Ataki na ratowników medycznych. "Karetka wyjechała razem z bramą"
"Wezwał karetkę, a potem wyjął broń" - opowiada jeden z ratowników i podkreśla, że ataki na medyków nadal się zdarzają, a system nie nadąża. Ministerialny zespół przedstawił konkretne rozwiązania. Problem w tym, że nie wszystkim ratownikom one się podobają.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Z trzech do pięciu lat więzienia może wzrosnąć górna granica kary za napaść na funkcjonariuszy publicznych, w tym ratowników medycznych. Rząd przyjął właśnie projekt w tej sprawie;
- Jak mówi Jacek Wawrzynek w tokfm.pl, do incydentów dochodzi wcale nie rzadko. W grę wchodzi uderzenia ręką, pałką, doniczką... - Przykłady agresji słownej można z kolei liczyć w tysiącach, jak nie dziesiątkach tysięcy - dodaje ratownik z wieloletnim doświadczeniem;
- Pomysłów na poprawę sytuacji, po kolejnych atakach na ratowników, nie brakuje. Jak oceniają je sami zainteresowani?
- Mężczyzna sam do siebie wezwał ratowników. To była błahostka, ale musieli jechać. Gdy tylko przeszli przez próg pomieszczenia, w którym leżał, wyjął z szafki broń i zaczął nią wymachiwać. Zdążyli uciec, ale karetka wyjechała razem z bramą - opowiada tokfm.pl Jacek Wawrzynek, ratownik medyczny z wieloletnim doświadczeniem, prezes Fundacji Świadomy Medyk oraz kierownik Zakładu Ratownictwa Medycznego Śląskiego Uniwersytetu Medycznego. Ta sytuacja, jak dodaje, przytrafiła się jego koledze. Do podobnych dochodzi jednak w ich pracy wcale nie rzadko.
Wawrzynek wylicza: zdarzają się uderzenia ręką, pałką, doniczką... - Przykłady agresji słownej można liczyć w tysiącach, jak nie dziesiątkach tysięcy. Szczegółowych danych nie ma, bo nikt nie prowadzi statystyk tego typu incydentów. Ministerstwo dopiero zaczęło się pochylać nad tym tematem - dodaje.
Także Ireneusz Szafraniec przyznaje, że wciąż dochodzą do niego informacje o kolejnych atakach na ratowników w całej Polsce. Miejsce i wiek nie mają znaczenia. Przykłady tylko z ostatnich tygodni:
- Oświęcim - 66-latek szarpie i wyzywa ratowników, po czym demoluje sprzęt medyczny na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym;
- Kluczbork - 43-latek obraża i popycha medyków, jednego potem kopie;
- Słupsk - 33-latek odzyskuje przytomność na noszach, krzyczy i grozi wszystkim dookoła. Po chwili zeskakuje z noszy i także kopie jednego z ratowników.
- Na szczęście nie są tak tragiczne, jak dwa ostatnie śmiertelne - na ratownika i lekarza. Co nie zmienia jednak faktu, że społeczeństwo jest coraz bardziej agresywne w stosunku do służb, w tym do medyków - przyznaje w TOK FM pierwszy wiceprezes zarządu Polskiego Towarzystwa Ratowników Medycznych.
Przypomnijmy - w Siedlcach, ratownik medyczny stracił życie po tym, jak został zaatakowany przez 59-letniego mężczyznę, który wcześniej wezwał pomoc. Z kolei w Krakowie 47-letni lekarz zginął z rąk byłego pacjenta niezadowolonego z efektów leczenia - 35-letni mężczyzna wszedł do gabinetu, w którym przyjmował lekarz i zadał mu kilka ciosów nożem.
Oba zdarzenia stały się impulsem dla środowiska ratowników medycznych o pilny apel i podjęcie szybkich działań przez rząd, by zwiększyć ich ochronę. Efektem stało się powołanie 31 stycznia ministerialnego zespołu ds. bezpieczeństwa personelu medycznego. Co udało się do tej pory wypracować?
Kamizelki dla ratowników?
W sierpniu ministerialny zespół przedstawił konkretne rozwiązania, które miałyby poprawić bezpieczeństwo medyków, w tym przede wszystkim członków zespołów ratownictwa medycznego. I tak np. resort zdrowia chce, by od 1 stycznia 2026 r. ratownicy używali kamizelek nożoodpornych. Jak się okazuje - wbrew oczekiwaniom samych ratowników, bo kontrowersji w tej sprawie nie brakuje.
- Sama filozofia może nie jest zła, ale musiałyby być też jasno określone wytyczne, kiedy należy taką kamizelkę założyć. Bo przecież nie do nadciśnienia tętniczego u Leokadii, lat 80... - zastanawia się Jacek Wawrzynek.
W środowisku można też usłyszeć obawy, że "kamizelka ogranicza ruchy", bo „to kolejnych kilka kilogramów" i "trudniej o precyzję". - Inna rzecz, że agresja występuje często nagle. A to oznacza też, że atak może nastąpić wtedy, kiedy kamizelka będzie w tym samym miejscu, co kaski, które wozimy, a praktycznie ich nie używamy. To pomysł nietrafiony - uważa Szafraniec.
Kontrowersje wokół kamer dla ratowników medycznych
Jeszcze bardziej niż kamizelki nożodporne dzieli ratowników inny pomysł ministerialnego zespołu - kamery nasobne dla medyków.
Opór środowiska jest ogromny. Z prostej ankiety internetowej zrealizowanej przez jeden z największych związków zawodowych skupiających ratowników wyszło, że bodaj 90 proc. z nich jest absolutnie przeciwna - przytacza Jacek Wawrzynek.
Tłumaczy, że jest tak z wielu powodów. - Niektórzy boją się np., że kamera stanie się batem na ich niekompetencję - mówi.
Sam jest zwolennikiem kamer, choć - jak podkreśla - ma świadomość, że nie uratują one życia, jeżeli ktoś podejdzie z nożem czy z pistoletem. - Ale to element profilaktyki. Przy czym nie chodzi tylko o to, że agresywny pacjent - widząc, że jest nagrywany - spuści z tonu. Ale też o to, że to profilaktyka zachowań samego personelu medycznego. Przecież po tym, jak 10 lat temu zaczęły pojawiać się kamery nasobne u funkcjonariuszy policji, wydaje się, że wzrosła jakość świadczonych usług - przekonuje.
Trzy osoby w karetce
A to nie koniec. Środowisko mocno dzieli także pomysł, by wszystkie zespoły ratownictwa medycznego były trzyosobowe. Podczas gdy jedni podnoszą, że będzie mniej karetek na mieście, inni mówią wprost: "To absolutna podstawa". Tym bardziej, że samo wyposażenie, które ratownik medyczny na co dzień przynosi na "prostą i łatwą wizytę" to - lekko licząc - ok. 25 kg. Defibrylator, plecak, torba...
- W stanach nagłych, np. zatrzymania krążenia, nawet ok. 40 kg, bo zespół medyczny idzie dodatkowo z respiratorem, ssakiem i jeszcze jedną torbą. A gdzie w tym wszystkim pacjent, którego później trzeba będzie znosić do karetki? - pyta retorycznie nasz rozmówca.
"To skraca całą ścieżkę"
Jeśli chodzi o poprawę bezpieczeństwa ratowników po serii ostatnich wypadków, Wawrzynek przyznaje, że udało się wdrożyć już te najprostsze rzeczy. Chociażby pogłębienie współpracy między Komendą Główną Policji, komendami wojewódzkim czy miejskimi i dysponentami zespołu ratownictwa.
- Poza tym: usystematyzowanie przycisku "Pomoc" w tablecie, który zespół ratownictwa medycznego ma zawsze ze sobą, bo to w nim prowadzi całą dokumentację - zauważa ratownik.
W praktyce oznacza to, że już rutynowo patrol policji jest pilnie wysyłany do interwencji, w których zespół ratownictwa potrzebuje pomocy. - Bez opóźnień. Najszybciej, jak tylko się da. Coraz rzadziej spotykamy się z sytuacjami, że ratownicy czekają na policję godzinę. W myśl zasady: "A dajcie spokój, przecież to wasza codzienna praca" - dopowiada.
Inne zmiany? Ekspert Śląskiego Uniwersytetu Medycznego wylicza, że w przypadku ataku na ratownika postępowanie wszczynane będzie z urzędu i ścigane z oskarżenia publicznego, a nie na wniosek samego pokrzywdzonego. - To duża i bardzo korzystna zmiana, bo skraca całą ścieżkę. Tym bardziej, że do tej pory rzadko zgłaszaliśmy tego typu incydenty. Przecież trzeba było w czasie wolnym jechać na komisariat, zgłaszać, wnioskować o ukaranie itd. - mówi.
Rząd przyjął też projekt nowelizacji Kodeksu karnego i Kodeksu wykroczeń, który ma zwiększyć ochronę prawną ratowników - za atak na osobę podejmującą interwencję będzie grozić nawet pięć lat więzienia, a nie jak do tej pory trzy.
"Pomysły na pół gwizdka"
Są jeszcze inne działania, które - według naszego rozmówcy - przeszły "tylko na pół gwizdka". I tu wylicza szkolenia z samoobrony raz na pięć lat. - To będzie abstrakcja, bo przećwiczenie kilku chwytów raz na pięć lat jest bezcelowe - uważa Wawrzynek.
Stąd np. Śląski Uniwersytet Medyczny już wprowadził do programu studiów ratownictwa medycznego zajęcia z zakresu samoobrony psychologicznej. Uczy studentów, jak rozmawiać z pacjentem, by konflikt w ogóle się nie pojawił. A jeżeli już, to jak go wyciszać. Na konkretnych przykładach, w ramach scenek sytuacyjnych.
Także w Katowicach policjanci uczą ratowników "Samoobrony w ambulansie". W programie m.in. walki z instruktorami policyjnymi czy to w jadącej karetce (na policyjnych parkingach), czy podczas hamowania. Tak, by pokazać kilka technik, jak odeprzeć atak i jak się ewakuować. - Sam brałem w nich udział, polecam każdemu ratownikowi - podkreśla Wawrzynek.
Zastrzega przy tym, że choć "Samoobrona w ambulansie" została wdrożona w całym województwie, to może nie wystarczyć. - Obawiam się, że w wielu miejscach w Polsce będzie to raczej szkolenie na papierze, w myśl zasady: ma być z głowy - ubolewa.
"Stoimy w miejscu. Jak było, tak jest"
W razie niebezpiecznej sytuacji ratownicy mogą też sięgnąć po gaz pieprzowy. Nie ma tu jednak oficjalnej rekomendacji resortu zdrowia. Mogą go więc kupić jedynie prywatnie i użyć w ramach obrony koniecznej. - Widać, że Ministerstwo Zdrowia bardzo ostrożnie podchodzi do tematu. Pozwala sięgać po gaz, ale na naszą odpowiedzialność. To umywanie rąk, jeśli chodzi o ewentualne konsekwencje jego użycia - komentuje Szafraniec.
Nie ma też zgody na wprowadzenie do systemu informacji, które uprzedzałyby ratowników medycznych, że jadą pod niebezpieczny adres. Zdaniem resortu zdrowia oznaczałoby to stygmatyzację pacjentów. Nie będzie też bieżącej analizy przypadków napaści na medyków, która mogłaby posłużyć do wyciągania wniosków dotyczących procedur bezpieczeństwa.
- Można powiedzieć, że jeśli chodzi o bezpieczeństwo ratowników medycznych, to w zasadzie stoimy w miejscu. Jak było, tak jest - komentuje Ireneusz Szafraniec.
Dlaczego tak niewiele udało zrobić? - W sytuacji, kiedy robi się "gorąco”, ktoś zginie lub jest ciężko ranny, wtedy się budzimy i zaczynamy powoływać zespoły, komisje i pracujemy. Ale kiedy to się odwleka, nagle zaangażowanie siada. Obawiam się, że tak jest teraz - tłumaczy Szafraniec.
Jacek Wawrzynek - dopytywany, co uda się wdrożyć do końca roku - odpowiada krótko: "Obawiam się, że przy naszym zawirowaniu politycznym: niewiele". - To, co miało być wdrożone, już jest. A nawet gdyby przeszło zwiększenie kar za napaści na personel medyczny, to i tak kwestia dyskusyjna. Przecież to nie wymiar kary, a jej nieuchronność jest elementem odstraszającym - podkreśla.
Zapytaliśmy Ministerstwo Zdrowia, jakie planuje dalsze działania i na jakim etapie są prace. Na odpowiedź nadal czekamy. Wiadomo tylko, że jak na razie resort planuje kampanię społeczną, która ma uświadomić problem przemocy wobec medyków.
Ireneusz Szafraniec chwali ten pomysł. - Może trzeba dotrzeć do potencjalnych pacjentów czy świadków zdarzenia z informacją, że za napaść na ratownika naprawdę grożą poważne konsekwencje karne, że podniesienie ręki na funkcjonariusza publicznego, w tym przypadku medyka, będzie surowo i natychmiastowo karane - kwituje.