Kolejny pomysł Nowackiej na zmiany w szkole. Specjalnie pojechała do Lublina
Barbara Nowacka spotkała się w poniedziałek w Kuratorium Oświaty w Lublinie z kilkunastoma nauczycielami z lubelskich szkół i z pełniącym obowiązki kuratora Sebastianem Płonką. Rozmawiano o powołaniu Rzecznika Praw Ucznia, który stałby na straży praw młodych ludzi w szkole.
- To było krótkie, zwięzłe spotkanie. Poznaliśmy pomysł pani minister, mogliśmy wyrazić swoje zdanie. Bez wchodzenia w szczegóły. Myślałam, że będzie pole do większej dyskusji, ale na razie nie za bardzo było. Oczywiście sam pomysł [wprowadzenia rzecznika] w pełni popieram - powiedziała nam jedna z osób uczestniczących w spotkaniu (prosiła o anonimowość).
Nowy Rzecznik Praw Ucznia miałby umocowanie w Ministerstwie Edukacji, ale miałby też swoich przedstawicieli w kuratoriach oświaty. - Polska szkoła to nauczyciele, ale także uczniowie, których prawa i dobrostan jest dla nas jednym z priorytetów. O nauczycieli zadbaliśmy - podwyżki już są wdrażane. Kiedy prezydent podpisze ustawę, nauczyciele odczują poprawę - zapewniała Nowacka. - Natomiast ostatnie lata kampanii nienawiści bardzo zaburzyły relacje w szkole, również na linii nauczyciel - uczeń - dodała. Stąd pomysł na nową funkcję.
Rzecznik miałby pomóc uczniom rozwiązywać problemy i zadbać o to, by znali swoje prawa. - Nauczyciele, z którymi spotkałam się w kuratorium, opowiadali mi, z jakimi spotykają się problemami i jak chcieliby pomagać uczniom. Mówili m.in. o kwestiach prawnych, związanych z umocowaniem takich rzeczników uczniowskich w szkole. Zależy nam, by młodzież poczuła się w szkole silna. Gdy to się stanie i gdy nauczyciele będą dobrze wynagradzani, to wszystko złoży się na lepszą atmosferę - przekonywała ministerka.
Podwyżki dla nauczycieli. Związkowcy są wściekli. MEiN: Jest tak, jak obiecano
Nieprzypadkowo padło na Lublin
Barbara Nowacka podkreślała, że nieprzypadkowo od Lublina zaczęła konsultacje na temat nowego pomysłu. Jak mówiła, to symboliczne miejsce - miasto byłego ministra Przemysława Czarnka, a nowemu szefostwu Ministerstwa Edukacji zależy na 'odczarnkowieniu' polskiej szkoły.
- Chodzi nam o odpartyjnienie i wyciągnięcie wniosków z tego, co się działo za czasów pana Czarnka - ministra decydującego uznaniowo i spod palca, co i jak ma wyglądać. Teraz zmiany mają być szeroko konsultowane z różnymi środowiskami społecznymi. To nie minister ani nie kurator powinien decydować o tym, czy dana organizacja społeczna może wejść do szkoły, czy też nie. To społeczność szkolna o tym zdecyduje - powiedziała Nowacka.
Przypomniała, że Lublin był w 2023 roku Europejską Stolicą Młodzieży i również to wpłynęło na rozpoczęcie konsultacji w sprawie nowej ustawy właśnie w tym mieście.
Minsterka wskazała również na odpolitycznienie kuratoriów oświaty. Wszyscy kuratorzy (powołani za rządów PiS) zostali odwołani. Aktualnie trwają konkursy na nowych kuratorów, także w Lublinie.- Liczę, że po prostu wygra osoba najlepsza. Tu nie będzie nominacji partyjnych. My naprawdę "odczarnkowimy" szkołę, również w tym aspekcie - dodała pani minister.
Burza wokół nowego pomysłu Barbary Nowackiej. 'Jazda na lodzie bez trzymanki'
Szkoła bez prac domowych?
Pytaliśmy Nowacką także o konsultacje dotyczące likwidacji prac domowych. Ministerka kilka dni temu zapowiedziała, że już w kwietniu wejdzie w życie rozporządzenie w tej sprawie. - Prowadziliśmy te konsultacje wielokrotnie, przez cztery lata, na spotkaniach, na których - też jako przedstawicielka komisji edukacji - pytałam nauczycieli, co realnie pomoże młodzieży. Mówili, że jedna z rzeczy, która młodzież obciąża, to właśnie prace domowe, których jest bardzo dużo, są zadawane w sposób nieskoordynowany i wszystkie są wymagane - mówiła Nowacka.
Podkreśliła, że dzieci - tak samo jak dorośli - mają prawo do odpoczynku i czasu wolnego. - Jeśli dziecko zaczynało lekcje o godzinie 8, kończyło o 16, a potem miało jeszcze trzy godziny odrabiania prac domowych, to gdzie to prawo człowieka? - pytała retorycznie ministerka.
Sprawa odejścia od prac domowych wywołała ostatnio kontrowersje. - Pada pomysł, żeby zlikwidować prace domowe i nie towarzyszą temu żadne dyskusje, badania, konsultacje z nauczycielami. 'Ludzie na mieście mówią' to nie jest żadna podstawa, żeby coś w szkole zmieniać - mówiła w TOK FM dr Iga Kazimierczyk z fundacji Przestrzeń dla Edukacji. - Wprowadzenie jakichkolwiek zmian przed końcem roku szkolnego to jazda na lodzie bez trzymanki - dodała.