"Stypendium doktoranckie to śmieciówka". Protest naukowców przed Sejmem
Dziś przed Sejmem protest sektora nauki. - To sytuacja patologiczna, nieakceptowalna, że państwo polskie przewiduje, że pełnoetatowemu pracownikowi płaci stawki znacznie poniżej minimalnej krajowej. Tak naprawdę polskie państwo obchodzi przepisy prawa poprzez to, że nie zatrudnia doktorantów na etat. Na dobrą sprawę stypendium doktoranckie to śmieciówka - mówi w TOK FM prof. Michał Tomza z Uniwersytetu Warszawskiego.
- Protest sektora nauki przed Sejmem;
- "Jeśli nie chcemy być dalej montownią Europy, musimy zacząć tworzyć własne zaawansowane technologie" - mówi w TOK FM prof. Michał Tomza z Uniwersytetu Warszawskiego, jeden z organizatorów protestu;
- Czego i dlaczego domagają się protestujący? I ile w ogóle zarabia polski naukowiec?
"3 proc. dla nauki, 100 proc. dla Polski" pod takim hasłem rozpocznie się dziś o godz. 13 protest sektora nauki przed Sejmem.
Jak mówił w TOK FM prof. Michał Tomza, fizyk kwantowy, kierownik grupy badawczej Kwantowych Układów Molekularnych na Wydziale Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego i jeden z organizatorów protestu, teraz Polska wydaje na naukę i szkolnictwo wyższe jedynie 1,2 proc. PKB.
- 3 proc. to baza dla wszystkich najbardziej zaawansowanych krajów na świecie. Najpotężniejsze, jak np. Stany Zjednoczone, wydają na ten cel dużo więcej. Nawet małe kraje, które są "w sytuacji wojennej" przeznaczają na ten cel więcej, bo ok. 5 proc. - zwrócił uwagę w "Poranku TOK FM".
Gość Tomasza Sekielskiego podkreślił też w tym kontekście, że Polska "w tym momencie wydaje dziesiątki miliardów na zakup zaawansowanych technologii z różnych krajów, jak np. Stany Zjednoczone i Korea, chociaż takie technologie powinna rozwijać w kraju". - Przecież niezależność naukowa i badawcza Polski jest polską racją stanu. (...) Jeśli nie chcemy być dalej montownią Europy, musimy zacząć tworzyć własne zaawansowane technologie - podkreślił.
Wskazał przede wszystkim na rozwój sztucznej inteligencji, technologii kwantowej i biotechnologii.
Dopytywany, czy finansowo jesteśmy w stanie udźwignąć takie projekty, odpowiedział krótko: "Jak najbardziej". - Jeżeli będziemy dążyć do 3 proc., to potencjał Polski nie jest mniejszy niż potencjał takich krajów jak Korea Południowa, Austria i Szwajcaria. Inne kraje są ciut bogatsze, to jednak mają dużo mniejszy kapitał ludzki - dopowiedział fizyk.
- Ile lat potrzeba na to, żebyśmy doszli do 3 proc. PKB na naukę? - dopytywał prowadzący.
- W naszej petycji piszemy "do 2030 roku", to oczywiście minimalna skala czasowa. Natomiast to coś, co w ciągu 5-10 lat jest jak najbardziej możliwe. Mamy ambicję, żeby w ciągu 10 lat rzeczywiście dobrnąć do poziomu zachodniej Europy. A moim marzeniem - jako naukowca - jest to, że żebyśmy byli bardziej zaawansowani od naszych zachodnich sąsiadów, jak będę już przechodził na emeryturę - odpowiedział prof. Michał Tomza.
"Nieustanie od ministra Czarnka szorujemy po dnie"
Jakie są tu i teraz główne problemy? Jak wyliczył prof. Michał Tomza to przede wszystkim kwestie finansowe. Tym bardziej, że stypendium doktoranckie w 2026 roku wyniosło ok. 3,5 tys. zł brutto miesięcznie.
- To sytuacja patologiczna, nieakceptowalna, że państwo polskie przewiduje, że pełnoetatowemu pracownikowi płaci stawki znacznie poniżej minimalnej krajowej. Tak naprawdę polskie państwo obchodzi przepisy prawa poprzez to, że nie zatrudnia doktorantów na etat. Na dobrą sprawę stypendium doktoranckie to śmieciówka - zastrzegł.
Tymczasem minister Marcin Kulasek w tygodniku "Polityka" mówi, że rząd zaczął realne zmiany w tym zakresie, w tym "zrealizowali obietnice 30 proc. podwyżki dla kadry akademickiej w 2024 r., a w budżetach na lata 2025-2026 zagwarantowali podwyżki w wysokości odpowiednio 5 i 3 proc., a to realnie około 40 proc. więcej niż 2023 roku, gdy objęliśmy rządy". - Problem jest taki, że inflacja była dużo większa. Tak naprawę to korekta na inflacji i to trzeba podkreślić jednoznacznie - gdyby nie było tej 30 proc. podwyżki, to państwo polskie łamałoby przepisy prawa. Przecież nadal pensja asystenta, czyli najmłodszego naukowca po doktoracie, to 19 zł powyżej minimalnej krajowej. Nieustanie od ministra Czarnka szorujemy po dnie, jeśli chodzi o pensje i finansowanie nauki - skomentował prof. Tomza.
Przywołał przy tym dane, z których wynika, że w pięciu największych polskich miastach średnie pensje to już ponad 11 tys. zł, a w Warszawie i Krakowie dobijają one do 13 tys. zł. - A my chcemy płacić doświadczonym naukowcom z doktoratem, którzy mają prowadzić zaawansowane badania 19 zł powyżej minimalnej krajowej, czyli poniżej 5 tys. zł! To prowadzi do katastrofy, która ma realne zagrożenie dla przyszłości i bezpieczeństwa Polski może nie w perspektywie roku, ale w perspektywie dekady już zdecydowanie - skwitował w TOK FM.
Źródło: TOK FM