,
Obserwuj
Gospodarka

Znany klub piłkarski z żółtą finansową kartką. Jego fenomenalne wyniki są na sterydach

Wojciech Kowalik, Anna Augustyn
4 min. czytania
11.10.2026 09:58

Klub piłkarski, który przez dziesięciolecia żył w cieniu słynniejszych drużyn, stał się w ciągu kilkunastu lat seryjnym mistrzem i siódmym najcenniejszym klubem świata. Chodzi o Manchester City, który - jak się okazuje - przez lata posługiwał się finansową hochsztaplerką, żeby (z pomocą pieniędzy od arabskiego właściciela) pokazywać lepsze wyniki finansowe, co przekładało się na lepsze kontrakty i możliwości kupowania lepszych zawodników. To pompowanie kasy trwało dekadę, nieprawidłowości w papierach jest grubo ponad sto, a Premier League zastanawia się teraz, co z tym zrobić. W grę wchodzą potężne grzywny, odjęcie punktów, zawieszenie, odszkodowania. Wszystko przełoży się na mniejsze pieniądze z tego wielkiego biznesu, jakim jest piłka nożna.

Fani Manchesteru City
Fani Manchesteru City
fot. Eibner-Pressefoto/Scott Coleman / Imago sport / Forum

To finansowy faul w piłce nożnej. W tym odcinku powiemy:

  • jak arabska pompka finansowa napompowała wyniki: te finansowe i te sportowe znanego klubu piłkarskiego
  • jakie znaczenie mają podrasowane wyniki finansowe dla wyniku sportowego
  • i z jakimi karami za to podrasowanie ten klub musi się liczyć

To będzie odcinek o pompowaniu piłki. Piłka jest nożna, pompka arabska, a skala pompowania międzynarodowa. Podobnie jak sportowy sukces. Bo jeden z najlepszych na świecie klubów piłkarskich okazał się być kolosem na glinianych nogach. Co szczególnie w sporcie opartym na bieganiu nie wróży zbyt dobrze. Jeśli chcesz wiedzieć, czy finansowa hochsztaplerka odbierze ci możliwość oglądania piłki na najwyższym poziomie, ten odcinek jest dla Ciebie.

A zaczynamy od pewnej majowej niedzieli 2012 roku. Gdy angielski klub piłkarski Manchester City rozgrywa dramatyczny mecz, który zaważy na jego przyszłości. Walczy o mistrzostwo Anglii. Remisuje do końca regulaminowego czasu. Sędzia dolicza dodatkowe minuty. Manchester City zdobywa upragnionego gola i po blisko półwieczu zdobywa najważniejszy w sezonie puchar. Czternaście lat później okazuje się, że ten sezon - razem z ośmioma innymi - był grany na, nazwijmy to delikatnie, dopingu. I to nawet podwójnym. Konkretnie na dopingu finansowym. Z "podrasowanymi" księgami rachunkowymi. Zapytasz jakie to ma znaczenie dla sportowego sukcesu, który przecież osiąga się na boisku, nie finansowych raportach. Otóż ma znaczenie zasadnicze. Ale zanim powiemy o tym jakie i dlaczego – wcześniej o głównym bohaterze. Oto klub Manchester City w liczbach.

Finanse klubu na sterydach

I porównanie: czym był 20 lat temu i czym jest dziś. Po tym jak zmienił właściciela i trafi w emirackie ręce. W 2008 roku kupiła go spółka Abu Dhabi United Group, należąca do szejka Mansura bin Zajida Al Nahajana, brata obecnego prezydenta Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Sprzedawcą był Thaksin Shinawatra, były premier Tajlandii, który w tym czasie ukrywał się przed sądem za korupcję. Tajlandzki właściciel nie miał za co piłkarzy utrzymać, bo jego majątek został zamrożony w związku z zarzutami. W ten sposób klub zmienił właściciela.

Emiratczycy kupili Manchester City za 250 milionów dolarów. Dziś Forbes wycenia City na 5,5 miliarda dolarów - to siódmy najcenniejszy klub piłkarski świata. Przychody w sezonie 2007/2008 - około 160 milionów dolarów. W 2025 roku, według Deloitte - 940 milionów. Najdroższy piłkarz przed przejęciem: Nicolas Anelka, niecałe 19 milionów dolarów w 2002 roku. W tym roku: Enzo Fernández, 169 milionów dolarów. I trofea. Przed 2008 rokiem - dwa mistrzostwa Anglii w całej historii. Po 2008 - osiem. Łącznie 22 trofea, w tym Liga Mistrzów w 2023 roku.

Klub, który przez dziesięciolecia żył w cieniu słynniejszych drużyn, stał się w ciągu kilkunastu lat seryjnym mistrzem. A sukces sportowy przyniósł Zjednoczonym Emiratom Arabskim wizerunkowe korzyści w Europie. Daleko większe niż cena zapłacona za City.

Skoro jest tak dobrze to, dlaczego jest tak źle? Bo osiągnięcia piłkarskie zostały "napompowane" finansami na sterydach. Wszystko to wbrew zasadom, które rządzą klubową działalnością. Zasadom, które mają dawać wszystkim (mniej więcej) równe szanse. W ostatnich dniach września Premier League ogłosiła wyniki postępowania niezależnej komisji dyscyplinarnej. Manchester City uznała winnym wszystkich 115 naruszeń zasad finansowych. O jakie pieniądze chodzi? Według komisji City przez prawie 10 lat od 2009 roku inkasowała pieniądze od właściciela i księgowała je jako wpłaty od sponsorów. Nie uwzględniała też części kosztów. W ten sposób sfałszowała swoje wyniki o 1,2 miliarda dolarów. Bo pieniądze wpłacane przez szejka udawały pieniądze zarobione na rynku.

Po co to wszystko? Proste: żeby móc wydawać więcej. Zasady finansowe w piłce - w Premier League i w UEFA - wiążą to, ile klub może wydać, z tym, ile zarabia. Jeśli pieniądze właściciela udają wpłaty od sponsorów klub wygląda na bogatszy niż jest. Jeśli części pensji trenera czy piłkarzy nie wykażesz w raportach, klub wygląda na oszczędniejszy niż jest. W obu przypadkach zostaje więcej miejsca na zakupy. Na przykład piłkarskich sław. A rywale, którzy raportują uczciwie, zostają w tyle.

Jakie kary wchodzą w grę?

Co teraz? Manchester City odwołał się od decyzji niezależnej komisji. I czeka na ostateczne postanowienia, które powinny zapaść najdalej na początku przyszłego roku. Jakie kary wchodzą w grę? Regulamin Premier League daje sporo możliwości: nieograniczona grzywna, odjęcie punktów, zawieszenie, odszkodowania. A nawet rekomendacja o wykluczeniu z ligi. Precedensy są. Trzy lata temu punkty straciły za karę dwa brytyjskie kluby, ale - uwaga! - na koncie miały tylko pojedyncze przewinienia. City, natomiast, ma na liczniku prawie dekadę pompowania kasy. A co z tytułami? Choć trwa ożywiona dyskusja na temat możliwości ich odebrania, w praktyce prawdopodobieństwo jest niewielkie. A w przypadku trofeów przyznawanych przez inne organizacje - na przykład europejskie - żadne.

Na koniec o samym biznesie. Bo piłka to biznes. Premier League jest jedną z największych maszyn do robienia pieniędzy w światowym sporcie. W sezonie 24/25 kluby ligi zarobiły łącznie 9 miliardów dolarów, a możliwe, że rok później nawet więcej. Żadna inna liga nie jest nawet blisko. Dla każdego klubu odjęcie punktów to niższe miejsce w tabeli to mniej pieniędzy z ligi. Brak Ligi Mistrzów to brak nagród, praw telewizyjnych, lukratywnych meczów na własnym boisku i globalnej sławy. A spadek albo wykluczenie? Brak wypłat z centralnej puli Premier League i mniejsza atrakcyjność dla sponsorów, którzy płacą za widownię na całym świecie. Do tego piłkarze. Nie ma przepisu, który automatycznie uwalnia od podważanych kontraktów, ale gwiazdy nie zostają w klubie, który nie gra w najlepszych turniejach. W perspektywie City ma więc co najmniej żółtą, o ile nie czerwoną kartkę.

Źródło: TOK FM