Kard. Ryś o finansowaniu Kościoła, Braunie i Trumpie. "To chyba trzeba będzie wyciąć… "
"Zderzam się często z przekonaniem, że Kościół ma strasznie dużo pieniędzy i że jest publicznym zgorszeniem, kiedy gdzieś próbuje prowadzić działalność gospodarczą. Kiedy organizowałem Arenę Młodych w Łodzi, przez osiem lat, pierwsze pytanie dziennikarzy brzmiało każdorazowo: 'A zapłaciliście?'. Zawsze odpowiadałem szczerze: 'Płacimy'. Nawet gdy zarządzający Areną proponowali zniżkę, mówiłem: 'Płacimy'. A jednak pierwsze pytanie i tak zawsze dotyczy tego, czy ktoś nam coś dał za darmo" - mówił kard. Grzegorz Ryś w rozmowie z Karolem Kleczką w książce "Nie tracę nadziei".
Poniższy fragment pochodzi z będącej zapisem rozmowy Karola Kleczki z kard. Grzegorzem Rysiem książki pt. "Nie tracę nadziei", która ukazała się 23 września 2026 roku nakładem wydawnictwa Znak.
Mówi ksiądz kardynał o tym, co dziś jest już zamierzchłą przeszłością, ale przecież są świeższe przypadki. Myślę na przykład o błogosławieniu nacjonalistów. Rozumiem, że każdy zasługuje na modlitwę. Kiedy jednak widzę kogoś, kto otwarcie głosi nienawiść wobec innych ludzi, innych wyznań, mniejszości, i jakiś kapłan lekką ręką błogosławi takiego nienawistnika, a biskup nie wyciąga wobec niego żadnych konsekwencji, z drugiej zaś strony wspomnę na to, jaka presja ciąży na księżach, którzy odważyli się odprawiać msze we wspólnotach osób LGBTQ+, jak ich sekowano - to powiem bez ogródek, że krew mnie zalewa.
To chyba trzeba będzie wyciąć… Ale mówiąc poważnie: rozumiem nerwy, zarazem mam jednak wrażenie, że wsadza pan różne rzeczy do jednego worka. Sam mam alergię na "kazania" polityków na Jasnej Górze. Natomiast co do błogosławienia nacjonalistów - tu mamy jakiś skrót myślowy. Chodzi panu o pielgrzymki kibiców?
Tak, właśnie o nich myślałem i mówię to z bólem, bo sam jestem kibicem.
Zgoda: fakt, że przemocowe zachowania nie są piętnowane, a publiczne ujawnianie swojej orientacji seksualnej - już tak, to jest dramat i wina naszej, kościelnej strony. Przemoc powinna być jasno piętnowana, każdy jej rodzaj, a nie jest.
Wróćmy jednak do kibiców. Nie widzę nic złego w tym, że ktoś organizuje pielgrzymkę tej grupy na Jasną Górę. Ważniejsze jest, co oni tam dostają. Jeśli taka pielgrzymka miałaby służyć wygłaszaniu haseł politycznych albo stanowić okazję do agitacji, to nie powinno do niej dojść. Ale jeśli Kościół podejmuje przy jej okazji wysiłek ewangelizacyjny i formacyjny, to chwała Bogu. Może będzie troszkę bezpieczniej na stadionach?
(... ) Nigdy nie będę bronił żadnych zachowań patologicznych ani nienawistnych haseł, natomiast nie widzę nic złego w tym, że ktoś organizuje pielgrzymkę.
Ale wie ksiądz kardynał, jak trudno jest z uwagi na odbiór publiczny zorganizować pielgrzymkę osób LGBTQ+? Czasem nawet trudno takiej wspólnocie znaleźć duszpasterza.
Tak, to jest problem, zgadzam się. Myślę nawet, że problem ten jest jeszcze szerszy. Często nam się wydaje - i boję się, że to dotyczy też biskupów - że całą gwarancją bycia chrześcijaninem w życiu publicznym jest zajmowanie stanowiska przeciwnego aborcji i eutanazji. Cały przekaz redukujemy do tego. A przecież nauczanie społeczne Kościoła ma o wiele więcej wymiarów. Śledząc pontyfikat Leona XIV, można zauważyć, że wyraźną linią demarkacyjną staje się stosunek do kwestii wojny i pokoju. Polityk nie może uważać się za zwolennika katolickiej nauki społecznej, a jednocześnie zabiegać o udostępnienie danemu krajowi broni nuklearnej. Nauczanie Kościoła jest pod tym względem jasne: samo posiadanie broni nuklearnej jest niemoralne. Podobnie jasno zdeklarowany jest otwarty stosunek do migrantów, do Żydów… Ktoś, kto się z tym ewidentnie rozmija, nie może mówić o sobie, że wyznaje katolicką naukę społeczną, nawet jeśli w kwestii aborcji i eutanazji jego głos brzmi tak samo, jak głos Kościoła. Jeden aspekt nie wystarczy. (...)
Równocześnie mamy też takich polityków, którzy wykorzystują symbolikę religijną i robią to w otwarty sposób - na przykład zwyczajowo witają się: "Szczęść Boże".
Na temat tego pana wypowiadałem się chyba jako jeden z nielicznych biskupów w Polsce, gdy mówiłem, że jest mi wstyd za to, co zrobił w Sejmie ze świecami chanukowymi - bo jemu wstyd nie było.
Widzę jednak, że dochodzi do jakiegoś dziwnego pęknięcia. Z jednej strony pamiętam taki Kościół, który ogrzewał się w blasku władzy świeckiej, a z drugiej, gdy dziś biskupi wzywają do pomocy uchodźcom, to posłuchu nie ma.
No, bo pan już nie pamięta tej władzy, która ogrzewała się w Kościele. (...)
Jednym ze sporów, które teraz się toczą, jest ten dotyczący kształtu finansowania Kościoła. Wśród głosów krytycznych pojawia się na przykład taki: Kościół trzyma z władzą, bo to daje mu jakąś stabilność finansową - władza nie rusza majątku Kościoła.
Władza nie rusza majątku Kościoła? To niech go odda. Takie jest zaplecze sporu. Tak zwany Fundusz Kościelny to jest w ogóle odwrócenie porządku; w debacie publicystycznej on oczywiście pracuje przeciw Kościołowi, jednak sam Fundusz nie wziął się stąd, że Kościół wykonał skok na kasę, tylko stąd, że państwo wcześniej wykonało skok na Kościół.
(...) Jestem głęboko przekonany, że Kościół w wielu aspektach powinien być współfinansowany przez państwo. Najprostszy przykład: byłem dyrektorem Archiwum Kapituły Katedralnej na Wawelu i naprawdę nie jest tak, że to archiwum może samo wygospodarować środki, dzięki którym zaopiekuje się swoimi zbiorami. Są tam rzeczy, których nie da się przeliczyć na pieniądze. Mówimy o kilkuset rękopisach średniowiecznych, bezcennych dokumentach z dawnych wieków. Otwierasz księgę z przełomu siódmego i ósmego wieku - i nie jesteś w stanie tego wycenić. Trzeba o nią dbać, bo jeśli warunki przechowywania nie będą odpowiednie, strony mogą się scalić właściwie w jedną mierzwę. Konserwacja takiego jednego rękopisu to są dziesiątki czy setki tysięcy. Tego się zwyczajnie nie da zrobić za darmo, wszyscy to wiedzą. Tylko w stosunku do Kościoła formułowana jest teza: "Kościół ma pieniądze, to niech sobie płaci". Ciekawe, skąd ma je mieć. Proszę bardzo, proszę wziąć i utrzymać katedrę na Wawelu albo Kościół Mariacki i robić renowacje, które trwają cały okrągły rok i następny, i następny. Ile kosztuje renowacja ołtarza Wita Stwosza? To jest wielka, niekończąca się praca konserwatorska, związana z potężnym poczuciem odpowiedzialności za powierzone nam dobro. Jest więc wiele obszarów, w których konieczność współpracy zdaje się wręcz oczywista - tylko że współpraca ta powinna się odbywać na klarownych zasadach i opierać na przejrzystych procedurach.
Boi się ksiądz kardynał takiego Kościoła, który byłby słaby w zakresie władzy? Czy wyobraża sobie ksiądz taki Kościół w Polsce, który nie miałby przywilejów wynikających z jego - bardzo ważnej, często podnoszonej - funkcji historycznej? Ale jakie dzisiaj ma Kościół przywileje w tym kraju? Całą masę! To olbrzymia instytucja nie tylko o solidnym budżecie, ale też istotnej roli w debacie publicznej, kształtowaniu opinii.
Zderzam się często z przekonaniem, że Kościół ma strasznie dużo pieniędzy i że jest publicznym zgorszeniem, kiedy gdzieś próbuje prowadzić działalność gospodarczą. Kiedy organizowałem Arenę Młodych w Łodzi, przez osiem lat, pierwsze pytanie dziennikarzy brzmiało każdorazowo: "A zapłaciliście?". Zawsze odpowiadałem szczerze: "Płacimy". Nawet gdy zarządzający Areną proponowali zniżkę, mówiłem: "Płacimy". A jednak pierwsze pytanie i tak zawsze dotyczy tego, czy ktoś nam coś dał za darmo.
Naganna jest na pewno ekstrawagancja i bogactwo po stronie osób prywatnych w Kościele, mówiąc w skrócie - niektórych księży. To jest poważny temat. Jan Paweł II mówił do polskich duchownych chyba w 1987 roku, że stanem posiadania powinni być na poziomie średniej krajowej albo poniżej niej. To jest bardzo dobra wskazówka, uwzględniająca też (a zarazem pokazująca) różnicę między regionami. To, co jest średnią w Warszawie, nie jest średnią na ścianie Wschodniej ani na Pomorzu Zachodnim.
(...) Myślę, że Kościół powinien być traktowany tak samo jak wszystkie inne podmioty w obiegu pieniądza. Dlatego mianowałem pierwszego świeckiego ekonoma w diecezji krakowskiej, kierując się kompetencjami i dbając o przejrzystość. Musimy się uczyć, jak zarządzać - pod tym względem jest wręcz odwrotnie, niż pan sugerował. Kiedy rozmawiam z ekonomistami, podkreślają: zarządzanie majątkiem kościelnym musi mieć swoją specyfikę. Z jednej strony liczą się zasady ekonomiczne, jasno rozliczane i przejrzyste. Z drugiej - coś więcej niż tylko prawa ekonomii, bo nie możemy myśleć w kategoriach zysku, to byłoby nieewangeliczne. Ludzie słusznie oczekują od Kościoła czegoś więcej, na przykład, że parafia z kamienicami nie będzie wynajmować lokali wyłącznie według ceny rynkowej, ale poniżej niej.(...)
Wróćmy do kwestii pozycji Kościoła katolickiego. Wydaje się, że dużo osób, również polityków, liczy się z jego głosem - przynajmniej wtedy, gdy mogą ów głos wykorzystać. Kościół ma wielki kapitał symboliczny.
Dużo ludzi go wciąż tworzy, więc trudno, żeby nie liczyli się z jego głosem. Natomiast czy Kościół ma jakieś przywileje? Nie wiem. Chcę powiedzieć, że nie mam nic przeciwko temu, że w polskość wpisane jest chrześcijaństwo. Uważam - jak pięknie kiedyś powiedział ksiądz Tischner - że polskość to ciągle propozycja etyczna. Także dlatego po naszej stronie, czyli po stronie Kościoła, jest piłka, żeby tej tożsamości jakoś posługiwać, a nie nią manipulować, czyli jej nadużywać.
Cieszę się, że przez wszystkie lata biskupstwa udawało mi się współpracować z tymi władzami, jakie były. Jeśli jakikolwiek poseł czy, szerzej, parlamentarzysta w tym kraju prosi mnie o spotkanie, zawsze je otrzymuje. Jeśli ktokolwiek z miejscowych polityków czy samorządowców tego potrzebuje, to oczywiste, że się spotykamy, i wcale nie robimy z tego potem publicznych oświadczeń. Po prostu uważam, że jest tutaj istotna przestrzeń do współpracy. O to chodzi w zapisie konstytucyjnym: autonomia i współpraca. Z drugiej strony wydaje mi się, że obecnie mamy dużo przykładów pokazujących, jak łatwo jest politykom wywierać presję na Kościół. Mamy pana prezydenta Stanów Zjednoczonych, który robi - a w każdym razie mówi i pisze - rzeczy totalnie niedopuszczalne w odniesieniu do Kościoła katolickiego. I to jest możliwe wszędzie. Uważam, że na przykład politycy, którzy wypowiadają się na temat listu episkopatu o rocznicy modlitwy papieża Jana Pawła II w synagodze, twierdząc, że jest heretycki, dopuszczają się totalnego nadużycia swojego miejsca w społeczeństwie. (...)
Posłuchaj: