"'Telusowe długi' wnukom w testamencie przepiszę, jak tak dalej pójdzie". Rolnicy wkurzeni na ministra
- Nie widzimy dopłat na swoich kontach - mówią rolnicy, odpowiadając ministrowi rolnictwa. Robert Telus przekazał, że wypłacono już 22 miliony złotych w ramach dopłat za problemy rolników, wynikające z bardzo trudnej sytuacji na rynku zboża. Chodzi o zalanie rynku ziarnem z Ukrainy, przez co polscy rolnicy nie mieli gdzie sprzedać swojego towaru albo cena była zbyt niska. O problemie wielokrotnie informowaliśmy w TOK FM.
W związku z poniesionymi stratami rolnicy mieli dostać dofinansowanie. Wiesław Gryn ze stowarzyszenia Oszukana Wieś z Lubelszczyzny mówi nam jednak, że żaden z rolników, z którymi ma kontakt, jeszcze pieniędzy nie dostał. - Jeśli te rekompensaty będą realizowane w takim tempie, to może się okazać, że ja przepiszę jeszcze wnukom w testamencie te 'telusowe długi' [Robert Telus to minister rolnictwa - red.]. Te wypłaty będą się ciągnęły lata - nie kryje oburzenia.
Jak dodaje, sytuacja wielu rolników jest dramatyczna. Nie mają za co robić zakupów, często nie mają pieniędzy na paliwo, aby jechać w pole. - My nie oczekujemy jałmużny i gaszenia pożarów, tylko rozwiązań systemowych, które dałyby nam gwarancję spokojnej produkcji. O tym, że dopłaty są wypłacane, wiemy wyłącznie z wypowiedzi ministra Telusa. Ja jeszcze nie spotkałem rolnika, który byłby tym szczęśliwcem - stwierdza Gryn.
Marcin Sobczuk, rolnik spod Zamościa, też obiecywanych przez ministra Telusa pieniędzy nie widział. - Co roku o tej porze miałem już zapewniony nawóz na jesień. Często miałem też już kupiony azot na wiosnę, bo było taniej. Dzisiaj też bym chętnie kupował, ale czekam jak zmiłowania tych dopłat i wtedy kupię. Na dziś pieniędzy nie ma i nie ma za co zrobić zakupów - opowiada.
Jego zdaiem ten rok będzie dla rolników bardzo zły, bo wszystko wskazuje na to, że nie dojdzie do odbicia cen pszenicy czy rzepaku. - Ja nie mówię o cenach 2 tysiące złotych za pszenicę czy 3-4 tysiące za rzepak. Mówię o cenach, które zrekompensują nam koszty i dadzą minimalną nadwyżkę, abyśmy mogli dalej inwestować - mówi Sobczuk. - Naprawdę, firmy chemiczne czekają na nasze zakupy i przebierają nogami, ale za co mamy kupować, jak nie mamy środków? - pyta nasz rozmówca.
Platforma przyjeżdża na wieś
Tymczasem walkę o głosy na wsi rozpoczyna Platforma Obywatelska, która uruchamia agrokluby. Chce rozmawiać z rolnikami o ich potrzebach, oczekiwaniach i pomysłach. Pierwsze spotkanie posłów z rolnikami odbyło się pod Zamościem. Dlaczego wybrano Lubelszczyznę? Bo właśnie do tego regionu trafiło najwięcej zboża z Ukrainy, przez co rolnicy dziś mają problemy.
- Tak, walczymy m.in. o głosy rolników. Chcemy rzeczywiście z nimi rozmawiać, bo tu jest Polska i tu rolnicy wiedzą, co trzeba zrobić, by ich praca była godnie wynagradzana, a nie musieli liczyć na kolejne dopłaty - powiedziała w Zamościu posłanka Dorota Niedziela z PO. Jak dodała, właśnie po to powstają agrokluby. - Ważne, by słuchać rolników i z nimi być. Polska wieś to bezpieczeństwo żywnościowe i to poczucie bezpieczeństwa - żywnościowego, ale i ekonomicznego rolników - się zachwiało. To, co widzimy dziś na polskiej wsi, nie miało miejsca od kilkudziesięciu lat - dodała Niedziela.
- To rolnicy z województwa lubelskiego jako pierwsi alarmowali, że z Ukrainy napływają do nas ogromne ilości zboża i że trzeba to zmienić, bo grozi katastrofą. Niestety rząd nie słuchał - mówił z kolei poseł Krzysztof Grabczuk (PO) z Lubelszczyzny. - Kiedy to stało się faktem, dopiero została podjęta interwencja. To samo dotyczy owoców miękkich. Jest kryzys - dodał poseł.
Na przełomie kwietnia i maja Komisja Europejska porozumiała się z Polską, Bułgarią, Węgrami, Rumunią i Słowacją w sprawie importu ukraińskiego zboża i produktów rolno-spożywczych. Zakaz importu został przedłużony do 15 września. Jednocześnie Komisja przedstawiła też propozycję wsparcia o wartości 100 milionów euro dla rolników z tych krajów, w tym z Polski.
Plantatorzy malin mówią 'dość'. Są zbulwersowani ceną w skupie. Szykują protest