Groźba ataków na szefów rządów. Ekspert w TOK FM wskazał na dwie hipotezy
- Nadal nie znamy kluczowej informacji na temat zgłoszenia zamachu - mówił w TOK FM dr Michał Piekarski z Instytutu Studiów Międzynarodowych i Bezpieczeństwa Uniwersytetu Wrocławskiego. W ten sposób odniósł się do informacji służb ws. planowanego zamachu na premiera Donalda Tuska i wicepremiera, szefa MON Władysława Kosiniaka-Kamysza.
Groźba ataków na szefów rządów. Ekspert w TOK FM wskazał na dwie hipotezy
W związku z informacją służb o ewentualnym zamachu w niedzielę w CAT ABW odbyło się spotkanie przedstawicieli służb podległych MSWiA: Policji, Służby Ochrony Państwa i funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Na briefingu po zakończeniu spotkania rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Jacek Dobrzyński poinformował, że sygnały o ewentualnym zamachu wpłynęły najpierw do Służby Ochrony Państwa, ta zaś przekazała ją policji. Doprecyzował, że chodzi o mail.
Jak ocenił w TOK FM dr Michał Piekarski z Instytutu Studiów Międzynarodowych i Bezpieczeństwa Uniwersytetu Wrocławskiego to wskazuje na "znaczny stopień prawdopodobieństwa, że ta osoba lub osoby mają zamiar i środki, żeby zamach na życie premiera i ministra obrony przynajmniej próbować przeprowadzić". Zastrzegł przy tym, że "cały czas nie wiemy jednej najważniejszej rzeczy: czy to była groźba skierowana w kierunku premiera i wicepremiera".
- Jeżeli to była groźba, to prawdopodobnie byśmy już usłyszeli, że prokuratura wszczęła postępowanie z artykułu 190 kodeksu karnego. Natomiast tutaj być może było tak, że tę informację przekazała osoba, która była w jakiś sposób powiązana ze sprawcami. Może to jest krewny, może znajomy, może ktoś z ich kręgu, kto starał się, by zmienili zdanie - zastanawiał się.
Dopytywany, czy w takich sytuacjach nie powinno się działać w ciszy, odpowiedział krótko: "Prawdopodobnie było tak, że informacja mogła bardzo szybko wyciec do dziennikarzy". - Być może uznano, że lepiej jest przejąć inicjatywę w narracji i ten komunikat wydać, niż ryzykować, że prędzej czy później ktoś z mediów taką informację poda, powołując się na anonimowe źródła - dopowiedział w rozmowie z Przemysławem Iwańczykiem.
Tyle, że jest jeszcze jedna hipoteza.
- Druga hipoteza jest taka, że być może za decyzją o upublicznieniu tej informacji kryje się coś w rodzaju wywarcia nacisku na osobę lub osoby, które są w tę sprawę zamieszane. Być może to też rodzaj komunikatu na zasadzie: "Słuchajcie, wiemy o was, prędzej czy później was znajdziemy" - dodał.
W ocenie dr. Michała Piekarskiego w całej sprawie jest jeszcze "jeden bardzo niebezpieczny trop". Tym bardziej, mówił, że "kontekst jest w tym momencie związany z trwającą wojną na wschodzie i działaniami hybrydowymi przeciwko Polsce". - Prawdopodobnie jeżeli te dwie osoby są zagrożone, to trop ten jest dosyć oczywisty - podsumował w TOK FM.
Źródło: TOK FM, PAP