advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Polityka

Czy wymiana Poczobuta wyglądała jak na filmach sensacyjnych? Siemoniak w TOK FM zdradził kulisy

2 min. czytania
29.04.2026 18:36

Jak wyglądała akcja wymiany więźniów z Białorusią? - Obserwowaliśmy z premierem wszystko na ekranie z odległości kilku metrów. Byli tylko ci, którzy muszą, którzy zabezpieczają całą sytuację - mówił Tomasz Siemoniak.

Tomasz Siemoniak, Donald Tusk i Andrzej Poczobut
Tomasz Siemoniak, Donald Tusk i Andrzej Poczobut
fot. Kancelaria Prezesa Rady Ministrów

Koordynator służb ujawnił w TOK FM kulisy wymiany Poczobuta. "Skomplikowane przedsięwzięcie"

Andrzej Poczobut po ponad pięciu latach odzyskał wolność. Więziony przez reżim Alaksandra Łukaszenki działacz polskiej mniejszości na Białorusi we wtorek wrócił do kraju.

- Rozmowy polityczne prowadziliśmy wspólnie z MSZ, o wszystkim wiedział premier. Na poziomie służb też odbywały się rozmowy, ciężar spoczywał na Agencji Wywiadu i Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego - mówił w "Wywiadzie Politycznym" Tomasz Siemoniak, koordynator służb specjalnych, wiceprzewodniczący Koalicji Obywatelskiej. Podkreślił jednocześnie znaczenie rozmów Karola Nawrockiego z Donaldem Trumpem.

Ale rolę odegrało też to, że "trzy osoby bardzo pożądane za wschodnią granicą zostały z Polski przekazane, nie będą mieć wieloletnich wyroków". A także współpraca z Rumunią i Mołdawią. - To było skomplikowane przedsięwzięcie przewiezienia osób. Nikt nie ma doświadczeń, nikt w Polsce nie przeprowadzał wymiany na taką skalę - podkreślił Siemoniak.

- Jeszcze jesteśmy w emocjach, działa się historia na naszych oczach. Ta bliskość polsko-amerykańska przyniosła coś bardzo dobrego - zaznaczył gość Karoliny Lewickiej.

Redakcja poleca

Siemoniak uchylił rąbka tajemnicy, jak wyglądała sama akcja. - ABW i AW dograły szczegóły z drugą stroną - jeden za jednego, wszystko było tak przeprowadzane (w sumie wymieniono pięć osób na pięć osób - red.), doprowadzenie, identyfikacja, wymiana. Obserwowaliśmy z premierem wszystko na ekranie z odległości kilku metrów. Byli tylko ci, którzy muszą, którzy zabezpieczają całą sytuację - opowiadał.

- To się działo naprawdę na żywo i mogło się bardzo różnie skończyć - dodał Siemoniak.

Źródło: TOK FM