,
Obserwuj
Polityka

Ostateczne starcie Trzaskowskiego i Nawrockiego. "Można wygrać debatę i przegrać wybory"

Aleksandra Gruszczyńska
4 min. czytania
23.05.2025 06:39
- Debata jest jak walka na bokserskim ringu, trzeba patrzeć, kiedy przeciwnik obniży gardę i wtedy spróbować wyprowadzić własne uderzenie - powiedział w TOK FM prof. Piotr Osęka. W jego ocenie piątkowa debata prezydencka może przynieść zupełnie nieoczywisty efekt.
|
|
fot. Wojciech Strozyk/REPORTER/EAST NEWS
  • 1 czerwca Polacy zdecydują, kto zostanie prezydentem;
  • Na ostatniej prostej mierzą się prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski z PO i popierany przez PiS Karol Nawrocki, szef Instytutu Pamięci Narodowej;
  • Wciąż część Polaków nie wie, na kogo odda swój głos. Jak mówił w TOK FM prof. Piotr Osęka z Instytutu Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk, to właśnie elektorat środka może przechylić szalę zwycięstwa na rzecz jednego z kandydatów;
  • Czy w przekonaniu do siebie nieprzekonanych może pomóc debata prezydencka? Zdaniem eksperta można wygrać debatę i przegrać wybory i odwrotnie.

To będzie ostatnie wielkie starcie między Karolem Nawrockim a Rafałem Trzaskowskim. W piątek wieczorem miliony Polaków zasiądą przed telewizorami, by oglądać, kto z tego ringu zszedł na tarczy, a kto wyszedł z tarczą.

Czy zatem debaty telewizyjne mogą przesądzić o wygranej? Zdaniem prof. Piotra Osęka z Instytutu Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk, na przestrzeni lat debaty miały różną siłę rażenia i oddziaływania na wyborców. Gość 'Wywiadu politycznego' przypomniał debatę prezydencką z 2015 roku, w której zmierzyli się Bronisław Komorowski i Andrzej Duda. Jak zaznaczył, zdaniem większości komentatorów, ale też widzów, debata była wygrana przez Komorowskiego, ale ostatecznie nie przyniosła mu zwycięstwa. - Można wygrać debatę i przegrać wybory i na odwrót - podkreślił gość TOK FM.

- Urok debaty polega na tym, że kandydaci muszą mówić po raz pierwszy w sposób nieoskryptowany, czyli nie mogą mówić wyłącznie przygotowanym wcześniej tekstem. Na wiecach politycy najczęściej mówią to, co sobie już wcześniej ze sztabem przećwiczyli. Wówczas rzadko kiedy jest okazja do spontanicznej wypowiedzi, a debata polega przede wszystkim na spontaniczności - podkręslił prof. Osęka. Jak dodał, na debacie trzeba właśnie pokazać swój refleks i udzielić celnej riposty.

Zobacz także:

Tajemnicza koperta Trzaskowskiego. Co w niej było? Znamy pomysł sztabu Nawrockiego

- Najczęściej te debaty przybierają formę boksu, czyli wymiany ciosów. Na wymianę głębszych myśli, czy koncepcji programowych nie ma po prostu czasu, a i formuła programu na to nie pozwala. Dlatego to jest boks, trzeba patrzeć, kiedy przeciwnik obniży gardę i wtedy spróbować wyprowadzić własne uderzenie - wyjaśnił rozmówca Karoliny Lewickiej. Jak dodał, nie sprzyja to namysłowi nad jakością kandydatów, ale podczas takiego starcia chodzi o pewne atrakcyjne widowisko, żeby widzowie się nie znudzili i nie wyłączyli telewizorów.

Na debacie jak na ringu. Coś może wymknąć się spod kontroli

Prowadząca audycję dopytywała, czy o zwycięstwie debaty może zadecydować efekt pierwszeństwa, czyli kto pierwszy zaistnieje, zrobi dobre wrażenie, czy raczej efekt świeżości, czyli kto będzie miał lepszy finisz i zapisze się na ostatniej prostej w pamięci odbiorców? Jak wyjaśnił ekspert Polskiej Akademii Nauk, w dużej mierze decyduje o tym efekt postdebaty, czyli to, jak potem jest omawiana. - Jakiś lapsus, gafa, albo dla odmiany celna riposta potem są powtarzane przez media i przeklejają się do kandydata, albo jako do człowieka, który ma refleks i potrafi szybko uderzyć, albo takiego, który się pogubił i chlapnął coś w nerwach lub został złapany z opuszczoną gardą i powiedział coś nonsensownego albo śmiesznego - doprecyzował prof. Osęka.

Gość TOK FM podkreślił, że dużo też zależy od samych kandydatów, bo choć sztaby najczęściej wcześniej wymyślają wizerunek kandydata na debatę i to jak będzie się prezentował, czy jako srogi mąż stanu, czy raczej jako przyjazny i serdeczny człowiek, to podczas debaty wszystko może się zdarzyć i coś nagle wymknie się spod kontroli. - Tak jak w bokserskim starciu. Przeciwnik może tak zagrać, że ta druga strona będzie musiała odejść całkowicie od przygotowanej wcześniej koncepcji. Dlatego nie ma jednoznaczniej odpowiedzi na pani pytanie, bo to wszystko zależy trochę od układu sił i tego, czego wyborcy obu stron oczekują od swoich kandydatów i czego boją się w swoich przeciwnikach - wyjaśnił Lewickiej.

Czytaj też:

'Lewicowe MMA' na debacie prezydenckiej. 'Magda, co ty mówisz?'

Najważniejszy efekt debaty telewizyjnej

Gość 'Wywiadu Politycznego' zwrócił uwagę na ważny cel debaty. Ma nie tylko zmobilizować zwolenników, ale także zdemobilizować elektorat przeciwnika, tak by tę drugą stronę przedstawić w jak najmniej korzystnym świetle. Tak by zachęcić część elektoratu do machnięcia ręką i zostania w domu zgodnie z zasadą myślenia: na mnie nigdy nie zagłosują, ale może chociaż nie pójdą do urn. To, jak zaznaczył ekspert, może być kluczowe w podejmowaniu decyzji przez tak zwany elektorat środka, czyli tych, którzy decyzję na kogo zagłosują, podejmą w ostatnim momencie, nawet wchodząc do lokalu wyborczego.

- Może być więc tak, że takie osoby po debacie pomyślą sobie: o nie, ten kandydat powiedział taką głupotę, że nie pójdę głosować, albo zagłosuję na jego przeciwnika - powiedział prof. Osęka. Jak podkreślił, część badań naukowych pokazuje, że znacznie silniejsze oddziaływanie mają emocje negatywne. I tu też debaty mogą mieć znaczenie.

Warto przeczytać:

Kandydaci na prezydenta wbijają sobie szpile. 'Jeśli się pobijemy, wzrośnie oglądalność'

- Częściej idziemy zagłosować przeciwko temu łobuzowi z drugiej strony niż za naszym kandydatem, bo choć może i nasz faworyt nie wypadł najlepiej i może ma to i owo za uszami, ale najważniejsze, żeby tamten nie wygrał - podsumował gość TOK FM.

Debata przed II turą wyborów organizowana jest wspólnie przez TVP, TVN24 i Polsat. Początek debaty zaplanowano na godzinę 20.00.