Prorosyjskie hasła na marszu w Lublinie. Antyukraińska koalicja chce iść razem do wyborów
"Nie przenoście nam stolicy do Kijowa" - między innymi pod takim hasłem w niedzielę przez centrum Lublina przeszedł "Marsz Pokoju". Wśród organizatorów wydarzenia znaleźli się: antyukraiński Polski Ruch Antywojenny i partia Bezpieczna Polska, założona niedawno przez Leszka Sykulskiego. W jej programie jest choćby normalizacja relacji Polski z Rosją i Białorusią, ale też wystąpienie Polski z NATO.
Na marszu w Lublinie Sykulski nazwał Ukrainę "państwem związkowym Rosji i Białorusi". - Polacy chcą normalnie (...) żyć z Rosjanami, z Białorusinami - chcą handlować, a nie wojować - mówił. Wskazywał też na koszty, jakie ponosi Polska w związku z wojną w Ukrainie. - Kilkaset miliardów złotych w sprzęcie wojskowym, w amunicji, w paliwie (...). My wszyscy za to płacimy - grzmiał Sykulski. Na marszu pojawiły się m.in. takie hasła, jak: "To nie nasza wojna", "Rząd na front" czy "Hołownia, Kaczyński - na front ukraiński".
Zawiadomienie do prokuratury
Zapytaliśmy rzecznika Komendy Miejskiej Policji w Lublinie Kamila Gołębiowskiego, czy po marszu wszczęte zostało jakiekolwiek postępowanie. Usłyszeliśmy, że policjanci byli na miejscu, zabezpieczali zgromadzenie, ale żadnego postępowania nie ma. Sprawą zainteresowała się natomiast lubelska prokuratura. Nie z własnej inicjatywy, ale po zawiadomieniu, które złożył Piotr Kupś, twórca strony tonieprzejdzie.pl i takiego samego profilu na portalu X. Jego zawiadomienie - jak mówi TOK FM - nie dotyczyło samego marszu, ale wpisów, które osoby związane z organizatorami zamieszczały w sieci przed marszem.
Jak przekazała nam rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Lublinie Agnieszka Kępka, zawiadomienie wpłynęło, trwają czynności sprawdzające. Decyzja o tym, czy zostanie wszczęte śledztwo, powinna zostać podjęta w ciągu tygodnia. Chodzi o przestępstwa z art. 256 i 257 Kodeksu karnego (mowa nienawiści), ale też art. 117 paragraf 3, który mówi: 'Kto publicznie nawołuje do wszczęcia wojny napastniczej lub publicznie pochwala wszczęcie lub prowadzenie takiej wojny, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5'.
Warto dodać, że w Lublinie jednym z kandydatów na prezydenta miasta w najbliższych wyborach samorządowych jest Ryszard Zajączkowski, też obecny i przemawiający na niedzielnym "Marszu Pokoju". Startuje z Komitetu Wyborczego Wyborców "Lublin Przyszłość i Tradycja".
Mają plan na wybory do PE
Po niedzielnym marszu Leszek Sykulski - wspólnie z dwiema innymi osobami - ogłosił w mediach społecznościowych powstanie koalicji "Głos silnej Polski" i wspólny start w wyborach do Parlamentu Europejskiego. "Trzonem komitetu będą Bezpieczna Polska, Front i Wataha Głosu Obywatelskiego. Wkrótce dojdą do nas organizacje rolników, przedsiębiorców i nauczycieli" - napisał.
- To pierwszy przypadek, gdy środowiska prorosyjskie coś takiego ogłaszają - mówi TOK FM analityczka i dziennikarka OKO.press Anna Mierzyńska, która bada wpływy prorosyjskie w Polsce. - Zwłaszcza w kontekście wyborczym pozostawianie tych środowisk w takiej dużej przestrzeni wolności jest niebezpieczne. Bo nie widać działań władz utrudniających im funkcjonowania. Nie mówię o utrudnianiu bezprawnym, ale o sprawdzaniu, czy te ugrupowania i ci działacze nie naruszają prawa. Czy to, co robią, jest zgodne z polskimi przepisami, jakie jest ich finansowanie, itd. To wszystko należałoby sprawdzić. Tymczasem nie widać żadnych działań w tym kierunku. Możliwości są dwie: albo tych działań nie ma, albo jeszcze ich nie widzimy - komentuje Mierzyńska.
Zdaniem analityczki środowiska prorosyjskie czują się w Polsce coraz pewniej. W jej ocenie ich wpływy widać m.in. na protestach rolników. Na jednym z protestów - w Dorohusku - można było usłyszeć: "Tu jest Polska, nie Bruksela. Ukraińców się nie wspiera", o czym pisaliśmy na naszym portalu. Teraz to samo hasło było też na marszu w Lublinie.
Rolnicy walczą z Unią, a Putin zaciera ręce. 'To bezsensowne'
- Aktywność środowisk prorosyjskich w angażowanie się w protesty rolników jest prowadzona na skalę, jakiej nigdy wcześniej nie obserwowałam. Stałe środowiska prorosyjskie, konta prorosyjskie, trolle prorosyjskie - wszystkie te siły rzucono na to, by podłączać się pod protesty rolników. Absolutnie nie chodzi o to, że protesty rolników wygenerowała Rosja. Nie, one są autentyczne, oddolne. Ale środowiska prorosyjskie się pod to podłączają, wykorzystują sytuację, by budować swój kapitał polityczny - ocenia analityczka.
Jak dodaje, nieprzypadkowo w Lublinie pojawiły się słowa o tym, że "są wśród was [uczestników marszu - red.] osoby, które zawiodły się na Konfederacji". - Chcą budować kapitał polityczny na tych radykałach i na tych antysystemowcach, którym Konfederacja już nie wystarcza. Bo weszła do Sejmu i paradoksalnie weszła w system w jakiś sposób. To jest cały czas skrajna prawica, ale jednak już w systemie. I działacze prorosyjscy próbują to teraz wykorzystać - tłumaczy nam Mierzyńska.
- Środowiska prorosyjskie mogły działać w Polsce bez większych problemów w czasie rządów Prawa i Sprawiedliwości. Po zmianie władzy mieliśmy - jako środowisko eksperckie - nadzieję, że nowe władze podejmą konkretne działania, że zrobią to bardzo szybko, zwłaszcza w kontekście wyborczym właśnie. Niestety tego nie widać - podsumowuje.