,
Obserwuj
Ludzie

Nie unikniemy kolejnej wielkiej wody? "Problemu powodzi nie rozwiązuje się w rzece, wtedy jest już za późno"

5 min. czytania
17.09.2024 11:52
- Jeżeli mówię, że dany teren powinien być absolutnie wyłączony z zabudowy, to bardzo często słyszę: "No, ale to już jest teren przemysłowy w studium. Będziemy musieli płacić odszkodowanie. Nas po prostu na to nie stać" - mówiła w TOK FM prof. Iwona Wagner z Uniwersytetu Łódzkiego.
|
|
fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Wyborcza.pl

Przez Polskę przechodzą dramatyczne powodzie, które w wiele miejscach odbierają ludziom dobytek życia. Co możemy zrobić, aby skutki powodzi były mniejsze i by siła żywiołu nie była tak ogromna? Czy jest coś jeszcze, co człowiek tu zdziałać? - pytał w "Poranku Radia TOK FM" Maciej Głogowski.

Jak można zapobiec powodziom? "Problemu nie rozwiązuje się w rzece"

- Po pierwsze, należy ostatecznie zaakceptować fakt, że zmiana klimatu osiągnęła poziom, który zagraża społeczeństwu i gospodarce, i podjąć naprawdę poważne działania w kierunku gospodarki zeroemisyjnej. Jeżeli nie zatrzymamy emisji antropogenicznych gazów cieplarnianych, to ten klimat będzie się zmieniał bardzo intensywnie. Zmiana klimatu jest jak rozpędzony prąd. To nie jest tak, że można go zatrzymać natychmiast, ale działania trzeba podjąć natychmiast - mówiła w "Poranku Radia TOK FM" prof. Iwona Wagner z Uniwersytetu Łódzkiego, sekretarz zespołu doradczego ds. kryzysu klimatycznego przy PAN.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Po drugie - kontynuowała ekspertka - "musimy zdać sobie sprawę z tego, że lata narracji hydrotechnicznej sprawiły, że kiedy mówimy o powodzi, to właściwie mówimy tylko o tym, co się dzieje w rzece". - Natomiast problemu powodzi nie rozwiązuje się w rzece. Powód powstaje w zlewni, czyli w całym obszarze, który tę rzekę zasila, i tam trzeba podejmować działania - tłumaczyła.

Jak mówiła, Polska nie przyjęła rozporządzenia o odnowie zasobów przyrodniczych, które wskazuje konkretne kierunki, narzędzia i wytyczne mówiące, w jakim kierunku mamy działać. - Zalesiać, poprawiać strukturę lasów, zwiększyć ich funkcję ochronną czy przeciwpowodziową w stosunku do tej, która w tej chwili jest u nas dominująca i polega na pozyskaniu drewna, odtwarzać tereny podmokłe. One są taką gąbką, która faktycznie przechwytuje wodę tam, gdzie ona spada. Bo chodzi o to, żeby tę wodę zatrzymać, a nie natychmiast ją odprowadzać do rzeki. Bo wtedy mamy do czynienia z powodzią - wyjaśniała prof. Wagner.

Rozporządzenie mówi również o odtworzeniu 25 tys. kilometrów wolno płynących rzek w Europie. - To też nas dotyczy. Nie chciałabym, żeby komuś przyszło do głowy, że ponieważ mamy tę powódź, to należy wrócić do pomysłu robienia zbiorników na Wiśle czy Odrze. Bo to znowu jest działanie w tym ostatnim punkcie w rzece, kiedy już właściwie jest za późno, kiedy mamy już powódź. I nie chcę, żeby ktoś myślał, że jeżeli teraz zbudujemy ileś tam zbiorników, to będzie to bardzo skutecznym działaniem zapobiegającym powodzi - przestrzegała sekretarz zespołu doradczego ds. kryzysu klimatycznego przy PAN.

W ocenie prof. Wagner budowa infrastruktury na rzekach ma sens jedynie na obszarach górskich. - Tam jest duże nachylenie, szybki spływ wody i przy tak ogromnych deszczach faktycznie możemy sobie nie poradzić z tą ilością wody. Tutaj zbiorniki typu Racibórz faktycznie bardzo dobrze dają sobie radę. Natomiast są to suche, duże zbiorniki o ogromnej pojemności, które wypełniane są tylko w przypadku zagrożenia. I tutaj, myślę, że nie jesteśmy w stanie zrezygnować z tego typu infrastruktury. Natomiast już budowanie dużych zbiorników zaporowych na obszarach nizinnych kompletnie się mija z celem - zaznaczyła gościni TOK FM.

Dlaczego występują powodzie? "Cały czas wywieramy presję na środowisko przyrodnicze"

Podobnego zdania jest dr Aleksandra Kardaś, fizyczka atmosfery i popularyzatorka nauki, redaktorka naczelna Naukaoklimacie.pl i wiceprezeska Fundacji Edukacji Klimatycznej. Druga rozmówczyni Macieja Głogowskiego dodała, że przyczyną degradacji środowiska jest w dużej mierze nieustanne dążenie do rozwoju gospodarczego.

- Chcemy budować coraz więcej domostw, stawiać coraz więcej przedsiębiorstw. To oznacza, że cały czas wywieramy presję na środowisko przyrodnicze. Chcemy zajmować wszystkie tereny zalewowe czy lasy pod naszą działalność. Utwardzamy przez to bardzo dużo powierzchni, przecinamy naturalne kanały, cieki wodne. I to wszystko powoduje, że oddawanie terenów naturze i pozwolenie na to, żeby woda wsiąkała w glebę i była przyjmowana przez rośliny, jest po prostu coraz trudniejsze - wskazała.

Według ekspertki mamy tu do czynienia z konfliktem krótkowzrocznych interesów z szerszą perspektywą, w której dbamy o cały obszar. - Szukamy miejsca na budowanie domów i bloków i nie przejmujemy się tym, że ono może być zalewane. A później mamy oczekiwania, że zostaną postawione jakieś bariery, które temu zalewaniu zapobiegną - mówiła dr Kardaś.

Zapobieganie powodziom? Narzędziem jest planowanie przestrzenne

Prof. Wagner zwróciła uwagę na to, jak ważne w tym kontekście jest planowanie przestrzenne. - Jeżeli poważnie myślimy o adaptacji do zmiany klimatu i o zapobieganiu powodzi, to jest to podstawowe narzędzie. Gminy potrzebują ogromnego wsparcia merytorycznego w podejmowaniu właściwych decyzji, ponieważ to planowanie przestrzenne jest w tej chwili poddane przede wszystkim interesom finansowym jednostek - powiedziała.

I dodała, że tereny przemysłowe są często planowane na istniejących terenach naturalnych. - Jeżeli na takim spotkaniu, na którym patrzymy na możliwości adaptowania się do zmiany klimatu, mówię, że ten teren powinien być absolutnie wyłączony z zabudowy, to bardzo często słyszę: "No, ale pani profesor? Ale to już jest teren przemysłowy w studium. Jeżeli teraz zmienimy zagospodarowanie tego terenu, to będziemy musieli płacić odszkodowanie. Nas po prostu na to nie stać" - relacjonowała.

I zaznaczyła: - Jeżeli gmin nie stać, to państwo powinno chyba być stać na to, żeby tego typu tereny, które są krytyczne dla bezpieczeństwa ludności, po prostu blokować jako infrastrukturę krytyczną. Błękitno-zielona infrastruktura, czyli doliny rzeczne, a więc obszar przepływu wody powodziowej, lasy, tereny podmokłe powinny być po prostu centralnie wyłączone z możliwości ich degradacji.

Zapobieganie powodziom. Organizacja, do której Polska nie należy

Dr Kardaś zwróciła jeszcze uwagę, że należy rozwijać systemy reagowania na zjawiska ekstremalne. - Zobaczmy, jak istotne okazało się to, że z wyprzedzeniem wiedzieliśmy, że opady nadejdą, gdzie one będą występować. To pozwoliło się do tego przygotować. Oczywiście są pewne zjawiska, na które przygotować się nie da, ponieważ osiągają taką skalę, że jest to po prostu niemożliwe. Ale przygotowania, które się poczyni, są bardzo pomocne i pozwalają ograniczyć skutki tych zjawisk - mówiła.

- Więc dalszy rozwój metod prognozowania opadów to kierunek, w którym warto się rozwijać. I tutaj bardzo ważnym ośrodkiem, który się tym zajmuje, jest Europejskie Centrum Prognoz Średnioterminowych. To międzynarodowa organizacja zrzeszająca służby meteorologiczne. I tutaj niestety trzeba powiedzieć, że Polska do tej organizacji cały czas nie należy. Mimo że mimo że polscy specjaliści od lat o to apelują - podsumowała redaktorka naczelna Naukaoklimacie.pl.