"Wizerunkowa demolka" Kościoła, proboszcz odwołany. Ojciec Gużyński: Nie wszystko robił na legalu
Zaczęło się od protestów parafian w Grojcu po odwołaniu proboszcza; skończyło tym, że biskup opuścił kościół pod opieką policji. - Z punktu widzenia prawno-kanonicznego biskup ma powody, i to słuszne, żeby księdza Józefa Zborka odwołać. Ten, w swojej otwartości, nie wszystkie rzeczy zrobił na "legalu" - mówi w rozmowie z tokfm.pl dominikanin o. Paweł Gużyński.
- Protesty parafian w Grojcu po odwołaniu proboszcza;
- Biskup opuścił kościół pod opieką policji, teraz zabrał głos;
- O to, co działo się w parafii w Grojcu tokfm.pl zapytał o. Pawła Gużyńskiego, który zna odwołanego proboszcza.
Biskup bielsko-żywiecki Roman Pindel opublikował w serwisie X nagranie, w którym odniósł się do wydarzeń w Grojcu. W parafii koło Oświęcimia doszło do protestów parafian po odwołaniu proboszcza ks. Józefa Zborka; sam biskup opuścił kościół pod opieką policji. Jak przekazał hierarcha, odwołanie ks. Józefa Zborka z funkcji proboszcza było związane z "bardzo poważnymi nadużyciami w wypełnianiu tej funkcji". - Ksiądz Józef przyznał, że popełnił poważne przestępstwo kanoniczne. Przyjął decyzję Trybunału Kościoła i zgodził się na opuszczenie parafii - dodał biskup Roman Pindel.
Wcześniej diecezja informowała, że ks. Józef Zborek został odwołany z urzędu "z powodu stwierdzonych i udowodnionych poważnych nieprawidłowości w wypełnianiu tego urzędu". Zaznaczono, że decyzja "nie wynika z niczyjej niechęci". Nie podano jednak, o jakie nieprawidłowości chodzi.
Tokfm.pl zapytał dominikanina o. Pawła Gużyńskiego, który osobiście zna ks. Zborka, o jakie przestępstwo kanoniczne chodzi.
- Z punktu widzenia prawno-kanonicznego biskup ma powody, i to słuszne, żeby księdza Zborka odwołać. Ten, w swojej otwartości nie wszystkie rzeczy zrobił na "legalu" - mówi.
Dopytywany o szczegóły, odpowiada, że nie może ich ujawnić ("nie chodzi o ukrywanie sprawy, a obawę, by nikomu zaszkodzić"). - Podam za to hipotetyczny przykład. Księdzu nie wolno w ciągu dnia odprawić więcej mszy niż jedną, za którą otrzyma tzw. stypendium mszalne. Jeżeli potrzeby duszpasterskie wymagają tego, by odprawił więcej mszy świętych, to pieniądze z kolejnych intencji powinny być odprowadzone do kurii - tłumaczy.
Chodzi o to, by przeciwdziałać sytuacjom, w których księża sprowadzaliby sprawowanie sakramentów do biznesu. W myśl zasady: "Nie ma problemu, odprawię 20 mszy, mam 20 intencji i dodatkowy dochód z tego tytułu". - Z formalnego punktu widzenia księdzu nie wolno takich rzeczy robić - podkreśla nasz rozmówca.
Symonia, czyli świętokupstwo - bo o niej mowa - to grzech i zakazana w Kościele praktyka. Polega na kupnie lub sprzedaży nie tylko sakramentów (ale też urzędów kościelnych).
O jakich kwotach mowa? Jak wskazuje o. Gużyński, intencje mszalne to zazwyczaj kwoty od 50 zł w górę, czasami (rzadko) nawet do 1 tys. zł, bo wszystko zależy od hojności i zasobności portfela wiernego. Choć bywa i tak, że ktoś zamawia intencję, a nic nie płaci, bo go nie stać. - Formalnie nie obowiązuje oficjalny cennik, ale księża i tak stosują różne podejście. Historycznie przyjęło się, że jeżeli ktoś prosi o sakramenty, to składa ofiarę. Papież Franciszek, który był "hipisem" Kościoła, chciał od tego odejść, ale wielu księży stawiało opór i podnosiło: "Ale to z czego będziemy mogli się utrzymać?" - dopowiada.
- Rozumiem, że ksiądz Józef Zborek sprawował za dużo sakramentów, za które dostawał kasę, a niekoniecznie rozliczał się z kurią? - dopytujemy wprost.
- Nie potwierdzam i nie zaprzeczam, ale "niedaleko jest pani od Królestwa Bożego" - odpowiedział krótko o. Gużyński.
Zastrzegł, że formalnie sprawa ciągnie się od ok. trzech lat. Ks. Zborek proboszczem był ok. 30 lat.
Dlaczego dopiero teraz zapadła decyzja? Jak tłumaczy o. Gużyński, "wbrew pozorom prawo kanoniczne to uczciwy system. Z jednej strony pilnuje przestrzegania prawa, z drugiej jest w nim więcej niż w prawie świeckim instytucji odwoławczych". - Tyle teoria. W praktyce: wszystkie terminy muszą być dotrzymane. W przypadku ich naruszenia, sprawa może zostać uznana za niebyłą z powodów proceduralnych - dopowiada.
Biskup bielsko-żywiecki wskazał w nagraniu na X, że decyzja w sprawie proboszcza przeszła kościelną drogę odwoławczą. Sprawę zbadała Dykasteria ds. Duchowieństwa, a ostatecznie rozstrzygnięcie zaakceptował Najwyższy Trybunał Sygnatury Apostolskiej.
"Zielona wyspa dla ludzi z pogmatwanym życiorysem"
Biskup Pindel podał też, że nie może ujawnić szczegółów sprawy ze względu na ochronę prywatności duchownego. Zastrzegł, że ks. Zborek "sam może poinformować, kto zapyta".
O. Gużyński dopytywany, po co robić z tego tajemnicę, przyznaje: "W zaistniałej sytuacji można postawić biskupowi zarzuty dotyczące sposobu załatwiania całej sprawy". - Biskup wiedział przecież, że parafianie są mocno za księdzem proboszczem, więc mógł przygotować miękkie rozwiązanie - przekonuje.
Ocenia przy tym, że mieszkańcy Grojca to zwarta społeczność, nie tylko sami parafianie, a to przekłada się na zdecydowane reakcje, by przeciwstawić się nawet biskupowi.
- Nie bez znaczenia jest też fakt, że ks. Zborek był bardzo otwarty, często szedł ludziom na rękę i nie dbał o wymogi formalne. Tam, gdzie inni proboszczowie stawiali wymagania dotyczące sakramentów, on dawał zgodę i np. chrzest lub ślub odbywał się bez zgody właściwego proboszcza (tego, któremu parafianie formalnie podlegali). Podobnie było z innymi sakramentami. Schemat zwykle był ten sam. Inni, w odczuciu samych zainteresowanych, odmawiali, a ksiądz Zborek robił ich zdaniem to, co trzeba. Krótko mówiąc, miał inne, niż wielu księży, spojrzenie duszpasterskie na tak zwane "sytuacje nieregularne". Dawał duży kredyt zaufania, że w przyszłości ludzie poukładają sobie życie według Ewangelii. Starał się zainwestować do przodu. Raz mu się udawało, raz nie - opowiada o. Gużyński.
I dodaje: "To była swoista zielona wyspa dla ludzi z pogmatwanym życiorysem. A sam proboszcz to przesympatyczny człowiek, z dużą kulturą osobistą, której sam doświadczyłem. Dlatego ludzie z innych parafii przenosili się do Grojca, a okoliczni proboszczowie formułowali zarzut, że gra toczy się na nierównych dla wszystkich zasadach".
"Biskup poradzi sobie z wizerunkową demolką?"
O. Gużyński przekonuje też, że rozmowy z wiernymi powinny się zacząć wcześniej, czyli od kiedy biskup stwierdził, że występują nadużycia. Z kolei rada parafialna, dodaje, powinna być do nich włączona jak najwcześniej. - Inna rzecz, że to, co zrobił ks. Zborek, powinno podlegać kontroli już na poziomie samej rady parafialnej - podkreśla.
Z relacji parafian wynika, że rada miała dwu i półgodzinne spotkanie z biskupem, po czym jej członkowie musieli przysiąc na Biblię, że dochowują tajemnicy. Zdaniem naszego rozmówcy, może to świadczyć o tym, że w sprawie są jeszcze dodatkowe wątki. - Być może nadmiarowe pieniądze zostały wykorzystane do czegoś, do czego nie powinny być wykorzystane. Albo wykorzystane, cały czas teoretyzuję, zbyt wcześnie. Pieniędzy nie wolno ruszyć, dopóki intencja nie zostanie odprawiona. To święta zasada - zastrzega. Czytaj: można trzymać środki na lokacie bankowej, ale nie można ich puścić w obieg.
Inna zasada mówi, że pieniędzy nie wolno wykorzystać niezgodnie z intencją ofiarodawcy. Wskazuje, że jeżeli ktoś przychodzi i mówi: "Chciałbym złożyć ofiarę na klasztor i żeby to poszło na renowację figury Świętego Franciszka", to duchownemu nie wolno nawet tych pieniędzy przyjąć, jeśli miałby zamiar wykorzystać je na np. na strojenie kościelnych organów.
- Jest tutaj dużo niuansów i być może biskup boi się tego, czego często boją się biskupi: takie sprawy wywołają zgorszenie. Poza tym jak już wydostają się do opinii publicznej, to bardzo często się robi z tego rzeźnia - podkreśla dominikanin.
- Ale skoro teraz biskup mówi, że chroni proboszcza i że ten może sam o tym poinformować, to nie lepiej, gdyby sam zainteresowany powiedział krótko: "Tak, przyjmowałem za dużo intencji i za mało odprowadzałem do biskupa. Koniec kropka"? - chcemy też wiedzieć.
- To byłaby idealna sytuacja, gdyby ksiądz proboszcz spotkał się z ludźmi i powiedział, o co chodzi. Ale być może jest tak, że ma poczucie, że działał w dobrej wierze, a go skrzywdzono. Albo nie wyobraża sobie rozmowy z wiernymi w partnerski sposób. Jakby nie patrzeć, brak rzetelnego komentarza z jego strony to strzał w kolano - odpowiada o. Gużyński.
Zwraca przy tym uwagę, że "piłka jest teraz po stronie biskupa i od jego mądrości zależy, czy poradzi sobie z wizerunkową demolką". - Albo transparentnie poinformuje opinię publiczną, albo przegra tę potyczkę z kretesem - bez względu na merytoryczność zarzutów wobec proboszcza - dopowiada.
Zdaniem dominikanina, afera z parafią w Grojcu pokazuje jeszcze jedno: konieczne jest wprowadzenia poziomych instytucji kontrolnych do Kościoła i rzecznika praw osób świeckich w tymże. Na wzór Rzecznika Praw Obywatelskich.
- W tym przypadku parafianie składają skargę do rzecznika praw osób świeckich czy też przedstawiają mu sprawę, a ten - dobrze umocowany i z odpowiednimi kompetencjami - mógłby z hierarchami negocjować. Przy okazji sprawdzić, czy działania samej kurii były zgodne z prawem - podsumowuje w rozmowie z tokfm.pl.
Źródło: TOK FM