Nie ma zgody sądu na protest rolników na granicy. "Zagrożenie życia i zdrowia"
Protest rolników na granicy z Ukrainą w Dorohusku trwał dwa miesiące. Był zaplanowany do 9 czerwca, ale został przerwany 22 kwietnia przez wójta gminy Wojciecha Sawę. Samorządowiec uznał, że zgromadzenie naraża na ogromne straty finansowe lokalnych przedsiębiorców, m.in. z branży transportowej czy handlowej. Rolnicy od decyzji wójta odwołali się do sądu w Lublinie. Powołali się m.in. na naruszenie konstytucji, 'poprzez nieuzasadnione ograniczenie wolności zgromadzeń'.
W czwartek (6 czerwca) Sąd Okręgowy w Lublinie wydał rozstrzygnięcie w tej sprawie. Odwołanie rolników zostało odrzucone. Sąd uznał, że wójt miał trafne argumenty - przewidziane w prawie o zgromadzeniach - do rozwiązania protestu rolników.
- Jak wynika z materiału dowodowego - w tym z samych zeznań organizatorów - na protest rolników przybyły liczne grupy, które nie zawsze respektowały wszystkie warunki zgromadzenia. Grupy te próbowały kilkukrotnie wchodzić na tory w celu zablokowania ruchu kolejowego. Było to ewidentnie zdarzenie zagrażające życiu i zdrowiu wielu ludzi - uzasadniała sędzia Iwona Adamiak-Orłowska. - Ponadto osoby te próbowały sprawdzać, kontrolować pojazdy przejeżdżające, co stanowi naruszenie przepisów prawa, gdyż uprawnienia takie przysługują tylko właściwym służbom. Przebieg zgromadzenia i jego specyfika doprowadziły do sytuacji, że powstała kolejka pojazdów oczekujących na odprawę ponad 150 godzin. Było to przyczyną frustracji i zdenerwowania wśród kierowców - dodała.
Wskazała też, że doszło do konfliktu między kierowcami - głównie z Ukrainy - a uczestnikami rolniczego zgromadzenia. - 6 kwietnia doszło do przepychanek, skutkiem czego było złożenie zawiadomienia (...) dotyczącego naruszenia nietykalności cielesnej. Ponadto przebieg zgromadzenia odbywał się z uciążliwością dla okolicznych mieszkańców - podkreśliła sędzia. Odwołała się też do strat przedsiębiorców. - Zgromadzenie zagrażało mieniu znacznych rozmiarów. Do wójta gminy Dorohusk i do wojewody lubelskiego wpływały pisma od wielu firm alarmujące o katastrofalnej sytuacji finansowej, spowodowanej blokadą granicy - dodała sędzia.
Decyzja jest nieprawomocna. Protestujący mogą się odwołać do Sądu Apelacyjnego.
Będą kolejne protesty rolników?
Na ogłoszeniu rozstrzygnięcia był jeden z organizatorów protestu Marcin Wilgos. Powiedział, że na razie nie wie, czy organizatorzy protestu będą się odwoływać do sądu wyższej instancji. Przyznał jednak, że spodziewał się takiego orzeczenia. - Nie zdziwiło mnie to. Być może - tak jak stwierdził sąd - zagrażało to mieniu i branży transportowej, ale trzeba mieć na uwadze to, o co walczymy. Jeśli polscy rolnicy wypadną z rynku, to wejdą inne osoby, bo handel nie lubi pustki. Wypadniemy my, wejdzie ktoś inny. Nie wiadomo, jak będzie z żywnością i jej cenami - opisywał Wilgos.
Pytany, czy rolnicy będą dalej protestować, odparł, że na razie jest za wcześnie, aby mówić o szczegółach. Chcieli - w ramach solidarności z rolnikami w Brukseli - zaprotestować 4 czerwca, ale nie dostali na to zgromadzenie zgody. - Podobnie jak i na innych przejściach granicznych. Jedynie w Dorohusku mają zgodę, na trzy dni protestu - dodał nasz rozmówca.
- Na pewno coś jeszcze zaplanujemy, ale najpierw musimy się spotkać, zdecydować, czy składamy odwołanie od decyzji sądu i zaplanować, co dalej. Teraz jest przednówek, mamy trochę czasu, więc można coś zrobić. Potem, jak będą żniwa, nie będzie już na to szans - powiedział Wielgos. - A może nie będzie już powodów do protestowania? Mamy przecież eurowybory i być może nowi parlamentarzyści zrobią wszystko, aby jednak polskie rolnictwo ochronić - podkreślił nasz rozmówca.