,
Obserwuj
Dolnośląskie

"U nas przekonuje się, że tylko w rodzinie biologicznej dziecko jest bezpieczne. Ideologiczne banały"

5 min. czytania
21.05.2023 08:00
- Gdyby atmosfera była taka, że naszym priorytetem jest ochrona i dobro każdego dziecka, to powinniśmy mieć narzędzia, by w sytuacjach trudnych działać stanowczo i sprawnie. Bo potem, gdy dochodzi do tragedii, wszyscy szukają winnych - mówi nam Michał Lewoc, sędzia z Dolnego Śląska zajmujący się od lat przeciwdziałaniem przemocy w rodzinie.
|
|
fot. Shutterstock

Sędzia Michał Lewoc: Tragedia, z którą mieliśmy niedawno do czynienia, może być wynikiem tego, że przez wiele lat obecna władza paraliżowała sędziów rodzinnych, ale też przedstawicieli służb, narracją o tych złych, którzy "odbierają dzieci". To stygmatyzowanie było czymś, co mogło wywoływać efekt mrożący. Część osób działających w obszarze przemocy mogła się bać podjęcia jakiejkolwiek decyzji. Bo zewsząd słyszeli to szczucie - nie waham się użyć tego słowa - na sędziów rodzinnych, kuratorów, pracowników socjalnych.

A przecież w wielu przypadkach odebranie dziecka to tak naprawdę pomoc. Zapewnienie mu bezpieczeństwa, ochrona przed przemocą i tymczasowe umieszczenie choćby w rodzinie zastępczej. Tymczasem u nas próbuje się przekonać wszystkich, że tylko w prawdziwej polskiej rodzinie - rodzinie biologicznej - dziecko jest naprawdę bezpieczne.

Jestem przekonany, że ta narracja mogła spowodować pewne opory w zakresie podejmowania szybkich decyzji o umieszczeniu dziecka w rodzinie zastępczej, placówce czy u kogoś z dalszej rodziny - w ramach szybkiego działania interwencyjnego. 

Tak, to słuszna zmiana. Umożliwi konkretne i stanowcze działania. (...) Nowe przepisy prowadzą do rozszerzenia kręgu osób chronionych. Wprowadzamy nowe środki izolacyjne dla osób stosujących przemoc. Dajemy nową definicję przemocy domowej - znacznie szerszą i dostosowaną do konwencji stambulskiej, a nawet wychodzącą dalej, bo dołączamy do tego także cyberprzemoc. To wszystko dobre rzeczy, które spowodują uelastycznienie i sprawniejsze funkcjonowanie systemu walki z przemocą [o zmianach w prawie więcej czytaj tu]

Dlatego mam wrażenie, że często mamy sprzeczność między narracją medialną obecnej władzy, a tym, co jest wprowadzane w przepisach. Bo w mediach słychać tylko, że "my chronimy rodzinę i rodzina jest najważniejsza". 

Sędzia Michał Lewoc
Sędzia Michał Lewoc
Fot. archiwum prywatne pana sędziego

 

Statystyki nigdy nie oddają w pełni skali zjawiska. Można - czytając literalnie - wyjść oczywiście z założenia, że jest mniej przypadków przemocy domowej. Rzeczywiście, zmniejszają nam się też liczby co do postępowań sądowych i wszczętych postępowań prokuratorskich. Mniej jest też oskarżonych czy skazanych z artykułu 207, w którym mowa o przestępstwie znęcania się. Te trendy spadkowe mogą wynikać z różnych względów. Ale czy przemocy jest mniej? Chyba nie pokusiłbym się o takie stwierdzenie. 

Wiem, że szkoła czasami woli zawiadomić policję i zrzucić ten obowiązek wszczęcia procedury "Niebieskiej Karty" właśnie na policjantów. A przecież nauczyciele też są odpowiedzialni za zdrowie i życie swoich podopiecznych. Myślę, że ważne byłyby działania Ministerstwa Edukacji i Nauki w tym zakresie. Powinno ono - razem z innymi resortami - podjąć działania edukacyjne, wspierające nauczycieli przy zakładaniu "Niebieskich Kart".

Niestety spotykam się też z tym, że część nauczycieli uważa, że to jest rodzaj donosu na dziecko bądź jego rodzinę. A przecież tu chodzi o to, by ochronić to dziecko przed przemocą, by nie doprowadzać do tak skrajnych sytuacji jak śmierć. Dlatego - jeśli w szkole ktoś widzi siniaki u dziecka - to ostatni dzwonek, by podjąć działania i założyć "Niebieską Kartę". 

To błędne myślenie. Po to jest procedura "Niebieskiej Karty", żeby fachowcy - czyli osoby, które wchodzą w skład grupy roboczej w ramach zespołu interdyscyplinarnego - mogły przyjrzeć się temu, co dzieje się w danej rodzinie. Jeśli uznają, że nie ma przemocy, mogą procedurę zamknąć. I na tym sprawa się kończy. Ale jeśli jest cień podejrzenia, to trzeba działać. Po prostu. 

(...)

Przy tego typu sprawach, gdzie trzeba chronić dzieci, musi zadziałać interdyscyplinarność. Musi to być współpraca wielu osób. Myślę, że zarówno kuratorzy sądowi, pracownicy socjalni, jak i policjanci są wyczuleni na krzywdę dzieci. Według mnie ta współpraca między instytucjami - w ramach procedury "Niebieskiej Karty" - funkcjonuje dobrze. Ludzie wiedzą, jak działać tylko niejednokrotnie krępuje ich gorset strachu.

Strachu przed czym?

 

Przed tym, że jeśli podejmą jakieś odważne działania, to zostanie zarzucone im, że dokonali tzw. odebrania dziecka z rodziny. Bo oczywistym jest, że rodzicowi może się to nie podobać i zawiadomi media albo polityków. Potem zacznie się nagonka. Jeśli władza twierdzi, że w polskich rodzinach nie można "odbierać dzieci", a w mojej ocenie są to ideologiczne banały, to potem mamy taki a nie inny odzew.

Gdyby atmosfera była taka, że naszym priorytetem jest ochrona i dobro każdego dziecka, to powinniśmy mieć narzędzia, by w sytuacjach trudnych móc działać stanowczo i sprawnie. Przecież umieszczenie dziecka w rodzinie zastępczej czy w placówce opiekuńczo-wychowawczej zawsze było i jest ostatecznością. Nie można piętnować sądów czy innych instytucji za podejmowanie takich decyzji. Bo potem, gdy dochodzi do tragedii, wszyscy szukają winnych. 

Dr Michał Lewoc jest sędzią Sądu Rejonowego w Legnicy na Dolnym Śląsku. Przez wiele lat pełnił funkcję Naczelnika Wydziału ds. Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie w Departamencie Współpracy Międzynarodowej i Praw Człowieka Ministerstwa Sprawiedliwości. Jest certyfikowanym specjalistą z zakresu przeciwdziałania przemocy w rodzinie. Jest również autorem ponad 30 artykułów, wykładowcą i prelegentem na ponad stu szkoleniach, konferencjach i seminariach z obszaru przeciwdziałania przemocy w rodzinie.