Najpierw eksperymentują, potem trafiają na oddział. "Czasami po karetkę dzwonią rodzice, bo tracą kontakt z dzieckiem"
17-latek przyjęty na Oddział Toksykologii w Lublinie. Zatruł się nieznaną substancją. Po przyjeździe do szpitala opowiadał o nieistniejących stworach, obawiał się zatrutego powietrza, wspominał o kosmitach. Pobudzony, nieufny.
16-latka znaleziona na dworcu kolejowym w toalecie. Coś sobie wstrzyknęła. Znaleziona nieprzytomna.
17-latek połączył narkotyki z alkoholem. Agresywny, pobudzony. Został przywieziony na oddział.
To tylko kilka ostatnich przypadków, o których mówią lekarze.
Jak podkreśla neurolog prof. Konrad Rejdak, wakacje to czas odpoczynku i zabawy dla młodych osób. Rodzice nie do końca wtedy wiedzą, co robią ich dzieci, a te niejednokrotnie sięgają po leki czy narkotyki. - Niestety, ekspozycja na różne niebezpieczne substancje jest w wakacje większa. I potem tacy młodzi ludzie trafiają do nas na oddziały, w tym na neurologię, choćby z udarem - mówi profesor.
Dr Jarosław Szpunar, kierownik Klinicznego Oddziału Toksykologiczno-Kardiologicznego w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Lublinie podkreśla, że w ciągu kilkunastu lat drastycznie wzrosła liczba ciężkich zatruć substancjami psychoaktywnymi w stosunku do wszystkich hospitalizacji. - W 2007 roku było to zaledwie 2,76 procent, a w roku 2022 - już 22,01 procent - podaje.
- Przyjmujemy przypadki ciężkie, które niejednokrotnie wymagają intensywnej terapii. To leczenie jest często wyłącznie objawowe, bo nie wiemy, czym pacjent jest zatruty. Musimy go leczyć tu i teraz. Nasze laboratorium pracuje bardzo dobrze. Oznacza kilkadziesiąt substancji, ale zdarza się, że nie można oznaczyć żadnej z nich i dalej nic nie wiemy - tłumaczy ordynator.
Jak dodaje, ciągle pojawiają się nowi pacjenci, w tym młodociani, niejednokrotnie po pierwszym zażyciu jakiegoś narkotyku. - Są różnego rodzaju kluby, jest internet, są znajomi. Dostęp do substancji jest ogromny. Bywa i tak, że rodzic zażywa jakieś leki, na przykład psychotropowe, i dziecko też próbuje, bo ma je niemal na wyciągnięcie ręki - słyszymy od lekarzy.
Młodzież sięga po narkotyki, bo nie wytrzymuje stresu, nie ma się czym zająć, ale też wtedy, gdy nie ma zainteresowania ze strony rodziców. Brakuje rozmowy, wysłuchania, wsparcia. Pojawiają się samookaleczenia, ale też używki. - Niejednokrotnie rodzice zupełnie nie wiedzą, co się z dziećmi dzieje, nie mają dla nich czasu. Dziecko znajduje więc sobie jakieś towarzystwo, w którym najróżniejsze środki są początkowo przekazywane takiej młodej osobie za darmo - tłumaczy dr Szpunar.
Młodzież eksperymentuje
Lekarze przyznają, że po policyjnych akcjach i nagłośnieniu problemu, mniej jest obecnie zatruć dopalaczami. Prawdopodobnie zmniejszył się do nich dostęp. Ale młodzież szuka innych rozwiązań i dalej eksperymentuje. Bardzo niebezpieczne dla układu nerwowego jest łączenie narkotyków z alkoholem. - Ośrodkowy układ nerwowy i układ obwodowy mogą się pogubić w sprzecznych ze sobą bodźcach. Dochodzi wtedy do zaburzeń pracy ośrodka oddechowego, pracy serca, mogą wystąpić drgawki, śpiączka a nawet zgon - ostrzega neurolog prof. Konrad Rejdak.
Lekarze alarmują: narkotyki, w tym marihuana, mogą prowadzić do wielu chorób psychicznych, w tym do zaburzeń osobowości, zaburzeń nastroju, psychoz, nerwic czy depresji. Jednym z pacjentów w Lublinie był student, który po kontakcie z narkotykami, nie mógł wrócić do pełnej sprawności intelektualnej i musiał przerwać studia.