Dlaczego uczniowie nie chodzą na religię? Biskupi mają pretensje do MEN
Coraz mniej uczniów chodzi na religię w szkole. Biskupi podkreślają, że stało się tak przez decyzje Ministerstwa Edukacja Narodowej i domagają się obowiązkowego wyboru pomiędzy religią a etyką.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego według biskupów frekwencja na lekcjach religii spada?
- O co biskupi mają pretensje do MEN?
Frekwencja na lekcjach religii spada w rekordowym tempie, szczególnie w szkołach ponadpodstawowych. Według przewodniczącego Komisji Wychowania Katolickiego KEP biskupa Wojciecha Osiala najwięcej szkód wywołała decyzja, że lekcje religii i etyki muszą być organizowane na początku lub na końcu obowiązkowych zajęć edukacyjnych. Jak zaznaczył, zmiana ta szczególnie zaważyła na frekwencji w szkołach ponadpodstawowych.
- Starsi uczniowie są często przemęczeni. Nauki jest dużo, szkoła jest najczęściej znacznie oddalona od miejsca zamieszkania. Takiemu uczniowi naprawdę ciężko jest zmobilizować się i wstać wcześniej, żeby dojechać na pierwszą lekcję na religię. Często trzeba czekać po południu na lekcję religii godzinę czy nawet więcej. Również widać trudności w szkołach podstawowych, dzieci muszą wcześniej wstawać czy później wracać do domu - stwierdził.
Bp Osial ocenił decyzję MEN jako niesprawiedliwą, szczególnie w kontekście wprowadzenia obowiązku uczestnictwa w lekcjach edukacji zdrowotnej.
- W ubiegłym roku szkolnym, kiedy edukacja zdrowotna była dobrowolna, to frekwencja na tych lekcjach wynosiła zaledwie 30 proc. Tymczasem na lekcjach religii sięgała około 80 proc. w szkołach podstawowych i około 50 proc. w szkołach ponadpodstawowych. Dlaczego więc nie można stworzyć obowiązkowego wyboru pomiędzy lekcjami religii i etyki, które większość uczniów i rodziców uważa za wartościowe i potrzebne? Dlaczego ministerstwo wręcz utrudnia uczniom udział w nich, a robi się obowiązkowe zajęcia, które miały tylko 30 proc. frekwencji i z których większość uczniów rezygnowała? - pytał.
Biskupi chcą obowiązkowego wyboru między religią a etyką
Hierarcha przypomniał, że Konferencja Episkopatu Polski popiera przygotowany przez Stowarzyszenie Katechetów Świeckich projekt ustawy "Tak dla religii i etyki w szkole", który zakłada obowiązkowy wybór pomiędzy lekcją religii i etyki. Jednocześnie zastrzegł, że podnoszony przez MEN argument, iż biskupi chcą wprowadzić przymusową religię dla wszystkich, jest bezpodstawny.
- Tutaj jest zawsze wybór: religia lub etyka. Nie chcemy wprowadzać przymusu uczestnictwa w lekcjach religii. Uczeń może wybrać: albo lekcje religii, albo etyka, ale jakieś wychowanie do wartości w szkole musi być - zaznaczył.
Bp Osial podkreślił, że nietrafiony jest też argument, że na lekcjach religii uczniom stawia się oceny z wiary, a lekcje są "formacją wiary". Zaznaczył, że praktyki religijne nigdy nie były oceniane na lekcji religii.
Przypomniał też, że w czerwcu 2025 r. KEP zapowiedziała nową podstawę programową lekcji religii w szkole, która ma zacząć obowiązywać wraz z nowymi podręcznikami od września 2027 r.
- Nowa podstawa programowa jeszcze wyraźniej niż dotychczasowa będzie podkreślać wartość wiary w życiu człowieka. Akcent położony będzie nie na formację, ile na ukazanie znaczenia wiary w wymiarze osobistym, kulturowym, społecznym i historycznym. Na lekcjach religii nauczyciele pokażą, jaką rolę chrześcijaństwo odegrało w historii Polski, Europy i świata oraz jego znaczenie w wymiarze osobowościowym, duchowym, społecznym - mówił.
Wyjaśnił, że miejscem na religijną formację, przygotowanie do przyjęcia sakramentów i wejście w osobistą relację z Panem Bogiem pozostaje parafia.
Nowacka: Biskupi próbują wywołać awanturę
Pod koniec sierpnia br. członkowie prezydium Konferencji Episkopatu Polski wydali oświadczenie pt. "Młody człowiek zasługuje na więcej”, w którym zaapelowali do resortu edukacji o "niezwłoczne przywrócenie właściwego miejsca" lekcjom religii w szkole. W odpowiedzi szefowa MEN Barbara Nowacka powiedziała na antenie TVN24, że biskupi "jak co roku przed 1 września próbują wywołać awanturę".
Według Nowackiej jedna lekcja religii tygodniowo to "racjonalne rozwiązanie”, które jest "bardzo akceptowane społecznie”. Według ministry edukacji biskupi powinni raczej zadbać o to, żeby młodzi ludzie chcieli chodzić na te lekcje religii, od których obecnie - jej zdaniem - uciekają.
W listopadzie 2025 r. wiceszefowa MEN Katarzyna Lubnauer zapewniła, że decyzje resortu w sprawie lekcji religii w szkole to realizacja zobowiązania zawartego w programie wyborczym, w pełni akceptowana przez społeczeństwo.
- Ponad połowa Polaków chciała obniżenia liczby godzin religii z dwóch do jednej tygodniowo. Co więcej, 80 proc. Polaków chce, żeby ta lekcja była przed lub po innych lekcjach, tak żeby każdy uczeń był w szkole tyle godzin, ile musi, a nie siedział wtedy, kiedy inne dzieci mają religię (...). Realizujemy oczekiwania polskich obywateli, polskich rodziców. Jednocześnie robimy to, co racjonalizuje liczbę godzin - dodała.
Źródło: PAP