Wielka awantura w studiu TOK FM. "Te słowa nigdy nie powinny paść!"
- Politycy w audycji "Wybory w TOK-u" ostro dyskutowali na temat edukacji zdrowotnej.
- Paulina Piechna-Więckiewicz z Lewicy deklarowała, że przedmiot ten powinien być obowiązkowy i jej ugrupowanie będzie dążyło do tego, by tak się stało.
- Krzysztof Kwiatkowski dobrze oceniał podstawę programową, jednak jego zdaniem przy takich emocjach politycznych decyzja, by edukacja zdrowotna była dobrowolna, jest dobra.
- Piotr Uściński i Dobromir Sośnierz ocenili, że w edukacji zdrowotnej zawarte są stwierdzenia światopoglądowe i ideologiczne, co wzbudziło ostrą odpowiedź pozostałych uczestników dyskusji.
Przedmiot edukacja zdrowotna początkowo był planowany jako obowiązkowy, jednak w ostatnią niedzielę wicepremier i minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz zapowiedział, że udział w zajęciach będzie dobrowolny. Ministra edukacji Barbara Nowacka najpierw zareagowała, komentując, że "ktoś pomylił MON z MEN", jednak po kilku dniach przyznała, że edukacja zdrowotna nie będzie obowiązkowa.
Edukacja zdrowotna będzie obowiązkowa w tej kadencji Sejmu?
W audycji "Wybory w TOK-u" w TOK FM wiceministra edukacji Paulina Piechna-Więckiewicz podkreślała, że decyzję podjęła sama Nowacka. Z drugiej jednak strony polityczka podkreślała, że jako przedstawicielka Lewicy jest za tym, by zajęcia z edukacji zdrowotnej były obowiązkowe. - Co więcej, będziemy robili wszystko, żeby w tej kadencji takim przedmiotem się stał - deklarowała.
Senator Krzysztof Kwiatkowski z Koalicji Obywatelskiej oceniał, że jego zdaniem przedmiotowi nie towarzyszą kontrowersje, a emocje polityczne. - Uważam, że w sytuacji, w której takie emocje polityczne się pojawiają, szczególnie w takim momencie jak kampania prezydencka, to jest dobre rozwiązanie - stwierdził. Jednocześnie chwalił sam przedmiot i jego zakres.
Polityka wygrała z edukacją zdrowotną. 'Szkoda. Wskaźniki dotyczące dzieci biją na alarm'
- Ja rozmawiałem z szefem zespołu programowego, który przygotowywał te zajęcia, panem profesorem Izdebskim. Kiedy patrzę na te bloki tematyczne - choroby cywilizacyjne, zdrowy styl życia, znaczenie wychowania fizycznego, także sprawy związane z cielesnością człowieka, np. identyfikacja tzw. złego dotyku, żeby dziecko widziało, kiedy przekraczana jest ta delikatna granica, gdzie możemy powiedzieć o napaści seksualnej wobec dziecka - uważam, że jest to wiedza niezbędna - oceniał. Przewidywał, że rodzice będą "dopisywać dzieci na zajęcia w czasie roku szkolnego".
Polityk PiS o "uczeniu dzieci masturbacji"
Piotr Uściński z Prawa i Sprawiedliwości uważa jednak, że edukacja zdrowotna musi być nieobowiązkowa ze względu na konstytucję, "która gwarantuje rodzicom prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami". - Oprócz tych wszystkich dobrych rzeczy, typu właśnie edukacja w zakresie zdrowego odżywiania, chorób cywilizacyjnych itd. - to wszystko, o czym mówili poprzednicy, jest tam dużo dobrych elementów, ale niestety w programie tym zostały zawarte właśnie te sprawy związane z seksualnością człowieka. A wiemy, że to jest jednak sfera, w której są różne modele wychowawcze - przekonywał gość Tomasza Setty.
Na argument, że dzieci mają prawo do rzetelnej wiedzy na temat zdrowia, polityk odpowiedział: "mówicie na to edukacja seksualna, a na zachodzie widzimy, jak w ramach edukacji seksualnej uczy się dzieci masturbacji. Również w Polsce były takie zajęcia".
Burza po słowach Sośnierza z Konfederacji
- Niech sobie lewicowa pani minister posyła dzieci na jakiś tam lewicowy przedmiot, ale w sposób dobrowolny - stwierdził z kolei Dobromir Sośnierz z Konfederacji. I argumentował, że w podstawie programowej edukacji zdrowotnej jest "przemycana typowo lewicowa siatka pojęciowa, czyli cis-płciowość, trans-płciowość, która sama w sobie przekazuje pewien światopogląd". Powtarzał, że jest jedna orientacja i jej ewentualne zaburzenia.
Dlaczego koalicja kłóci się o edukację zdrowotną? 'Nie chodzi o to, co w tym przedmiocie jest'
Na to Paulina Piechna-Więckiewicz stwierdziła: "Nauka się z panem nie zgadza". - Zależy która nauka - odpowiedział Sośnierz. Na to prowadzący audycję Tomasz Setta stwierdził, że o różnych orientacjach seksualnych usłyszymy, kiedy pójdziemy do lekarza.
- Dlaczego dzieci nie mają usłyszeć tego w szkole? - pytał dziennikarz.
- Bo to jest ideologia - stwierdził Sośnierz.
- To nie jest ideologia, to jest kwestia faktów - odpowiedział Setta.
Rząd rzuca linę Ordo Iuris? Chodzi o edukację zdrowotną. 'Ktoś tu mocno odleciał'
Krzysztof Kwiatkowski ocenił, że mówienie o "jednej prawidłowej orientacji seksualnej" jest wysyłaniem sygnału, że orientacja nieheterosektualna jest nieprawidłowa. - Jest absolutnie niedopuszczalne mówienie, że ktoś ma nieprawidłową orientację seksualną. Stygmatyzowanie, dzielenie tych ludzi w historii doprowadzało do tragedii - przekonywał.
- Uważam, że słowa o "prawidłowo ukształtowanej orientacji seksualnej" nigdy nie powinny paść w tym studiu. Medycyna mówi, że jest więcej niż jedna orientacja seksualna i to już jest nauka - oburzał się Kwiatkowski.