Sztandarowa inwestycja w Lublinie łapie opóźnienie. Miasto musi dorzucić 50 milionów złotych
Dworzec Metropolitalny to sztandarowy projekt prezydenta Krzysztofa Żuka (PO) i jego ekipy. Dotychczasowy dworzec autobusowy z centrum miasta ma być przeniesiony w okolice dworca PKP tak, by połączyć w jednym miejscu komunikację kolejową, autobusową, busową i miejską. Dworzec powstaje od stycznia 2021 roku. Pierwotnie planowano, że budowa zakończy się pod koniec 2022 roku, ale - teraz w maju - po raz kolejny ten termin przesunięto, tym razem na październik 2023.
Dworzec Metropolitalny ma być obiektem przyjaznym środowisku. Dachy nad stanowiskami autobusowymi pokryte będą panelami fotowoltaicznymi o wydajności pozwalającej na pełną samowystarczalność energetyczną obiektu. Pojawi się też antysmogowa kostka brukowa. Zawarty w niej dwutlenek tytanu - pod wpływem światła - umożliwi przekształcenie toksycznych spalin w substancje nieszkodliwe dla zdrowia. Na dachu dworca będzie zielono, z naciskiem na gatunki roślin szczególnie wydajnych w oczyszczaniu powietrza. Do tego specjalny system odzyskiwania deszczówki, który zapewni wodę do podlewania roślin, jak i do celów sanitarnych.
Spór z wykonawcą o pieniądze
Budowa dworca i całego układu komunikacyjnego wokół miała kosztować 340 mln złotych, z czego 194 mln to dofinansowanie z Unii Europejskiej. Dziś wiadomo, że miasto musi - w trybie pilnym - znaleźć jeszcze 49 mln złotych netto - takich pieniędzy oczekuje wykonawca. Początkowo domagał się około 90 mln złotych, ale - w wyniku mediacji prowadzonych w Prokuratorii Generalnej - udało się zmniejszyć roszczenie o połowę. Władze Lublina nie chcą zabierać tak wielkich pieniędzy z innych zadań, dlatego planują kolejny kredyt. Pod warunkiem, że zgodzi się na niego rada miasta.
Z czego wynika tak duża podwyżka? - Przypomnę, że umowę podpisaliśmy w grudniu 2020 roku, w okresie pandemii, gdzie już wtedy mieliśmy do czynienia z olbrzymimi problemami związanymi z zaburzeniem ciągów dostaw. Zaczynały się też wtedy galopujące podwyżki cen materiałów budowlanych i brak ich dostępności - mówi wiceprezydent Lublina Artur Szymczyk. - W związku z tym, w trakcie procesu inwestycyjnego w lipcu 2022 roku, generalny wykonawca wystąpił do nas z roszczeniem zwiększenia wynagrodzenia. Nam od początku zależało na tym, by inwestycja była realizowana. Dlatego uznaliśmy, że kluczowe jest podjęcie mediacji, ale nie takiej dwustronnej, tylko za pośrednictwem wyspecjalizowanej jednostki, czyli Prokuratorii Generalnej, przy której działa sąd polubowny. To procedura, którą stosuje wiele samorządów, jak również Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad - tłumaczy wiceprezydent.
Szymczyk wylicza dalej, że drastycznie poszła w górę m.in. cena stali wykorzystywanej przy budowie dworca. Stalowe jest zadaszenie budynku, stal jest też w wiatach nad peronami, jak również w fundamentach, ścianach czy stropach. - Ceny stali wzrastały nawet do ponad 100 procent w tym okresie, dlatego ma to swoje odbicie w tych roszczeniach - mówi Szymczyk.
W górę - o ponad 50 procent - poszły również ceny metali nieżelaznych, z których wykonane są instalacje elektryczne i teletechniczne czy okablowania w budynku i w wiatach peronowych. Do tego doszedł wzrost ceny tworzyw sztucznych o ponad 100 procent i wyższe koszty zakupu paliwa.
Szymczyk zwraca uwagę na coś jeszcze - w Ustawie o zamówieniach publicznych od kilku lat jest zapis dotyczący tzw. klauzuli rewaloryzacyjnej. Chodzi o obowiązek określenia przez zamawiającego, jak będzie podwyższane wynagrodzenie dla wykonawcy.
Jak tłumaczy prawniczka z ratusza Magdalena Szlachetka, co prawda pierwotna umowa z Budimexem nie przewidywała obowiązku rewaloryzacji, bo wtedy nie było jeszcze takich przepisów, a te, które weszły w życie w styczniu 2021 roku, miały nie działać wstecz. Tyle, że po ich wprowadzeniu wydane zostały wytyczne przez Prokuratorię Generalną i opinia prezesa Urzędu Zamówień Publicznych. - I to w nich pojawiły się zalecenia, że obowiązek rewaloryzacji dotyczy również tych starych kontraktów, podpisanych przed datą wejścia w życie nowego prawa. Właśnie dlatego strony naszej umowy zdecydowały się na przeprowadzenie mediacji - tłumaczy pani mecenas.
- Uznaliśmy, że - ważąc wszystkie ryzyka - nie będziemy się decydować na proces sądowy, bo to byłoby dużo gorsze rozwiązanie. Stąd ta droga mediacyjna i ostatecznie podpisanie odpowiedniego dokumentu - mówi przedstawiciel miasta. I dodaje, że uznano, iż jest to właściwe zabezpieczenie interesów Lublina i realizacji budowy dworca.
Pieniądze na dodatkowe wynagrodzenie dla wykonawcy mają pochodzić z kredytu. Z czego zostaną spłacone? Miasto wierzy, że rząd wypłaci samorządom - przynajmniej częściowo - rekompensatę za utracone w wyniku zmian podatkowych dochody. - Powinniśmy otrzymać około 120 milionów złotych. Czy tak się stanie? Nie wiemy. Ostatnio, przy poprzednim okresie rozliczeniowym, liczyliśmy na 140 milionów, a dostaliśmy 70. Ale wierzymy że w ostatecznym rozrachunku to właśnie te dodatkowe środki dla wykonawcy inwestycji będą pochodziły z tej rekompensaty od państwa - podsumowuje Szymczyk.