Duński wywiad: Rosja może zaatakować NATO. "Zawsze chce znaczyć więcej, niż rzeczywiście znaczy"
Rosja zawsze chce znaczyć więcej, niż rzeczywiście znaczy, dlatego choć nie ma potencjału do zaatakowania kraju NATO, nasila prowokacje i akty dywersji - przekonywał w programie "Wybory w TOK-u" Karol Karski z Prawa i Sprawiedliwości.
Według duńskiej Służby Wywiadu Wojskowego i Bezpieczeństwa Rosja może w nadchodzących miesiącach przeprowadzić "ograniczoną operację wojskową przeciwko jednemu z krajów NATO". W ocenie służby ryzyko scenariusza pozostaje niskie, ale rośnie. Zagrożenie dotyczy przede wszystkim któregoś z krajów bałtyckich.
- Widzimy zagrożenie ze strony Rosji. Ono jest stałe z różnym natężeniem w różnych momentach. Natomiast musimy też zwrócić uwagę na treść doktryny Gierasimowa. To jest tak, że Rosja zawsze chce znaczyć więcej niż jej potencjał na to wskazuje - ocenił w programie "Wybory w TOK-u" Karol Karski z Prawa i Sprawiedliwości.
Według gościa audycji Dominiki Wielowieyskiej, Rosja nie jest jednak wystarczająco silna, by zaatakować kraj NATO, dlatego będzie nasiała prowokacje i akty dywersji.
- Rosja będzie nas straszyć poprzez swoją agenturę, także agenturę w innych krajach. Będzie nas przekonywać o zagrożeniu, zagrożeniu zawsze realnym - dodał.
Quiz: Ile wiesz o wydarzeniach mijającego tygodnia? Sprawdź się w quizie TOK FM
Ukończ quiz i odbierz nagrodę do -40% na TOK FM Premium!
Zniżka zależy od uzyskanego wyniku.
Promocje nie łączą się.
"To niesmaczne i perfidne"
Działania Rosji rodzą też pytania o liczbę i treść otrzymywanych przez Polaków ostrzeżeń.
Dobromir Sośnierz z Konfederacji wskazał w tym kontekście na duże natężenie formułowanych przez rząd alertów. - Obawiam się, że jesteśmy na drodze do takiego scenariusza, w którym ludzie przestają się tym przejmować, bo za dużo tego typu ostrzeżeń zostało formułowanych w bardzo kategorycznym tonie - mówił.
Jak dodał, nie ma tymczasem żadnych informacji, by coś się ruszyło w sprawie schronów, szkoleń czy organizacji obrony cywilnej. - Ciągle otrzymujemy ostrzeżenia i nic za tym nie idzie. Nie widać, żeby państwo się do tego jakoś specjalnie przygotowywało - ocenił też.
Patryk Jaskulski z Koalicji Obywatelskiej i Joanna Wicha z Nowej Lewicy podkreślili z kolei, że zagrożenie ze strony Rosji było realne także za rządów Zjednoczonej Prawicy.
- Poprzedni rząd stawiał stawiał na brak informacji. Osobiście uważam, że budując odporność musimy być uczciwi względem społeczeństwa - przyznał polityk KO.
Posłanka Nowej Lewicy przekonywał z kolei: "W momencie, kiedy premier by dla odmiany nie ostrzegał, albo gdyby państwo nic nie robiło i nie ostrzegało choćby alertami, to opozycja by zaraz mówiła: Ale jak to? Przecież premier nie ostrzegł. Nie ma żadnych alarmów, nie ma żadnych alertów! Inna rzecz, że oczywiście można się zgodzić z tym, że alerty powinny być może bardziej dopracowane".
- Innymi słowy: jeśli chodzi o właśnie słowa premiera, to wydaje mi się, że granie w ten sposób, jest niesmaczne i perfidne - skwitował w TOK FM.
Źródło: TOK FM