wszystko okej. A nie ma takich mechanizmów, które by weryfikowały i kontrolowały, co tam się dzieje. Niestety, to jest jeszcze przed Kościołem instytucjonalnym, żeby wypracować konkretne mechanizmy zapewniania możliwego bezpieczeństwa w takich wspólnotach - podsumował gość "Tajemnic Kościoła".
Źródło: tokfm.pl