,
Obserwuj
Polityka

Polska jak druga Białoruś? Ekspert od cyberbezpieczeństwa ostrzega. "Okaże się, że jest za późno"

2 min. czytania
13.10.2026 12:10

Rosyjska dezinformacja w Polsce masowo wykorzystuje popularne portale społecznościowe do siania propagandy. - Jeżeli odniesie ona skutek, to nagle może się okazać, że wpadniemy w sieć wpływów Federacji Rosyjskiej - przestrzegał w TOK FM Krzysztof Kaliński, ekspert w tematyce cyberbezpieczeństwa.

biuro Yandex w Moskwie
biuro Yandex w Moskwie
fot. Anastasia Barashkova / Reuters / Forum

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie działanie może przynieść rosyjska dezinformacja?
  • Czy faktycznie atak na centra danych Yandex przełożył się na mniejszy ruch rosyjskich trolli?
  • Kto może zostać oszukany przez rosyjską dezinformację?

Ataki dronów na trzy centra danych rosyjskiej firmy technologicznej Yandex zakłóciły działanie aplikacji taksówkowych, dostawczych i innych usług cyfrowych w Kazachstanie, Kirgistanie i Uzbekistanie - poinformował portal Times of Central Asia (TCA). Zdaniem TCA incydent ujawnił zależność gospodarki cyfrowej państw regionu od infrastruktury obliczeniowej znajdującej się poza ich granicami. 

W ocenie Krzysztofa Kalińskiego, eksperta w tematyce cyberbezpieczeństwa z Uniwersytetu Civitas, atak choć bolesny dla Rosji, nie przełożył się na zmniejszoną aktywność siatek trolli. 

Na pytanie Wojciecha Muzala o wykres, na którym widać ogromny spadek ich działalności i który ma być przykładem na "derusyfikację internetu", wskazał, że źródło grafiki jest nieznane, a zapewne jest ona wygenerowana przez sztuczną inteligencję. Może to być wręcz jeden z punktów rosyjskiej dezinformacji. - Może wykorzystać naszą łatwowierność: skoro uważamy, że wpisów rosyjskich trolli ma być mniej, to możemy łatwiej ulegać dezinformującym wpisom - mówił.

Jak dodał to jedno z zagrań socjotechnicznych i "jak najbardziej może być in plus dla Federacji Rosyjskiej". 

- Niezwykle trudno bronić się przeciwko takim atakom socjotechnicznym. W większości przypadków ludzie po prostu nie mają czasu na weryfikowanie informacji i chłoną to, co jest podawane na tacy - dodał Kaliński. Podkreślił przy tym, że nawet ci bardzo zaangażowani w cyberbezpieczeństwo i walkę z dezinformacją mają z tym problem. - Oszukać da się każdego. Przeciętny Kowalski będzie miał potężny problem, żeby unikać takich ataków i nie dać się nabrać na takie rzeczy - stwierdził gość Wojciecha Muzala.

W opinii eksperta z Uniwersytetu Civitas ratunkiem przed dezinformacją byłoby wprowadzenie mechanizmów weryfikacji użytkowników przez platformy społecznościowe, jednak nie jest to platformom na rękę. - Im więcej użytkowników, tym więcej pieniędzy. A jeżeli zaczęlibyśmy weryfikować wszystkich użytkowników serwisu społecznościowego, to liczba kont mogłaby drastycznie spaść - mówił Krzysztof Kaliński.

Jak dodał, big techy nie kierują się wartościami demokratycznymi. - Ważne, żeby na koniec miesiąca dochód się zgadzał - podkreślił  ekspert w TOK FM.

Gość TOK FM wskazał też na inne konsekwencje, jakie może nieść za sobą rosyjska dezinformacja w mediach społecznościowych. - Jeśli większość społeczeństwa uwierzy w to, że to Federacja Rosyjska jest jedynym słusznym wyborem, bo tylko ona ich uratuje i pokaże kierunek wolnościowy, to potem się okaże, że będzie za późno. Jak wpadniemy w strefę rosyjskich wpływów, to nagle będziemy troszeczkę jak Białoruś - ocenił gość Wojciecha Muzala. Według niego opuszczenie struktur zachodnich może się dla Polski "bardzo boleśnie skończyć".

Źródło: TOK FM