Miała być mózgiem "operacji puzzle". Jedna z "Modliszek z Chrzanowa" nie przyznaje się do winy
"Jestem między młotem a kowadłem. Z jednej strony wzdragam się przed przyznaniem się do czegoś, czego nie zrobiłam, co mi zarzucono. Z drugiej strony jest to, że ktoś tego ode mnie żąda, oczekuje. Taki warunek. Ja praktycznie nie wiem, co ja mam zrobić. Co ja mam zrobić?" - pytała w rozmowie ze Zbyszkiem Nowakiem Aleksandra Clayton-Malik, jedna ze skazanych na dożywocie za bycie mózgiem brutalnego morderstwa radcy prawnego w Chrzanowie w 2000 roku. Prezentujemy fragment książki pt. "Zabiłaś? Rozmowy z kobietami skazanymi za zabójstwo".
Poniższy fragment pochodzi z książki autorstwa Zbyszka Nowaka pt. "Zabiłaś? Rozmowy z kobietami skazanymi za zabójstwo" wydanej 25 lutego 2026 roku nakładem Wydawnictwa MUZA S.A.
One trzy i jeden, ten sam wyrok - kara 25 lat pozbawienia wolności. Tak, trzy razy "ćwiara". W I instancji, w nieprawomocnym wyroku, pięć lat po zbrodni zabójstwa Antoniego K., radcy prawnego z Chrzanowa. Ojca, przyjaciela, pracodawcy i partnera. Zabójstwo wspólnie i w porozumieniu. Na ławie oskarżonych: Katarzyna - córka, Anna - kochanka i asystentka, no i ona, Aleksandra - mózg operacji. "Operacji puzzle", jak dowiemy się później.
II instancja po niedługim czasie. Inne wejście do tego samego sądu, inni ludzie, którzy założyli togi i łańcuchy. Swobodna ocena dowodów, zasada sądowego wymiaru kary, doświadczenie i mądrość życiowa. Wyrok sprawiedliwy, kara nieuchronna.
Katarzyna i Anna - winne. Zabiły. Uff, ulga dla społeczeństwa. Kary - 11 lat i 11 miesięcy pozbawienia wolności. Uff, ulga dla nich. To już nie 25 lat za kratami. W rzeczywistości wyjdą dużo szybciej. Zabiły, ćwiartowały zwłoki ojca i kochanka. Wywoziły je autobusem, podmiejskim Pekaesem, jeździły po okolicy i wrzucały worki z puzzlami do Wisły. Ulga. Już go nie ma, nikt go nigdy nie znajdzie, wyjechał. Ona - Aleksandra, przyjaciółka rodziny, przyjaciółka ofiary. Znali się od studiów. Bywała u niego w domu. To jest - u nich, czyli u niego i u Katarzyny, młodszej od niej o dwa lata córki. II instancja - wyrok w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej - winna. Mniejszy wyrok? Jak one? Ulga? 25 lat to źle, bardzo źle. Dużo, nie zasłużyłam. "(…) wymierzam Aleksandrze C.-M. karę dożywotniego pozbawienia wolności".
Tak kończą niepokorni? Niewygodni dla systemu? Prawdziwie źli ludzie? Uff, ulga dla społeczeństwa. Aleksandra C.-M. już nikogo nie zabije, nie poćwiartuje i nie wrzuci do Wisły.
Uff, ulga dla nich, Katarzyny i Anny. Przyjaciółki. "Zabiłam". Słowo przeciw słowu. Słowo przeciw słowom przyjaciółek. W tle ofiara, przyjaciel. "Córka ofiary Katarzyna K. zgłosiła policji zaginięcie ojca, informując, że nosił się on z zamiarem wyjazdu do Warszawy, gdzie miał umówione spotkanie. Wystąpiła nawet w programie telewizyjnym"*.
A może wygodniej byłoby jej nie uwierzyć. One trzy - tytułowe "Modliszki z Chrzanowa".
"Gdyby Ania wychowała się w innej rodzinie.
Gdyby Kasia nie bała się ojca.
Gdyby Antoni nie upokarzał swojej kochanki.
Gdyby Ola nie potrzebowała pieniędzy".
Córka, kochanka i przyjaciółka. Zabiły Antoniego, porąbały ciało i wrzuciły do Wisły. To dom grozy!
"Był rok 2000 kiedy w Chrzanowie zginął znany i szanowany radca prawny Antoni K. (†70 l.). Dopiero cztery lata później wyszło na jaw, że majętny senior został okrutnie zamordowany przez własną córkę i swoją kochankę. Mózgiem zbrodni była przyjaciółka obu kobiet, Aleksandra C. Kobiety najpierw próbowały otruć Antoniego K., podały mu pierogi z muchomorami. Gdy to nie poskutkowało, wrzuciły do kawy tabletkę nasenną i zaczęły dusić poduszką. Ciało rozczłonkowały, wiozły 40 km autobusem w plecakach i wrzuciły do Wisły w Krakowie". (..)
(...) No właśnie, warunkowe przedterminowe zwolnienie. Skrucha i przyznanie się do winy - dwa zasadnicze elementy konieczne do wcześniejszego wyjścia z więzienia.
Wychodzę i mam 65 lat. Jeśli wyjdę po pierwszym terminie warunkowego. Oczywiście chcę wyjść na wolność.
Ale… I to jest całkowicie patowa sytuacja, która wymaga ode mnie… no właśnie, czego? Czuję się schwytana w pułapkę. Jestem między młotem a kowadłem. Z jednej strony wzdragam się przed przyznaniem się do czegoś, czego nie zrobiłam, co mi zarzucono. Z drugiej strony jest to, że ktoś tego ode mnie żąda, oczekuje. Taki warunek. Ja praktycznie nie wiem, co ja mam zrobić. Co ja mam zrobić? Powiedzieć: "tak, skoro chcecie to usłyszeć, to ja wam powiem, że ja to zrobiłam"?
Według mnie nie można poświadczać nieprawdy czy to dla własnej korzyści, czy w jakichkolwiek innych okolicznościach - w tym wypadku celem złagodzenia wyroku. Trzeba być uczciwym. Oczywiście, że jeśli chodzi o czyn, to ja mam do niego bardzo negatywny stosunek. Nie uważam, że nic się nie stało. Stało się, i to bardzo dużo. To jest tragedia. Ale mnie oskarżono o to, że ja kazałam dwóm osobom zabić człowieka. Nie wiem, dlaczego mnie posłuchały. To przecież moje rówieśnice. Dorosłe osoby, normalne, dorozwinięte. Dlaczego miałyby wykonywać to, co im kazałam? Zwłaszcza że jedna z tych osób była córką ofiary. To jest dla mnie niewyobrażalne.
Ja mam bardzo negatywny stosunek do zabójstwa w ogóle. Ale jak ja mam wypowiedzieć, dlatego że ktoś chce to usłyszeć, że ja zabiłam, że ktoś mnie oskarżył: "tak, ja im kazałam". Czuję żal z powodu tego, że ten człowiek zginął. Ja wciąż, wracając do tego, mam emocje. Nie wiem, co ja mam zrobić. Uważam, że to nie jest w porządku, postawienie sprawy w ten sposób - albo pani oskarży sama siebie, albo pani umrze w więzieniu. Tym bardziej że nie wydaje mi się, aby ktoś musiał oskarżać samego siebie w tym kraju.
Natomiast jeżeli chodzi o to, co się stało, to gdybym ja miała jakikolwiek na to wpływ, gdybym mogła zmienić, to bardzo dużo bym dała, żeby tak się stało. Ale ja nic nie mogę.
Ja temu człowiekowi nie życzyłam śmierci. Nigdy nie miałam w stosunku do niego negatywnych uczuć. Wręcz przeciwnie, ja lubiłam tego człowieka. Znałam go naście lat.
Sama zbrodnia - to jest złe, wyłączając mnie. Powiem tak: kim ja jestem, żeby je sądzić? Nie wiem, co siedziało w ich głowie. Tak do końca nigdy w to nie wnikałam. Na samym początku, kiedy usłyszałam, to ja nie wierzyłam w to w ogóle. Nie wierzyłam w to, bo je przecież znałam. Nie wierzyłam w to, że one to zrobiły, kiedy się do tego przyznały. Motywowały to jakimiś względami osobistymi, romansem pomiędzy ofiarą a jedną z pań. Rzekomym, bo ja nie wiem, czy on był, czy go nie było. Może był życzeniowy. Bo ja na własne oczy tego nie widziałam. To tylko znam z relacji tej pani, że taki romans miał miejsce. Chodzi o Annę oczywiście. Nie wiem i nie chcę tego oceniać.
Motyw finansowy? Nie wiem.
Rzuciło mi się w oczy w sądzie, że obie panie bardzo ofiarę oczerniały - że był taki, owaki. Anna twierdziła, że była z nim dwa razy w ciąży, że kazał jej usunąć obie ciąże, że on tego żądał. Nie wiem, czy to jest prawda. Padło też takie sformułowanie, że pan Antoni znęcał się nad nimi, ponieważ kazał im sprzątać w domu. Po raz ostatni widziałam je obie na sali sądowej. Już później nie. Ich wyroki? Stopniowo obniżane. Z tego, co wiem, to na ostatniej apelacji obie panie dostały 7 lat i 11 miesięcy. Zostały nagrodzone za to, że pomówiły mnie o to sprawstwo. Zresztą sędzia powiedział, że przeciwko mnie nie ma żadnych dowodów, ale on wierzy tak, bo tak mu się podoba.
Dano im całkowicie wiarę, bo panie podpisały paragraf małego świadka koronnego. Wszystko, co można było obrócić na moją korzyść, ignorowano. To, co można było obrócić na moją niekorzyść, wykonywano. Zmasowany atak.
Zakres mojego udziału, sprawstwa kierowniczego? Kierowanie, nakłonienie, organizowanie. Taki miał być mój udział.
A sam akt zabijania?
Nie, nie brałam udziału, ja tylko kazałam. Tak wynika z aktu oskarżenia i z wyroku.
O ile to sobie przypominam, to Anna lub Katarzyna - jedna z nich - zeznała, że ja miałam być podczas aktu zabijania w tym domu. Że byłam, ale tylko kazałam im. Ale nie zabiłam tego pana w sensie fizycznym. Że one to zrobiły na rozkaz.
Nie pojawiła się tam pani z łomem, jak to było w prasie? Nie uderzyła pani ofiary jako pierwsza?
Z tego, co słyszałam na procesie, to łomem miała uderzyć Anna. I potem rzeczywiście… Przepraszam, to jest dla mnie bardzo trudne [płacz]. Ja sama sobie to robię, bo zgodziłam się na te rozmowy. Ale dobrze, może to i lepiej. Mnie nie zarzucono uderzenia łomem, absolutnie.
Pozbycie się ciała po zabójstwie. Zakładam, że odpowiedź jest negatywna - że pani w tym udziału nie brała?
Zgadza się. To są wyjaśnienia tych dwóch pań.
Jaki jest sens z ich perspektywy wciągania pani do tej zbrodni? Po co?
Wysokość wyroku. W momencie, kiedy one zostały aresztowane, mnie nie było w Polsce, byłam w Tunezji. Dowiedziałam się o tym, będąc w Tunezji. W momencie, kiedy dowiedziałam się o tym, że one zostały oskarżone o zabójstwo, ja kompletnie w to nie uwierzyłam. Wtedy byłam zszokowana tym faktem, bo pan Antoni długo był uważany za człowieka zaginionego. Byłam przekonana, że zostały odkryte te szczątki, że ta sytuacja się wyjaśniła. I co dalej. One aresztowane, ja się o tym dowiedziałam.
Ja się z tą sprawą w żaden sposób nie wiązałam. Normalnie przyleciałam do Polski i - niespodzianka - zostałam aresztowana od razu na lotnisku. I później, jak się dowiedziałam, jakieś półtora miesiąca po aresztowaniu tych pań, one podpisały ten artykuł - małego świadka koronnego. I zaczęły mnie obciążać tym, że ja nakazałam i tak dalej.
W momencie podpisania tego paragrafu, wiadomo, skutkiem złagodzenie kary. Ale muszą kogoś pociągnąć za sobą. Ja miałam taką samą ofertę złożoną parę dni po aresztowaniu - że jeżeli podpiszę ten artykuł, że jeżeli powiem, że brał udział mój mąż, moi rodzice, to będzie lepiej. Mąż Tunezyjczyk to bynajmniej nie było dobrze postrzegane. W dodatku rodzice - byli funkcjonariusze MO. No, miałam bardzo zły PR, co tu dużo mówić.
Dobrze, ale… W I instancji, mimo że one podpisały kwity na panią, wszystkie dostajecie po tyle samo - po 25 lat. Czyli mały świadek koronny nic nie dał.
Wiem, że one się tego nie spodziewały, że będą takie wyroki. Poszły natychmiast odwołania. Więc cały czas one się odwoływały od kolejnych wyroków, obniżając sobie i obniżając, powołując się na to, że są małymi świadkami koronnymi.
Moi adwokaci również się odwoływali. No ale cóż. Mnie to zaszkodziło, im to pomogło. Mój zakres sprawstwa kierowniczego został w drastyczny sposób wyeksponowany i mamy karę dożywocia. Tyle. (...)
Posłuchaj: