,
Obserwuj
Ludzie

Chory na raka krzyczy z bólu, a lekarz każe łykać paracetamol. "Ministerstwo nie rozumie dynamiki bólu"

Anna Kiedrzynek
5 min. czytania
26.03.2025 21:08
Ministerstwo Zdrowia, walcząc z nadużyciami wokół receptomatów, skazało całą grupę chorych na strach i cierpienie. - Pozwólcie lekarzom hospicyjnym na zdalne wypisywanie recept na opioidy. Przecież umierający pacjenci nie są narkomanami - apeluje pielęgniarka paliatywna.
|
|
fot. Karol Porwich/East News

 

  • Jesienią 2024 roku Ministerstwo Zdrowia wzięło się za receptomaty. Internetowe systemy do kontaktu z lekarzem i wystawiania e-recept dawały olbrzymie pole do nadużyć;
  • Od listopada lekarze - z wyjątkiem lekarzy pierwszego kontaktu - nie mogą już wypisywać medycznej marihuany i opioidów za pośrednictwem teleporady;
  • Jednak rozporządzenie ma poważną wadę - ograniczyło możliwość zdalnego wystawiania recept na te leki specjalistom leczenia bólu i lekarzom hospicyjnym. Efekt? Umierający ludzie cierpią z bólu.

 

Katarzyna Kałduńska, założycielka hospicjum domowego w Pruszczu Gdańskim, odezwała się do mnie w grudniu 2024 roku. Wiedziała, że zbieram materiały do serialu "Próg bólu" i chciała opowiedzieć mi o tym, jak wygląda uśmierzanie cierpienia u pacjentów w ostatniej fazie choroby nowotworowej. - XXI wiek, jesteśmy 5 km od wielkiej aglomeracji. A ludzie cierpią i umierają jak psy - powiedziała.

Posłuchajcie najnowszego serialu TOKFM!

Wojna z receptomatami 

Spotkałyśmy się tuż po wejściu w życie nowego rozporządzenia Ministerstwa Zdrowia, które zaostrzyło reguły działania tak zwanych receptomatów, czyli stron internetowych, za pośrednictwem których można "zamówić" receptę na (jeszcze do niedawna) dowolny lek.

Receptomaty działają w Polsce od 2020 roku. Początkowo pacjenci powitali je z ulgą, bo takie rozwiązanie wydawało się znacznie lepsze niż stanie w kolejkach po receptę do lekarzy NFZ lub wydawanie ogromnych pieniędzy za wizytę prywatną. Szybko jednak okazało, że taka forma wypisywania recept za pieniądze rodzi ogromne nadużycia.

Nieuczciwi lekarze lekką ręką wypisywali potencjalnie uzależniające substancje bez wskazań medycznych, a osoby z problemem uzależnienia - np. od marihuany lub opioidów - miały dzięki temu dostęp do leków na receptę praktycznie bez ograniczeń.

Tak działa fentanyl, 'narkotyk zombie'. 'Pacjent umiera, zanim dojedzie do szpitala'

Gdy w czerwcu 2024 roku media obiegła informacja o pierwszych śmiertelnych ofiarach fentanylu w Polsce, minister zdrowia Izabela Leszczyna podjęła zdecydowane kroki w celu rozwiązania tego problemu. Najpierw zarządziła kontrolę receptomatów. Niedługo potem resort zdrowia uchwalił rozporządzenie, które zabroniło lekarzom przepisywania recept na opioidy oraz medyczną marihuanę podczas tzw. teleporady (a tym właśnie w świetle prawa jest usługa oferowana przez receptomat).

Wyjątkiem objęci zostali jedynie lekarze rodzinni - oni mogą wypisać opioidy nawet przez telefon, bo jak wskazuje w uzasadnieniu nowych przepisów ministerstwo, znają dobrze swoich pacjentów i są dostępni.

Lekarze boją się opioidów 

Katarzyna Kałduńska twierdzi, że zwłaszcza na wsi dostępność lekarzy jest mocno ograniczona. - Na przykład przychodnia jest otwarta dwa dni w tygodniu. Albo jeden dzień w tygodniu. To jest rzeczywistość polskich małych miasteczek i wsi - opowiada Kałduńska.

A nawet, gdy lekarz jest na miejscu, to doproszenie się przez telefon, aby wypisał więcej morfiny umierającej babci, zakrawa o cud. Lekarze rodzinni po prostu opioidów się boją. - Kończą na przepisaniu tramalu z paracetamolem. I to jest całe leczenie. Ja nie mówię, że wszyscy tak robią. Jakaś część umie tym bólem zarządzać. Ale wielu lekarzy pierwszego kontaktu boi się wypisywać takie leki - opowiada.

- Do tej pory jest tak, że ludzie dzwonią i mówią: nie mamy leków, mama cierpi, mama krzyczy z bólu. Ja im odpowiadam: ale jest lekarz pierwszego kontaktu, przecież możecie zadzwonić do niego, zanim przyjedzie do was lekarz hospicyjny. "Ale lekarz rodzinny nie chce przepisać nic mocniejszego na ból"- odpowiadają - mówi Katarzyna.

Tymczasem w świetle nowego prawa jedynie lekarz rodzinny może wypisać mocny opiod, np. morfinę i fenatnyl, "na telefon", czyli w czasie teleporady. Lekarz hospicyjny tego zrobić nie może. Musi zobaczyć pacjenta na żywo. W sytuacji, gdy większość jego podopiecznych jest przykuta do łóżka, oznaczałoby to dziesiątki wizyt domowych. Fizycznie to nie do zrobienia.

Tu liczą się minuty

Zdaniem Kałduńskiej ministerstwo nie rozumie podstawowej rzeczy: dynamiki bólu. Kiedy człowiek zaczyna umierać, ból może się gwałtownie zwiększyć. I dzieje się to czasami w ciągu godzin, a nawet minut. Tu nie ma czasu na szukanie lekarza, który nie będzie się bał przepisać morfiny.

Przykład? Katarzyna zna ich wiele ze swojej pracy pielęgniarki hospicyjnej. Jeszcze przed uchwaleniem wspomnianego rozporządzenia, zadzwoniła do niej żona umierającego pacjenta. - Powiedziała, że chory odczuwa silny ból, że bardzo cierpi, jest niespokojny. Weszłam do nich do domu i okazało się, że miał przerzuty do żeber. Żebra pękły i wbiły się w płuca. Na moich oczach one się wbijały w płuca, bo nie dość, że była odma, to jeszcze dwa wielkie krwiaki powstały. Założyłam wenflon i podałam morfinę. Zadzwoniłam do lekarza i powiedziałam, zdarzyło się to i to, potrzebuję leków. Lekarz mówi, że wypisuje. Sprawdziłam dostępność, jest morfina w aptece oddalonej o 200 metrów, jedno opakowanie. W ciągu godziny były leki. Pacjent był zaopiekowany. Umarł po kilku godzinach. Ale bez bólu. I to jest taki dynamizm - opowiada.

Jak koncerny farmaceutyczne wywołały epidemię, przez którą zmarło pół miliona osób? USA wciąż zmagają się z opioidami

Gdyby taka sytuacja miała miejsce dzisiaj, Katarzyna musiałaby najpierw ściągnąć lekarza z hospicjum, żeby zbadał pacjenta na miejscu, osobiście. Albo szukać kontaktu do lekarza rodzinnego i błagać go przez telefon, żeby szybko przepisał więcej morfiny. Trzecia opcja? Zrobić to po staremu, łamiąc prawo. Ale ratując umierającego człowieka przed cierpieniem.

Kałduńska napisała w tej sprawie pismo do ministerstwa zdrowia. Apeluje w nim: pozwólcie lekarzom hospicyjnym na zdalne wypisywanie recept na opioidy. Przecież umierający pacjenci nie są narkomanami. Oni potrzebują tych leków, żeby godnie i bez bólu umierać. Ministerstwo odpisało: są lekarze rodzinni, wystarczy, że oni mają takie uprawnienia. Koniec tematu.

Ministerstwo odwraca wzrok 

Od miesiąca próbuję zaprosić przedstawiciela ministerstwa do podcastu i porozmawiać nie tylko o tym problemie, ale też szerzej - o leczeniu bólu w Polsce. Niestety, resort nie odpowiada na moje maile. Kilka pytań udało się zadać wiceministrowi Maciejowi Koniecznemu, wiceministrowi zdrowia, który był gościem Karoliny Lewickiej w "Poranku TOK FM". Konieczny bronił rozporządzenia o substancjach psychotropowych, choć przyznał lakonicznie, że "sprawa nie jest załatwiona do końca, wymaga korekty". "Osobiście nie uważam, że koncepcja, kiedy lekarz nie widzi pacjenta, nie wie, co mu jest, a przepisuje tak poważne leki, jest koncepcją dobrą" - mówił na antenie. Konieczny przekonywał też, że lekarze z poradni paliatywnych mogą wystawić ciężko chorym pacjentom recepty na "większą ilość" potrzebnych leków, żeby nie było konieczności korzystania z receptomatów.

Gdy poprosiłam go o dłuższą rozmowę, odesłał mnie jednak do biura komunikacji resortu. O tym, jak ministerstwo wylewa dziecko z kąpielą, walcząc z receptomatami i nadużywaniem opioidów, posłuchacie więcej w serialu "Próg bólu":