8-letni Kacper z szansą na normalne życie. Lekarze z Bydgoszczy i USA 12 godzin operowali guza czaszki
Problemy Kacpra zaczęły się, gdy miał 3 lata. U chłopca pojawił wówczas się niedowład twarzy. W lutym tego roku lekarze z Wojewódzkiego Szpitala Dziecięcego w Bydgoszczy zdiagnozowali u niego nerwiaka nerwu twarzowego - niezwykle rzadką chorobę u dzieci. Guz miał już 9 centymetrów i wychodził z szyi aż do przewodu słuchowego.
Kacper musiał być pilnie zoperowany, bo w jego czaszce pozostało tylko 1,5 milimetra zdrowego nerwu, który mógł zostać wykorzystany do rekonstrukcji. - Wiedzieliśmy, że bez operacji czeka go czarny scenariusz - mówi nam prof. Józef Mierzwiński, ordynator Oddziału Otolaryngologii, Audiologii i Foniatrii Dziecięcej Wojewódzkiego Szpitala Dziecięcego w Bydgoszczy. - Jeśli nerw straciłby swoją funkcję, to Kacpra czekało porażenie połowy twarzy, utrata wzroku, utrata słuchu, problemy z jedzeniem, które są bardzo trudne emocjonalnie i psychicznie. Poza tym rozrastający się guz atakowałby inne struktury w mózgu - wyjaśnia ordynator.
14 osób, Kacper i 12 godzin na sali operacyjnej
Zabieg wymagał współpracy neurochirurgów, neurologów, chirurgów szczękowych i laryngologów. Do Bydgoszczy przyleciał też amerykański specjalista Andrew Fishman, który już wcześniej operował podobne przypadki. - Ten zabieg zawierał w sobie pięć różnych dużych operacji - opowiada prof. Mierzwiński. - Była to operacja ślinianki, rozwiercenie kości skroniowej, dekompresja i usunięcie nerwu twarzowego, rozłączenie kosteczek słuchowych, dostęp wewnątrzczaszkowy ze środkowego dołu czaszki z dekompresją części błędnikowej nerwu twarzowego z usunięciem guza. Na koniec zrobiliśmy rekonstrukcję nerwu pobranego z łydki chłopca - opisuje ordynator.
Zabieg trwał aż 12 godzin. Na sali operacyjnej było w sumie 14 specjalistów. - Dwa zespoły się zmieniały, bo nie sposób tyle godzin cały czas operować - zwraca uwagę nasz rozmówca. - Co dwie, trzy godziny robiliśmy przerwę, masowaliśmy Kacprowi stopy, zmienialiśmy jego ułożenie, by nie dostał odleżyn. To wszystko było bardzo skomplikowane i chciałbym podkreślić, że cały zespół spisał się znakomicie - dodaje ordynator.
'Chcemy pomagać innym dzieciom z kraju'
Kacper czuje się dobrze. Został wybudzony ze śpiączki farmakologicznej i na razie nie ma żadnych powikłań po operacji. Nerw twarzy regeneruje się po centymetrze w ciągu miesiąca. Zatem za osiem miesięcy będzie wiadomo, jakie będą ostateczne efekty operacji. - Jeżeli będzie dobra regeneracja nerwu, to chłopiec wróci do całkowitej sprawności - przewiduje profesor.
Małych pacjentów z podobnymi problemami jest w Polsce więcej. Lekarze z bydgoskiego szpitala liczą, że - po usłyszeniu historii Kacpra - zgłoszą się do nich rodzice dzieci, które w innych ośrodkach w Polsce nie otrzymały odpowiedniej pomocy. Wojewódzki Szpital Dziecięcy w Bydgoszczy jest bowiem jednym z nielicznych w kraju, w którym lekarze podejmują się tak trudnych operacji guzów głowy i szyi. - Rozległe zabiegi wymagają ścisłej współpracy, która w środowisku lekarskim jest bardzo trudna. Natomiast w naszym szpitalu jest ona możliwa, bo mamy wysokie kwalifikacje i w naszym interdyscyplinarnym zespole możemy dużo więcej niż każdy osobno - przekonuje nasz rozmówca.
- Chcemy, by rodzice w Polsce wiedzieli, że - przy trudnych guzach czaszki - mamy sprzęt, ludzi i wszelkie środki, by to robić. Lubimy wyzwania - podkreśla z uśmiechem ordynator.