Dżuma w Rosji. A może zupełnie inny wirus? "Mamy do czynienia z czymś przedziwnym"
Być może laboratoria rosyjskie nie są w stanie określić, co tam się naprawdę stało. Czy nie mamy do czynienia z czymś zupełnie nowym i potencjalnie bardzo niebezpiecznym - tak o śmierci laborantki w Rosji mówił w TOK FM Wacław Radziwinowicz.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego WHO niepokoi się śmiercią laborantki w Rosji?
- Kim była zmarła pracownica instytutu badawczego na Syberii?
Światowa Organizacja Zdrowia domaga się od Rosji dokładniejszych informacji o okolicznościach śmierci pracownicy rosyjskiego laboratorium zajmującego się dżumą. 28-letnia Daria Szypiłowa zmarła w ubiegłym tygodniu. Rosyjskie media podały, że rozbiła probówkę z patogenem dżumy płucnej, a 29 września trafiła do szpitala z objawami przeziębienia. Lokalne władze twierdzą, że zmarła na zapalenie płuc, którego przyczyny nie ustalono.
Sytuacja stała się jeszcze bardziej niepokojąca po doniesieniach o kolejnej osobie z ciężkim zapaleniem płuc. Prezydent USA Donald Trump stwierdził, że Rosja przekazuje Amerykanom "trochę informacji" na temat domniemanego ogniska dżumy w Irkucku na Syberii.
Wątpliwości jest znacznie więcej. W "Pierwszym programie" w TOK FM mówił o tym wieloletni korespondent "Gazety Wyborczej" w Rosji - Wacław Radziwinowicz. - Przykładów tego, że nie możemy traktować władz Rosji jako wiarygodnego źródła informacji, jest bardzo wiele - stwierdził gość Wojciecha Muzala. Dziennikarz przypomniał rosyjskie powiedzenie: "kłamie jak oddycha, a oddycha stale". Oficjalne wypowiedzi rosyjskich polityków - według Radziwinowicza - brzmią jakby były żywcem wyjęte z "Roku 1984" George’a Orwella. Wieloletni korespondent zgodził się z Wojciechem Muzalem, że przypomina to scenariusz komunikacji po wybuchu w Czarnobylu.
"To nie była trzpiotka"
Radziwinowicz zwrócił uwagę, że wersja o tym, iż laborantka zbiła probówkę z pałeczkami dżumy to "absurdalna wersja". - Wiemy, że to nie była trzpiotka, która rozbiła coś bardzo niebezpiecznego, wytarła szmatą i poszła na plotki z koleżankami. Mimo wieku 28 lat, to była kobieta z dużym doświadczeniem, z dyplomem lekarza medycyny. Jej zadaniem było poszukiwanie patogenów dżumy odpornych na leki - wyjaśnił dziennikarz. I podkreślił, że Daria Szypiłowa z pewnością była kompetentna, wyszczepiona i przeprowadzała wszelkie operacje z patogenami w pełnym kostiumie ochronnym.
- Czy te badania, które prowadziła, nie były podwójnego przeznaczenia? Czy ona może być "pacjentką zero"? Na razie nic nie wskazuje na to. Z czym tak naprawdę mamy do czynienia? Możemy mieć rzeczywiście z dżumą, a możemy mieć do czynienia z czymś zupełnie nowym i potencjalnie bardzo niebezpiecznym - zastanawiał się gość TOK FM, wskazując, że badania prowadzone przez zmarłą kobietę mogły mieć cele militarne.
Rosyjska laborantka badała nowy wirus?
Wacław Radziwinowicz dodał, że Szypiłowa prowadziła badania terenowe i - według plotek - właśnie z nich mogła coś "przywlec". - Mogła się natknąć na coś, co przebiło środki ochronne - tłumaczył dziennikarz.
Pytania budzi też reakcja rosyjskich władz. - Tutaj mamy do czynienia z czymś przedziwnym. Na kwarantannę trafiło 200 osób. W nocy, kiedy Szypiłowa zmarła, do jej wielorodzinnego domu zjechała ekipa w kostiumach ochronnych, i spryskała wszystko - jak mówią mieszkańcy - jakimś śmierdzącym świństwem, ale nikogo nie zabrali. Ludzie, którzy mieli kontakt z tą dziewczyną i jej rodziną dostali tylko ulotkę z instrukcją, że gdyby się źle poczuli, to mają dzwonić pod takie a takie telefony. Absolutna niekonsekwencja, absolutny brak profesjonalizmu. Coś tutaj zupełnie skrzeczy - mówił Radziwinowicz w "Pierwszym programie".
Źródło: TOK FM