"Potraktowano go jak przestępcę". Chłopiec z autyzmem zakuty w kajdanki
- Jestem oburzona. Mojego syna potraktowano jak przestępcę - mówi matka 15-latka z autyzmem, który w szkole został zakuty w kajdanki przez policję. Sprawą zajmują się Rzeczniczka Praw Dziecka oraz Kuratorium Oświaty.
- 15-latek z autyzmem zakuty w kajdanki przez policję. Rodzina oburzona;
- Szkoła przekazuje, że od policji nauczycielki usłyszały, że takie są procedury;
- Sprawa badana jest przez Rzeczniczkę Praw Dziecka i Kuratorium Oświaty.
Marek ma 15 lat i jest w spektrum autyzmu. Jak mówi nam jego mama, to pogodny, spokojny chłopak. - Lubi puzzle, klocki, ma swoje ulubione przytulanki. Jest naszym oczkiem w głowie - przyznaje pani Daria. - Diagnozę usłyszał, jak miał dwa i pół roku. Od tego czasu jest otoczony pełną opieką od strony terapeutycznej - dodaje.
Od 10 lat chłopiec uczęszczał do Ośrodka Rewalidacyjno-Wychowawczego dla Dzieci i Młodzieży z Autyzmem w Bydgoszczy. - Nigdy nie było sytuacji, by był agresywny czy autoagresywny. 5 stycznia miało miejsce pierwsze takie zachowanie - odepchnął terapeutkę. 16 stycznia z kolei miał uderzać głową o ścianę w łazience - opowiada mama Marka. Po tej drugiej sytuacji nauczycielki wezwały pogotowie i policję.
Policja przyjechała pierwsza. Jak ustaliliśmy, byli to funkcjonariusze z wydziału prewencji Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy. Zakuli Marka w kajdanki. Chwilę później na miejscu pojawili się też dziadkowie nastolatka. Babcia - jak słyszymy - prosiła, by zdjąć dziecku kajdanki, ale nie stało się to od razu. Wszystko widać na filmie, który nagrała i udostępniła rodzina Marka.
Pani Daria - jak sama mówi - jest oburzona tym, co się wydarzyło. Przyznaje wprost, że nie pojmuje, jak można było 15-latka w spektrum zakuć w kajdanki, z rękami do tyłu. - Potraktowano go jak jakiegoś przestępcę - żali się. I przekonuje, że cała sytuacja "kosztowała Marka bardzo dużo". - Gdy wrócił do domu, spał kilka godzin, co nigdy się nie zdarza. Następnego dnia, gdy usłyszał pytanie, czy idziemy do szkoły, zaczął płakać. Teraz jest w szpitalu psychiatrycznym. Lekarze uznali, że po tych wydarzeniach trzeba go tam umieścić. Jeden z nich powiedział mi wprost, że agresja czy autoagresja nie jest niczym nadzwyczajnym - łączy się z diagnozą autyzmu i w sytuacji, w której dziecko nie czuje się bezpiecznie, coś mu nie odpowiada, są jakieś bodźce, których nie zna, możemy mieć z nią do czynienia - wyjaśnia dalej nasza rozmówczyni.
Kobieta poprosiła szkołę o wyjaśnienia i dostała je na piśmie. - Placówka twierdzi, że zastosowała procedury. W mojej ocenie absolutnie nie było podstaw do założenia synowi kajdanek - utrzymuje mama chłopca. - Myślałam, że coś zobaczę jeszcze na szkolnym monitoringu, ale dostałam oficjalną informację, że monitoringu w szkole nie ma - rozkłada ręce.
15-latek z autyzmem w kajdankach. "Takie są procedury"
Wysłaliśmy pytania w tej sprawie i do ośrodka, i na policję. Policja - do momentu publikacji tego tekstu - nie odpowiedziała. Chcemy wiedzieć, jakie były podstawy prawne założenia nastolatkowi kajdanek i czy będzie podjęte w tej sprawie jakieś postępowanie wyjaśniające. Czekamy na odpowiedź.
Dyrektorka ośrodka Renata Białecka wskazała, że w szkole są procedury i je zastosowano. - Ośrodek nie wzywał policji. Nauczycielki wezwały pogotowie (dzwoniły na numer 112). Patrol policji przyjechał do placówki jako pierwszy, po nim przyjechało pogotowie. O użyciu kajdanek zdecydowali wyłącznie policjanci przybyli na miejsce - przekazała nam pani dyrektor. Na pytanie, dlaczego doszło do zakucia chłopca w kajdanki i trzymania go w ten sposób przez dłuższą chwilę, odpowiedziała, że "policjanci przekazali informację, że takie obowiązują ich procedury".
Zgodnie ze statutem placówki - w sytuacji, gdy pojawiają się u dziecka tzw. zachowania trudne, można dziecko unieruchomić, zastosować izolację od grupy, ale też - wezwać pogotowie. "Procedury postępowania wobec zachowań trudnych, oparte o metody awersyjne, ustalone przez nauczyciela-terapeutę i zatwierdzone przez dyrektora i radę pedagogiczną, są dostosowywane indywidualnie do potrzeb programów terapeutycznych. Rodzice/opiekunowie prawni zostają zapoznani z procedurami i wyrażają na nie pisemną zgodę" - zapisano w statucie.
Zapytaliśmy, czy próbowano umieścić Marka w pokoju wyciszeń. "Tak, nauczyciel udzielał uczniowi pomocy, próbował przekierować ucznia do innego pomieszczenia (bezskutecznie), uczniowi została podsunięta mata i materac (uczeń zazwyczaj kładzie się na macie/materacu, odpoczywa i wycisza się). Z uczniem nie było kontaktu, nie reagował na komunikaty terapeuty, które do tej pory sprawdzały się w podobnych sytuacjach" - napisała nam dyrektor Białecka.
Marek szuka nowego ośrodka
- Obawiam się, że po tych wydarzeniach, nastąpi regres w zachowaniu Marka. Na pewno do tej szkoły i do tych nauczycieli już nie wróci. Poszukamy innego ośrodka. Nie zgadzam się na takie traktowanie mojego dziecka. Zakucie go w kajdanki odbieram jako formę opresyjną, a mówiąc wprost - jako przemoc - mówi mama chłopca.
W związku z wydarzeniami w Bydgoszczy oświadczenie wydała Fundacja "Dom Niebieskich TuliPanów", która pomaga Markowi. "Stanowczo nie zgadzamy się na takie traktowanie naszego podopiecznego oraz na podejmowanie wobec niego działań, które mogą naruszać jego godność, poczucie bezpieczeństwa i prawa. Zaistniałe zdarzenie rodzi poważne pytania o zasadność i konieczność użycia środków przymusu bezpośredniego, a także o to, czy zastosowane procedury były adekwatne do sytuacji" - napisali przedstawiciele organizacji.
Sprawę bada m.in. Rzeczniczka Praw Dziecka i Kuratorium Oświaty w Bydgoszczy. "Kujawsko-pomorska kurator oświaty przeprowadza czynności kontrolne. Zostanie również przez Kuratora skierowane pismo do Policji o wyjaśnienie sprawy. Najważniejsze jest monitorowanie sytuacji młodego człowieka" - napisała na portalu X wiceministra edukacji Paulina Piechna-Więckiewicz.
Źródło: TOK FM