,
Obserwuj
Kujawsko-pomorskie

"Niska emerytura nie wystarcza im na jedzenie". W jadłodzielniach coraz więcej głodnych seniorów

3 min. czytania
22.10.2022 08:00
W Bydgoszczy przybywa osób żyjących w ubóstwie - alarmują społecznicy. W kolejkach do jadłodzielni ustawia się coraz więcej głodnych seniorów. - Wiele z tych osób całe życie uczciwie przepracowało, ale przy dzisiejszych cenach niska emerytura czy renta nie wystarcza im na jedzenie - słyszymy we "Wspólnej Spiżarni".
|
|
fot. Agnieszka Wynarska TOK FM

W maleńkiej jadłodzielni przy ulicy Gdańskiej 79 w Bydgoszczy spotykamy się ze społecznikiem i radnym Ireneuszem Nitkiewiczem. Na półkach leży kilka konserw i kawa, a na stole pod ścianą stoi kilka słoików z bigosem. - Widzę, że ktoś przyniósł zawekowaną kapustę, to będziemy mogli ją dziś rozdać na dyżurze - cieszy się nasz rozmówca.

Przychodzą głodni seniorzy, ukraińskie rodziny i… studenci

"Wspólna Spiżarnia" ma już pięć lat, ale nigdy w kolejce po pomoc nie ustawiało się tu tylu potrzebujących. W poniedziałki i czwartki po jedzenie przychodzą głównie uchodźcy z Ukrainy i seniorzy, których nie stać na bochenek chleba. - Wiele tych osób całe życie uczciwie przepracowało - zauważa Nitkiewicz. - Przy dzisiejszych rosnących cenach niska emerytura czy renta nie pozwala im na funkcjonowanie takie, że zapłacą za mieszkanie, kupią lekarstwa i będą mieli jeszcze na jedzenie. Często mówią, że jest to dramatyczny wybór właśnie między jedzeniem a lekarstwami - tłumaczy ze smutkiem.

Do jadłodzielni przychodzą też ludzie młodzi, którzy na przykład stracili pracę. Zdarzają się również studenci, którym - z powodu galopującej inflacji - trudno jest utrzymać się w dużym mieście, z daleka od rodzinnego domu.

Dwa razy w tygodniu we "Wspólnej Spiżarni" potrzebujący mogą liczyć na świeże pieczywo, owoce i warzywa. - Mamy lokalną piekarnię, która nam anonimowo przekazuje chleb, bułki i rogale. Wykładamy na stoły i biurka to, co akurat mamy. Często są to owoce i warzywa, co ludzi cieszy, bo można z nich ugotować zupę czy zrobić jakiś deser - opowiada nasz rozmówca. - Raz na jakiś czas dostajemy też zupy w słoikach z kilku bydgoskich restauracji czy konserwy od zaprzyjaźnionych rzeźników - dodaje.

'Mieszkańcy już nie przynoszą jedzenia. Widać, że sami oszczędzają'

W jadłodzielni nie ma za to praktycznie jedzenia od mieszkańców Bydgoszczy, co jeszcze na początku działalności było normą. Sporadycznie ktoś przyniesie bigos, domowe dżemy czy zupę, ale ilość tego jest znikoma. - Na pewno skończyło się to, że ludzie prywatni przynosili do nas jedzenie po imprezach rodzinnych. Jak były jakieś popularne imieniny czy wesela, to te sałatki, ciasta i mięsa trafiały do nas. Dziś już tego nie ma - zauważa Nitkiewicz. - Widzieliśmy to już w tegoroczną Wielkanoc. Tego jedzenia było bardzo, bardzo mało. Ludzie po prostu oszczędzają - dodaje.

Od roku "Wspólna Spiżarnia" działa pod skrzydłami Fundacji "Chcepomagam", dzięki czemu mogła podpisać umowę z Bankiem Żywności. Bez instytucjonalnego wsparcia trudno byłoby pomagać. - Przed nami ciężka zima, więc apeluję do wszystkich, by rozejrzeć się wśród znajomych i sąsiadów. Sprawdzić, czy ktoś nie potrzebuje pomocy. Bądźmy czujni na to, co się wokół nas dzieje - apeluje społecznik.

"Wspólna spiżarnia" przy ulicy Gdańskiej czynna jest dwa razy w tygodniu: w poniedziałki i czwartki. Oprócz tego w mieście działają jeszcze cztery inne jadłodzielnie: przy ulicy Królowej Jadwigi, Naruszewicza, na Obrońców Bydgoszczy i w Fordonie.