Wyższe mandaty, dożywotnia utrata prawa jazdy. Dziś wchodzą w życie nowe przepisy
Dobrą stroną wchodzącej dziś w życie nowelizacji jest to, że zmiana nie jest wycinkowa, tylko obejmuje szereg różnych kwestii - mówił w TOK FM Krzysztof Woźniak, dziennikarz TOK FM i ekspert od bezpieczeństwa ruchu drogowego. Co to oznacza w praktyce?
- Od czwartku zaczynają obowiązywać nowe przepisy, których celem jest poprawa bezpieczeństwa w ruchu drogowym;
- W ocenie Krzysztofa Woźniaka, wyższe kary za tamowanie lub utrudnianie ruchu to krok w dobrą stronę;
- A co ekspert uważa na temat pozostałych zmian?
Od 29 stycznia 2026 roku wchodzi w życie nowela Ustawy o poprawie bezpieczeństwa w ruchu lądowym. Nowe przepisy zakładają surowsze kary m.in. za tamowanie lub utrudniania ruchu. Przewidziano za to karę grzywny nie niższą niż 1 tys. zł, a to oznacza, że bazowa kwota mandatu (500 zł) wzrośnie dwukrotnie.
W przypadku poważnego zakłócenia ruchu sąd może orzec jeszcze - oprócz wspomnianego wcześniej mandatu - nawiązkę do 1,5 tys. zł na cel społeczny. To dodatkowa forma kary.
Jak ocenił Krzysztof Woźniak - dziennikarz TOK FM i ekspert od bezpieczeństwa ruchu drogowego - celem zmian jest przede wszystkim przeciwdziałanie nielegalnym zlotom motoryzacyjnym, wyścigom ulicznym i driftowaniu na drogach publicznych. Bo to właśnie podczas takich akcji nierzadko setki samochodów celowo blokują ruch i uniemożliwiają normalną komunikację.
- Stąd podwyższanie mandatów oceniam jak najbardziej na plus - stwierdził Woźniak. - Bardzo dobrze, że w przepisach pojawił się nowy zapis, bo jeśli ktoś utrudnia ruch i uniemożliwiania swobodne przemieszczanie się, to jak najbardziej powinno być to surowo karane. Inna rzecz, że jeżeli ustawodawca uznał, że trzeba kary podwyższyć, to znaczy że jest to duży problem - dodał w rozmowie z tokfm.pl ekspert i prowadzący audycję "Skołowani" w Radiu TOK FM.
Ustawodawca zapewnia, że nowe sankcje nie są wymierzone w kierowców, którzy jadą wolniej z powodu złych warunków atmosferycznych, ograniczonej widoczności, braku doświadczenia czy "ze względów bezpieczeństwa w nieznanych warunkach drogowych".
"Dodatkowe narzędzie"
Kary za tamowanie lub utrudnianie ruchu funkcjonują w polskim prawie od nowelizacji z 2022 r., ale dotychczas były rzadko stosowane.
Jak ocenił Krzysztof Woźniak, czas pokaże, czy będzie to nadal martwy przepis, czy realna zmiana. - Na tym etapie jeszcze nie wiadomo, na ile policja będzie się teraz mocniej przykładać, by łapać tych, którzy utrudniają ruch, uczestnicząc w wyścigach czy driftach. Na pewno dostali dodatkowe narzędzie w postaci dodatkowej sankcji - wskazał.
W jego opinii podwyżki mandatów za wykroczenia drogowe - co do zasady - pokazują, że "w pewien sposób" przyczynia się to do poprawy bezpieczeństwa ruchu drogowego. - Kiedy ludzie dowiadują się, że kara jest wyższa, to w pewnym okresie zaczynają się inaczej zachowywać na drodze. Ale jeżeli egzekwowanie przepisów, czyli nadzór nad ruchem drogowym, jest nikły i ludzie widzą, że raz czy dwa nie dostali mandatu, choć powinni, to prawdopodobnie będą chętniej popełniać te wykroczenia - podkreślił dziennikarz TOK FM.
"Bardzo duże pole do interpretacji"
Wyższe mandaty za tamowanie lub utrudnianie ruchu to nie jedyne zmiany, które zaczną obowiązywać od czwartku.
Recydywiści łamiący sądowy zakaz prowadzenia pojazdów - co do zasady - będą tracić prawo jazdy dożywotnio, a konsekwencje ponosić zaczną również uczestnicy i organizatorzy nielegalnych wyścigów.
Nowela doprecyzowuje również okoliczności, w których sąd może, a niekiedy musi, orzec przepadek pojazdu. W przepisach tych bardzo istotna jest granica zawartości alkoholu w organizmie sprawcy (1,5 promila alkoholu we krwi).
Jak zauważa ekspert od spraw bezpieczeństwa drogowego, "jest spory problem z osobami, które mimo zakazu prowadzenia pojazdu mechanicznego, nadal to robią". - Zamysłem było wyeliminowanie sytuacji, w której ta sama osoba miała zasądzonych kilka zakazów. To wyraźny sygnał, złamiesz jeden okresowy zakaz - dostaniesz dożywotni. Tu jednak znów jest olbrzymie pytanie o nadzór nad osobami, które dostały sądowy zakaz prowadzenia pojazdów. Czy policja będzie skutecznie wyłapywać tych przestępców? - pytał retorycznie.
Zwrócił też uwagę, że jeśli chodzi o konfiskatę pojazdu, to najważniejszą zmianą jest wprowadzenie nawiązki na rzecz Skarbu Państwa, zamiast, jak do tej pory - równowartości pojazdu. - Ta nawiązka będzie nakładana na kierującego pojazdem, który nie był tylko jego władnością - zastrzegł.
Zdaniem Woźniaka kolejne zmiany, które wprowadza nowela, są istotne także dlatego, że na ruch drogowy trzeba patrzeć kompleksowo.
- Dobrą stroną wchodzącej dziś w życie nowelizacji jest to, że zmiana nie jest wycinkowa, tylko obejmuje szereg różnych kwestii. Tym bardziej, że dodatkowo już wcześniej np. zdefiniowano, czym jest "nielegalny wyścig drogowy". Nielegalnym wyścigiem będzie rywalizacja co najmniej dwóch kierowców, którzy chcą pokonać określony odcinek w jak najkrótszym czasie i z naruszeniem zasad bezpieczeństwa drogowego. Nowe przepisy to dodatkowe narzędzie dla służb - tłumaczy.
Wcześniejsze przepisy mówią też o brawurowej jeździe - wskazują, że to bardzo duże przekroczenie prędkości, łamanie innych przepisów ruchu drogowego oraz bezpośrednie narażenie innej osoby na niebezpieczeństwo na drodze.
Woźniak zastrzegł jednak, że definicja ta jest zbyt ogólnikowa, bo nie wskazano, jak "dużo więcej trzeba jechać, jest tylko zapis o 'znaczącym przekroczeniu prędkości'". - Mowa jest też o naruszeniu przepisów ruchu drogowego, czyli co najmniej dwóch. Ale jakich, tego też dokładnie nie wiadomo. A to daje bardzo duże pole do interpretacji - dopowiedział w tokfm.pl.
Kolejny pakiet zmian wejdzie w życie 3 marca tego roku. Wiadomo, że kierowcy, którzy przekroczą prędkość o ponad 50 km na godz. poza obszarem zabudowanym, automatycznie stracą prawo jazdy na trzy miesiące. Dodatkowo 17-latek będzie mógł ubiegać się o prawo jazdy kategorii B, pod warunkiem uzyskania pisemnej zgody rodziców lub opiekunów.
Źródło: TOK FM